[ Pobierz całość w formacie PDF ]

dzenia, ale nie był pewien, jak to ubrać w słowa. Może był zakłopotany jej obecnością w
chwili, gdy w rodzinie nastąpił kryzys. Może chciał, by jak najszybciej wyjechała, ale nie
wiedział, jak ją o to poprosić, zwłaszcza że sam nalegał, by przyjechała tu z nim.
- Oczywiście - wyjąkała, przygryzając dolną wargę. - Chciałam tylko powiedzieć,
żebyś się nie krępował, jeśli chcesz, żebym wyjechała. Doskonale to rozumiem. To, co
się stało, spadło jak grom z jasnego nieba i obecność sekretarki jest ostatnią rzeczą, któ-
rej potrzebujesz.
Uśmiechnął się kwaśno.
- To nie tak, jak myślisz. Nie wiem, jak ci to powiedzieć...
- Co takiego?
Jamie ogarnął autentyczny lęk. Przypomniała sobie incydent w basenie i wzdry-
gnęła się: oto był prawdziwy powód jego wahania. Miał czas zastanowić się nad ich nie-
właściwym postępowaniem, a teraz nadszedł czas rozliczeń.
Do oczu napłynęły jej łzy żalu, gdy wyobraziła sobie, jak jej satysfakcjonująca,
dobrze płatna, wspaniała praca pryska jak bańka.
R
L
T
ROZDZIAA SIDMY
Ryan wciąż na nią patrzył. Nie ulegało wątpliwości, że zasnęła na kanapie; miała
czerwone policzki i zmierzwione włosy. Wyglądała bardzo młodo i niewinnie. W niczym
nie przypominała profesjonalnej, energicznej sekretarki, do której przywykł.
- Naprawdę nie wiem, jak to powiedzieć...
- Trudno mi uwierzyć, że zabrakło ci słów.
- Moja mama widziała nas. W basenie.
- O, nie. - Jamie zakryła usta ręką. Po jej twarzy rozlał się gorący rumieniec. - Skąd
wiesz? Powiedziała ci?
- Oczywiście, że tak. Nie wymyśliłem sobie tego. Postanowiła przejść się po ogro-
dzie, by zaczerpnąć świeżego powietrza, i usłyszała nas. Ruszyła w kierunku, z którego
dobiegały głosy... i zastała coś, czego się nie spodziewała.
- Przepraszam. To wszystko moja wina!
Jamie nie była w stanie usiedzieć spokojnie i zaczęła chodzić nerwowo po pokoju.
Musiała zacisnąć dłonie, by powstrzymać ich drżenie. Ogarnęła ją fala wstydu. Czuła się,
jak gdyby pod skórą miała tysiące kłujących igieł.
- Wyjeżdżam natychmiast - oznajmiła, stając przed nim. - Spakuję się w pół go-
dziny.
- Nie bądz niedorzeczna!
- Nie mogę tu zostać. Nie będę potrafiła spojrzeć w oczy twojej mamie. To, co zro-
biliśmy, było okropne. Popełniliśmy błąd. Musiała być wstrząśnięta. Czy to dlatego...?
Czy spowodowaliśmy...?
- Nie! A teraz usiądz! - Odczekał, aż Jamie z powrotem usiadła, choć wciąż spra-
wiała wrażenie, jak gdyby chciała uciec przez otwarte drzwi. - To, co zobaczyła, nie
zszokowało jej. Przeciwnie, była przeszczęśliwa. Na pewno wróciła do domu z uśmie-
chem na ustach.
- Nic z tego nie rozumiem.
R
L
T
- Jak już wspomniałem, moja mama od dłuższego czasu przejmuje się moim sty-
lem życia. Wiedzmy twierdzą, że to dlatego, że jestem synem i najmłodszym dzieckiem.
W każdym razie gdy nas zobaczyła, wyciągnęła pewne wnioski.
- Jakie?
- %7łe coś nas łączy.
- Bo łączy. Pracujemy razem.
- Dziwnym trafem, widząc nas splecionych w basenie, nie doszła akurat do tego
wniosku. Mama sądzi, że nic wcześniej nie powiedziałem, bo zawsze wyznawałem za-
sadę oddzielania życia prywatnego od zawodowego. Uważa, że w obecności sióstr i ich
potomstwa zdołaliśmy nie skakać sobie w ramiona, ale gdy tylko wyjechali, nie mogli-
śmy już wytrzymać.
Jamie przycisnęła dłonie do rozpalonych policzków.
- Powiedziałeś jej prawdę?
- No cóż, tu zaczynają się schody...
Ryan zamilkł na kilka chwil. Miał nadzieję, że Jamie sama skojarzy fakty i domyśli
się, co ma jej do powiedzenia. Ale jej bystry umysł po raz pierwszy zawiódł.
- Nie mogłem - powiedział wreszcie.
- Jak to?
- Mama cię polubiła. Wcześniej poznała kilka moich partnerek i żadna z nich nie
spełniała jej oczekiwań. Wydaje jej się, że jesteśmy w poważnym związku. Nie mogłem
pozbawić jej złudzeń, by jej nie narażać na dodatkowy stres po udarze. Zanim odwiezli ją
na badania, zdążyła mi powiedzieć, że cieszy się, że poszedłem wreszcie po rozum do [ Pobierz całość w formacie PDF ]