[ Pobierz całość w formacie PDF ]

czasu, by spojrzeć na nią. Chybił wprawdzie celu za kotarą, ale obronił się kindżałem od
śmiertelnego ciosu szpady. Rozpoznał napastnika.
Był nim hrabia de Montforge.
 A, bandyta!  huknął d Artagnan groznie.  To z ciebie morderca...
Montforge roześmiał się i nacierał na przeciwnika. Posiadając tylko kindżał, d Artagnan
nie wierzył w możliwość obrony przed szpadą, natrętnie mierzoną w jego gardło. Odskoczył
w tył, zyskując na czasie. Potrącił stół, który upadł z hałasem. Montforge wbił szpadę w
krzesło, tracąc chwilowo równowagę  niby pantera rzucił się na niego d Artagnan i
wymierzył mu ciężki cios powyżej serca.
 Aotr  zawołał d Artagnan.  Tchórz i bandyta!...
Rzucił rękojeść kindżała w oczy Montforge a, przyskoczył drzwi i za chwilę trzasnął nimi
z całej siły.
Nie napotkał żadnego z domowników. Gorejąc od wstydu wściekły, pochwycił swoją
szpadę i popędził na górę, by zmierzyć się z Montforge m, jak na rycerza przystało. Kiedy
jednali rozwarł drzwi szeroko, hrabiego w pokoju już nie było. Zofia leżała zemdlona na
kanapie. Przez uchylone kotary spostrzegł drugie, potajemne drzwi, przez które Montforge
niezawodnie uciekł.
D Artagnan poszedł w jego ślady, chwycił kapelusz i płaszcz i w kilka sekund był już na
Rue de Grenoble. Mrok zapadał. Na ulicy nie było nikogo. Po chwili d Artagnan przypomniał
sobie boczną ulicę, przez którą wszedł i tam popędził,  A!  krzyknął.  Aotrze, poczekaj!
Przy furtce Montforge dosiadał w tej chwili konia. Rzuci okiem na d Artagnana, roześmiał się
szyderczo i wbił ostrogi i w konia. Umknął, zanim muszkieter zdołał go dopaść. Klnąc, na
czym świat stoi, d Artagnan wcisnął szpadę do pochwy i zwrócił kroki w stronę swojej
kwatery.
 Do diabła!  zawołał wściekły na swą bezradność.  A więc ten ci jest nasz drogi, cenny
notariusz, ten, ach! Atosie, miałeś rację, jak zwykle.
Przed domem zastał Grimauda.
 Czy konie są gotowe?  zapytał. Grimaud przytaknął skinieniem głowy. D Artagnan
wszedł do mieszkania.
Portos siedział na krawędzi łóżka, wciąż jeszcze z zaspanymi oczyma. Atos grał sam ze
sobą w kości przy oknie. Na widok wchodzącego Portos zawołał:
 Ach, mój przyjacielu! Wyobraz sobie! Jestem skończony głupiec... pomyśl tylko, nikt
mnie nie obrabował! Nareszcie oprzytomniałem. Znalazłem rulon złota za podszewką...
 Czekaj!  przerwał mu Atos, ruszając w stronę d Artagnana, którego wygląd przeraził
go. Co się stało? A więc moja przestroga nie była bezpodstawna?
 Mój drogi Atosie  odpowiedział d Artagnan ponurym głosem  twoja przestroga
uratowała mi życie. A więc znalazłeś swoje pieniądze, Portosie? Doskonale. Posłuchajcie,
przyjaciele!  Przerwał. Wszak mówił Portosowi o swej misji tylko do Dampierre, a nie
powiedział o liście do Heleny de Sirle.  Przede wszystkim muszę ci oznajmić, że oprócz
poleceń do Dampierre, Richelieu powierzył mi inną misję, a mianowicie dostawę listu do
niejakiej panny de Sirle w Paryżu...
 Co? Coś ty powiedział?  Portos patrzył z niedowierzaniem na przyjaciela.  Na Boga,
przecież to właśnie do niej ten... ten...
 List od Aramisa? Cudownie. Upieczemy dwie pieczenie na jednym rożnie. Teraz
posłuchaj uważnie mój Portosie. I ty, Atosie, dowiedz się jak dalece twoja przestroga była
uzasadniona...
Opowiedział im wszystko, co się wydarzyła w domu Zofii de Bruler.
45
Portos, nie rozumiejąc połowy z tego wszystkiego wyraził swą złość i podziw. Atos
zrozumiał wszystko i skoro d Artagnan skończył opowiadanie, zapytał go o list, który
schował do rękawa.
 Oto jest  podał zwinięty arkusik.
 A twój list do panny de Sirle?
D Artagnan wydobył ze środkowej kieszeni munduru list kardynała. Atos rzucił nań
okiem.
 Bardzo proste, mój kochany. Ta notatka jest napisana ręką Richelieugo. Montforge miał
ją od kardynała i pokazał Zofii wraz ze wskazówkami, o co cię miała zapytywać. Rozumiesz?
Richelieu podejrzewał cię, że coś o tym wiesz i użył tego środka, by coś więcej się
dowiedzieć. Najprawdopodobniej posądza cię o to, że dowiedziałeś się wielu rzeczy od
umierającego przy drodze.
Zimny pot wystąpił na czoło d Artagnana. Przeklęty pierścień z herbem Bassompierre a!
Miał go na palcu. Teraz już za pózno, mógł go na palcu zostawić. Montforge przyjechał do
Lyonu i nakłonił Zofię, by starała się od niego cośkolwiek dowiedzieć.
 W takim razie dlaczego, posłał mnie do Dampierre w poufnej misji?
 Może właśnie dlatego, by misję twoją uczynić jak najbardziej niebezpieczną.
D Artagnan potarł czoło. W tej chwili uprzytomnił sobie rozmowę z Richelieum, jego
dziwne słowa i spojrzenia. A owe polecenie o dziecku, naturalnie, rzecz pewna... chciał się
przekonać czy wie coś o tym.
 Jednak rzecz dziwna co do tego testamentu Lotaryńczyka  mówił Atos gubiąc się w
domysłach.  Czy nic o tym nie wiesz?
 Nic, na honor!
 Ale ja wiem!  zawołał Portos.
Obydwaj zwrócili się do Portosa zdumieni. Olbrzym podniósł nagle głowę, rozkrzyżował
ręce, jak człowiek, zmuszony do wyspowiadania się.
 Niech się dzieje co chce, wyznam wam wszystko szczerze. Peccavi, peccavi, moi
przyjaciele!  mówił zrezygnowanym głosem, patrząc na przyjaciół, przemęczonymi,
nabiegłymi krwią oczyma.
 Aramis napomknął mi o tym testamencie. To miało związek z moją misją, nie wiem
wprawdzie jaki. Ani nie wiem, co to właściwie jest. On tylko wspomniał mi nazwisko.
D Artagnanie mój przyjacielu, jestem nędzny grzesznik, kłamałem przed tobą. To nie były
pieniądze lecz list do panny de Sirle. Błagam cię o przebaczenie. Nie sądz mnie zle, Aramis
kazał mi przysiąc, że słówka o tym nie pisnę, i mimo że bolało mnie to bardzo, nie mogłem ci
nic powiedzieć.
D Artagnan nie mógł powstrzymać się od uśmiechu skoro dowiedział się, że testament
Thounenina miał związek z tym wszystkim. [ Pobierz całość w formacie PDF ]