[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wolną przestrzenią między nimi. Gdyby nie kompletna różnica
wyglądu, można było pomyśleć, że są siostrami. Weronika
przymknęła oczy i bezczelnie, bez poczucia winy, przysłuchiwała
się ich rozmowom. Obserwując młode kobiety, poczuła ukłucie
zazdrości. Były pewne siebie, niezważające na otoczenie,
entuzjastyczne. Zastanawiała się, czy ona i Amy miałyby szansę na
taką przyjaźń, gdyby to wszystko się nie wydarzyło i nie
rozdzieliło ich dróg prawdopodobnie na zawsze. Gdyby to
wszystko się nie zdarzyło. Poczuła piekące łzy pod powiekami i by
odwrócić uwagę od bolesnych wspomnień, ponownie skupiła się
na współpasażerkach. Nie mogła nie zauważyć, jak ładnie
wyglądy. Każda z nich piękna na swój indywidualny sposób.
Poczuła się mała i brzydka w swoich czarnych ubraniach i za
dużych butach. Kiedy podeszła do nich stewardessa, dziewczyna z
warkoczem zamieniła z nią kilka zdań wskazując dłonią na wolny
fotel obok. Weronika zauważyła, że ma bardzo przyjemny sposób
odnoszenia się do ludzi, poświęcając im przez te kilka sekund całą
swoją uwagę. Nie rozumiała dokładnie, o czym traktowała
rozmowa prowadzona po niderlandzku, dopóki dziewczyna nie
odwróciła się do niej, pytając płynnym angielskim, czy będzie jej
przeszkadzało, jeśli przesuną się o jedno miejsce w jej stronę tak,
by ona i jej towarzyszka mogły siedzieć obok siebie
– Mam na imię Kira, a to moja przyjaciółka, Lena. –
Wyciągnęła do niej dłoń, kiedy obie się przesiadły.
– Sonia. – Weronika uścisnęła ciepłą dłoń dziewczyny, której
przenikliwe oczy zdawały się patrzeć w głąb jej głowy.
– Ty też do Kanady? – Lśniące włosy Leny zawirowały
radośnie wokół jej głowy, gdy wychyliła się, żeby przyjrzeć się
Weronice.
– Tak.
– Na wakacje? Nie jesteś Holenderką, prawda? Zwiedzałaś
Holandię, czy tam pracujesz? – Lena zdawała się nie mieć
przycisku do dozowania energii, która płynęła wartkim nurtem
cokolwiek dziewczyna robiła.
Kłam. Weronika słyszała wyraźnie swój wewnętrzny głos,
który był Jego głosem.
– Studiuję w Holandii. Nauki o Ziemi na uniwersytecie w
Utrechcie.
– Czyli wakacje. Super! My też! Mieszkamy w Rotterdamie,
Uniwerek Erazma się kłania. – Twarz Leny rozjaśnił szeroki
uśmiech. Kira przyglądała się jej wnikliwie z tym spokojnym,
niczym nieporuszonym uśmiechem, który lekko tylko rozciągał jej
wargi, sprawiając wrażenie, że wie więcej, niż daje po sobie
poznać. – O mój boże! – wykrzyknęła Lena. – Na pewno lecisz
tam, żeby zobaczyć kanadyjski fragment kręgu ognia! Mój były
miał świra na tym punkcie.
Lena wyglądała na tak przekonaną o słuszności swojej teorii,
że nawet Weronika czuła się do niej przekonana. Gdyby nie fakt,
że nie miała pojęcia, czym był krąg ognia. Poczuła nerwowy ścisk
w żołądku i zdała sobie sprawę, że nie kupiła na lotnisku nawet
jednego przewodnika po Kanadzie. Kłam, podpowiedział jej
twardy, chłodny głos i zielone oczy dodały jej odwagi.
– Chętnie pokazałabym wam jakieś ciekawostki, ale niestety,
na lotnisku zgubiono mój bagaż, w tym moje książki.
– Błagam, do końca życia będę miała traumę kręgu ognia, ani
słowa na ten temat – roześmiała się Lena, a Kira odwróciła ku niej
szczupłą twarz i obie dziewczyny uśmiechnęły się do siebie
porozumiewawczo. Było jasne, że wiąże je jakiś zabawny sekret.
– Mamy ze sobą całe mnóstwo książek, większość po [ Pobierz całość w formacie PDF ]