[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ustępować.
 Uważam to za szaleństwo! Kobieta prowadząca dom, matka
posiadająca dzieci, spędza w atelier całe dnie! Z większym pożytkiem
spędziłabyś ten czas poświęcając go trosce o rodzinę.
 Jestem w nastroju do malowania  odpowiedziała Edna.  Może nie
zawsze tak będzie.
 No to maluj. Ale  na miłość boską!  nie każ swojej rodzinie iść
do diabła! Spójrz na Madame Ratignolle, zajmuje się muzyką, ale z tego
powodu nie zezwala na kompletny chaos w domu. A lepsza z niej pianistka
niż z ciebie malarka.
 Ani ona nie jest pianistką, ani ja malarką. I wcale nie z powodu
malarstwa zaniedbuję inne rzeczy.
 A zatem z jakiego powodu?
 Sama nie wiem. Zostaw mnie w spokoju, nie dokuczaj mi.
Pan Pontellier dopuszczał chwilami podejrzenie, że jego żona zaczyna
tracić równowagę umysłową. Widział wyraznie, że przestała być sobą. To
znaczy  nie był w stanie dostrzec, że dopiero teraz właśnie stawała się
sobą, że pozbywała się coraz skuteczniej owej osobowości nieautentycznej,
którą niby strój jakiś ubierała dla świata.
Mąż Edny dał jej spokój, jak o to prosiła, i udał się do biura. Edna poszła
do swego atelier  jasnego pokoju na poddaszu. Pracowała z energią i
wielką pasją. Nie skończyła jednak żadnego szkicu, który by ją choć w
najmniejszym stopniu zadowolił. Przez czas jakiś cały dom służył sztuce.
RS
64
Chłopcy pozowali mamie. Bawiło ich to tak długo, póki nie odkryli, że nie
jest to zabawa specjalnie dla nich wymyślona. Niańka godzinami siedziała
przed paletą Edny, cierpliwa jak dzikus, podczas gdy dziećmi zajmowały się
służące, a w salonie nikt nie ścierał kurzu. Nawet pokojówka musiała
odrobić pańszczyzną jako modelka, gdy Edna spostrzegła, że plecy i
ramiona tej dziewczyny mają zarys klasyczny, a włosy oswobodzone z
krępującego czepeczka działają bardzo inspirująco.
W czasie pracy Edna nuciła niekiedy półgłosem:  Ach, si tu savais!
Piosenka ta budziła w niej wspomnienia Wydawało jej się, że znów
słyszy szum wody, łopotanie żagla. Widziała poświatę księżyca na zatoce,
czuła porywiste uderzenia łagodnego, południowego wiatru. Subtelny
dreszcz pożądania przenikał jej ciało, dłoń trzymająca pędzel słabła, oczy
piekły.
Bywały dnie, gdy nie wiedząc dlaczego czuła się bardzo szczęśliwa.
Cieszyła się, że żyje i oddycha, że całą jej istotę przenika słońce, barwy i
wonie Południa i rozkoszne ciepło jasnych dni bez skazy. Lubiła Wówczas
wędrować po jakichś dziwnych, nieznanych miejscach. Odkryła niejeden
senny, słoneczny zakątek, jakby stworzony do marzeń. Odkryła też, że
dobrze jest marzyć, być samą, rozkoszować się spokojem.
Bywały dnie, gdy czuła się bardzo nieszczęśliwa, nie wiadomo dlaczego,
gdy było jej obojętne, czy jest zadowolona, czy smutna, żywa czy umarła;
gdy życie zdawało się groteskowym pandemonium, a ludzkość 
kłębowiskiem robaków zmierzających na oślep ku nieuniknionej zagładzie.
W takie dnie nie mogła ani pracować, ani snuć marzeń, które przyspieszają
bicie pulsu i rozgrzewają krew w żyłach.
RS
65
ROZDZIAA 20
Będąc w takim właśnie nastroju Edna odszukała Mademoiselle Reisz.
Pozostało jej w pamięci raczej nieprzyjemne wrażenie po ostatnim z nią
spotkaniu; niemniej pragnęła ją ujrzeć, ponad wszystko zaś  posłuchać jej
gry. Wczesnym popołudniem wyruszyła na poszukiwanie pianistki. Niestety
zarzuciła gdzieś czy zgubiła wizytówkę Mademoiselle Reisz. Szukając jej
adresu w spisie telefonów miejskich stwierdziła, że Mademoiselle mieszka
na dość odległej ulicy Bienvilie. Ale książka telefoniczna była sprzed roku
lub jeszcze starsza, toteż Edna znalazłszy się pod wskazanym numerem
stwierdziła, że dom zamieszkały jest przez jakichś poczciwych Mulatów
wynajmujących chambres garnies. Lecz mieszkali tam zaledwie od sześciu
miesięcy i absolutnie nic nie wiedzieli o Mademoiselle Reisz. Okazało się,
że nie wiedzieli również nic o swych sąsiadach; zapewnili Ednę, że są to
wszystko ludzie bardzo wybitni Nie traciła czasu na dyskusję z Madame
Pouponne, tylko pospieszyła do najbliższego sklepu kolonialnego, czując,
że Mademoiselle na pewno zostawiła tam swój adres.
Owszem, właściciel sklepu znal ją o wiele lepiej, niżby tego pragnął A
byłoby najlepiej  powiedział  gdyby jej w ogóle nie znał i nic nie
wiedział o tej osobie, bardzo niemiłej i niepopularnej w całej okolicy.
Dziękował Bogu. że się stąd wyniosła i dziękował Bogu również za to, że
wyniosła się, nie wiadomo dokąd.
Napotkawszy nieprzewidziane trudności Edna tym mocniej zapragnęła
ujrzeć Mademoiselle Reisz Zastanowiła: się, kogo mogłaby prosić o
potrzebne jej informacje przypomniała sobie nagle Madame Lebrun 
najstosowniejszą tu osobę. Wiedziała, że bezskutecznym byłoby pytanie
Madame Ratignolle, która trzymała się jak najdalej od starej pianistki
wolała nic o niej nie wiedzieć. Kiedyś wyraziła się c niej w słowach niemal
tak ostrych jak właściciel sklepu kolonialnego.
Edna wiedziała, że Madame Lebrun na pewno jest już w mieście, była
przecież połowa listopada. Wiedziała również, że Lebrunowie mieszkali na
ulicy Chartres.
Dom ich wyglądem swym przypominał więzienie, niskie okna i drzwi
opatrzone były kratami  pozostałości starego regime'u, o których
usunięciu nikt nigdy nie pomyślał. Za wysokim ogrodzeniem był ogród,
brama wychodząca na ulicę była zamknięta. Edna nacisnęła dzwonek
umieszczony przy bramie ogrodowej i stała na chodniku czekając, aż ją ktoś
wpuści
RS
66
Otworzył bramę Wiktor, Stojąca tuż za nim Murzynka wycierała ręce w
fartuch. Zanim Edna ujrzała tych dwoje, słyszała ich spór wyraznie
niedorozwinięta umysłowo kobieta domagała się prawa wypełnienia swych
obowiązków  jednym z nich było otwieranie bramy.
Wiktor był zaskoczony i ucieszony widokiem pani Pontellier i nawet nie
zamierzał ukrywać swego zdziwienia i uradowania. Był to urodziwy
dziewiętnastoletni młodzieniec o czarnych brwiach, ogromnie podobny do
matki, lecz o usposobieniu dziesięciokroć bardziej impetycznym. Rozkazał
Murzynce natychmiast iść i powiadomić Madame Lebrun, że pani Pontellier
pragnie ją widzieć. Murzynka odburknęła, że nie pójdzie  jeśli nie wolno
jej wypełnić wszystkich obowiązków odzwiernej. to wróci do przerwanego
pielenia ogrodu. Na to Wiktor złajał ją, obrzucając stekiem przekleństw,
które wyrzucił z siebie z taką szybkością i gwałtownością, że Edna nie
mogła zrozumieć ani jednego słowa. Niemniej okazały się skuteczne, gdyż
kobieta porzuciła swoją motykę i mrucząc coś pod nosem poszła do domu.
Edna nie miała ochoty wejść do środka. Przyjemnie było na ganku, na
którym stały krzesła, pleciony fotel na biegunach i stoliczek. Usiadła
znużona długą wędrówką i wygładzając fałdy swej jedwabnej parasolki
zaczęła się kołysać. Wiktor przysunął krzesło i usiadł obok niej. Zaraz jej
wyjaśnił, że niegrzeczne zachowanie Murzynki było wynikiem
niedostatecznego wychowania, którym nie mógł się zająć, bo go nigdy tu
nie ma. Przyjechał rankiem i zamierzał nazajutrz powrócić na wyspę.
Spędzał tam całą zimę, pilnował domu i dbał o jego przygotowanie na
przybycie letnich gości.
Lecz mężczyznie potrzebne jest czasem jakieś odprężenie, poinformował
panią Pontellier, a zatem i on, Wiktor, pod byle jakim pretekstem raz po raz
wpadał do miasta. Mój Boże! Ależ sobie wczoraj użył! Cały się
rozpromienił wspominając ten wieczór. Nie chciał, żeby matka o tym [ Pobierz całość w formacie PDF ]