[ Pobierz całość w formacie PDF ]

owal twarzyczki pochylił się ku ziemi; nie można było rozróżnić rysów, głębia oczu
była bezdenna; dwa szerokie rękawy podniosły się do góry, robiąc wrażenie dwóch
rozw3ających się skrzydeł i stała milcząca, rękami obejmując głowę.
iał iii
Byłem głęboko wzruszony: jej młodość, nieświadomość, piękność mająca urok po-
lnego kwiatu, prośby, jej bezradność, przemawiały do mnie z siłą równą prawie jej
trwoóe. Bała się rzeczy nieznanych, tak jak my wszyscy, ale jej nieświadomość, na-
iwność, powiększała bezmiernie te rzeczy nieznane. Ja wobec niej uosabiałem ten
świat nieznany, ani troszczący się o Jima, ani potrzebujący go. Nie wieóiałem, co
jej odpowieóieć. Niewymownie bolesny szept jej rozwiązał mi usta. Zacząłem ją
przekonywać, że ja przynajmniej nie mam zamiaru zabierać jej Jima.
Po cóż więc przybyłem? Stała nieporuszona jak marmurowa statua. Usiłowałem
wyjaśnić, że sprowaóiła mnie przyjazń, konieczność rozejrzenia się w jego życiu i że
raczej namawiałbym go do pozostania.
 Oni nas zawsze porzucają  szepnęła.
Z grobu, który zawsze stroiła kwiatami, tchnienie nocy nieść się zdawało tę smut-
ną świadomość.
 Nic pani z Jimem rozłączyć nie zdoła  rzekłem. Takie jest moje przekonanie
teraz, takie było wówczas; ona szepnęła, jakby do siebie mówiła:
 Przysiągł mi to.
 %7łądała pani tego?  spytałem.
 Nie! Nigdy!
Ona go prosiła, by uciekał. To było tej nocy, nad brzegiem rzeki, gdy zabił tego
czarnego  tamtych wypęóił, a ona rzuciła pochodnię do rzeki, bo on tak na nią
patrzył. Niebezpieczeństwo minęło tylko na czas krótki, ale on powieóiał, że jej nie
zostawi na pastwę Corneliusa. Ona nalegała. Prosiła, by ją porzucił! Powieóiał, że
nie może, że to niemożliwe. Drżał mówiąc to. Czuła, że drży& Nie potrzeba wielkiej
imaginacji, by sobie tę scenę odtworzyć i słyszeć prawie ich szepty. Ona bała się o nie-
go; sąóę, że wówczas wióiała w nim tylko predestynowaną ofiarę niebezpieczeństw,
które ona lepiej od niego rozumiała. Chociaż samą obecnością swoją zawładnął jej
sercem, ona nie wierzyła w jego powoóenie. Wówczas wszyscy nie doceniali wartości
Jima, nie przewidywali, kim się stać się może. Cornelius chciał się pozbyć niewygod-
nego świadka swych czynów. Sherif Ali nie lękał się go, przeciwnie, czuł pogardę dla
białego człowieka. Jim miał być zamordowany tylko ze względów relig3nych, a nie
dlatego, by miał być niebezpieczny. To przekonanie potwieróił Cornelius w jedynej
rozmowie, jaką udało mu się ze mną przeprowaóić.
 Czcigodny panie!  mówił.  Skądże ja mogłem wieóieć, kim on jest?
W jaki sposób zdobył zaufanie całego ludu? Ja z początku óiwiłem się, dlaczego pan
se a Lord Jim 124
Stein przysyła takiego młokosa na miejsce starego sługi? Gotów byłem ocalić go za
osiemóiesiąt dolarów. Czemu nie uciekał? Czyż miałem dać się zasztyletować dla
miłości jakiegoś obcego przybysza?
Czołgał się prawie u mych nóg, podnosząc ręce, jakby chciał mnie obejmować za
kolana.
 Cóż znaczą te dolary? To nic nieznacząca suma, ofiarowana biednemu starcowi,
zrujnowanemu przez zmarłą diablicę!
Tu zaczął płakać.
Ale ja uprzeóam wypadki. Z Corneliusem rozmawiałem po skończeniu rozmo-
wy z óiewczyną. Ona zupełnie pozbawiona była egoizmu, gdy nalegała na Jima, by
ją, a nawet kraj ten zupełnie porzucił. Myślała jedynie o grożących mu niebezpie-
czeństwach. Padła mu do nóg  opowiadała mi  tam, na brzegu rzeki, przy dys-
kretnym blasku gwiazd, padającym na wielkie, milczące cienie, nieskończone prze-
strzenie i drżące w powierzchni wody, nabierającej pozorów morza. On podniósł ją
ku sobie i wówczas walczyć przestała. Rozumie się. Ujęły ją silne ręce, usłyszała słodki
głos, poczuła óielne ramię, na którym mogła spocząć jej głowa. Było to potrzebą 
niezbędną potrzebą zbolałego serca i skołatanego umysłu. Popęd młodości, nastrój
chwili& Cóż chcecie? To rzecz zrozumiała  chyba tylko ktoś niezdolny czegokol-
wiek pod słońcem zrozumieć nie pojmie tego. Zatem czuła się w tej chwili szczęśliwa.
Kochanek, Kochanek
 Na Jowisza!  pan wie, to rzecz poważna  do kpin się nie nadaje!  szepnął
romantyczny, Przysięga
pośpiesznie Jim, gdym stanął po raz pierwszy na progu ich domu.
Tak, w romansie ich nie było miejsca na żarty; wśród nieszczęść życiowych za-
mienili przysięgi jak rycerz z óiewicą na nizinach nawieóanych przez duchy. Zwia-
tło gwiazd im wystarczało, światło tak słabe, iż nie mogło cieniom nadać kształtów [ Pobierz całość w formacie PDF ]