[ Pobierz całość w formacie PDF ]

odprowadził ją do samochodu i pożegnał się. Spojrzała na niego.
- Stało się coś złego?
- Nie. Zastanawiam się po prostu, dlaczego wczoraj wieczorem pozwoliłem ci odejść. Byłoby cudownie
obudzić się razem.
- Więc dlaczego nie poprosiłeś, żebym została?
Włożyła naczynia do zmywarki i oparła się o blat.
- Chyba nie chciałem mówić tego w obecności Emmy i Paula. Nie chciałem, żebyś się czuła skrępowana.
- Myślisz, że oni nie wiedzą, co jest między nami?
Podeszła do stołu.
- Wiem, że się domyślają, ale nie byłem pewien, czy nie chcesz zachować pozorów. Nie wiedziałem, co
czujesz.
Stanęła za nim i zaczęła głaskać jego włosy.
- Nic mnie nie obchodzi, co sobie myślą. Zostałabym z tobą,
Uśmiechnął się.
- Czy to znaczy, że lubisz być ze mną?
Ona też się uśmiechnęła.
- Tak.
- To już coś. Zmierzamy w dobrym kierunku.
Spojrzał na komputer stojący na stole.
- Skończyłaś swoją sagę o Grubasku?
- Prawie.
Odłożyła ściereczkę i usiadła przy stole.
- To znaczy, że zbierasz się do wyjazdu?
- Tak - odparła z wysiłkiem.
- Wracasz do Waszyngtonu?
- Nie, mam jeszcze kilka dni wakacji - powiedziała z wahaniem, jakby czekała nie wiadomo na co. Sama
nie miała pojęcia, czego właściwie się spodziewa.
Drew milczał, a z jego twarzy nie można było nic wyczytać. Sydney poczuła, że jest bardzo
zdenerwowana.
- Nigdy cię nie pytałem, co masz takiego w Waszyngtonie. Czy ktoś na ciebie czeka? Ktoś, z kim możesz
się pośmiać albo popłakać, ktoś, kogo kochasz...
Nie mogła odwrócić wzroku od jego szmaragdowych oczu. Nawet gdyby chciała to zrobić.
- Nie ma nikogo takiego.
86
- To po co tam wracać? Z tego, co powiedziałaś i z tego, czego się domyśliłem, wnioskuję, że potrzebna ci
zmiana. Nie wracaj do Waszyngtonu. Po co masz być gdzieś, gdzie nie czujesz się szczęśliwa?
- Bo nie mam nic innego.
Nadeszła chwila szczerości. Nie w stosunku do niego, lecz do samej siebie. Tak jakby nagle postanowiła
spojrzeć prawdzie w oczy.
- Zanim tu przyjechałam, sądziłam, że jestem szczęśliwa.
Spostrzegła błysk w jego oczach, delikatny zarys uśmiechu.
- Wydaje mi się, że mam swój mały udział w zmianie twojego myślenia.
- Tak.
- Co w takim razie zamierzasz dalej robić?
Był mistrzem w zadawaniu pytań, ale nie ułatwiał odpowiedzi. Sydney milczała. Zwykle nie miała
kłopotów z reagowaniem na werbalne wyzwania. Była do nich przyzwyczajona. Zwykle wiedziała, co myśli
i nie miała kłopotów z wyrażeniem tego słowami. Teraz było inaczej. Nie chodziło o słowa. Chodziło o
uczucia, a tych nie potrafiła określić. To było zupełnie nowe i nieoczekiwane. Nie wiedziała, co czuje, prócz
zmieszania i niepewności. Jeden głos mówił jej, żeby się nie wahała i skorzystała z okazji, drugi ostrzegał
przed pochopnymi decyzjami i popełnieniem głupstwa. Wzięła głęboki oddech.
- Może lepiej zapytaj, co my zamierzamy robić?
Drew roześmiał się, jakby podobał mu się sposób, w jaki odrzuciła piłeczkę, skazując go na zrobienie
następnego ruchu.
- Myślę - powiedział powoli - że mogłabyś zostać.
- I co robić?
- Co tylko zechcesz.
- Aatwo ci mówić. Masz tu wszystko: pracę, rodzinę, dom. %7łyjesz własnym życiem. A ja co? Cała ta
historia jest jakaś zwariowana. Przecież nawet gdybym tu nie przyjechała, też bym coś zrobiła ze swoim
losem. Muszę coś zrobić. Nie wiem co, bo zawsze kiedy zdarza mi się coś dobrego, to długo nie trwa. Może
stałam się cyniczna, ale zaczynam wierzyć, że nie ma nic trwałego na tym świecie.
- Jesteś pewna? Absolutnie pewna?
- Tak. Nie mam wątpliwości. - Zerwała się z krzesła. - Nie zwracaj na mnie uwagi. Jestem bardzo
zdenerwowana, a ty nie bardzo mi pomagasz.
- Czekasz na słowa, na wyznanie miłości, na deklaracje? Przecież musisz wiedzieć, że na coś takiego
trzeba odpowiedzieć. Jesteś gotowa na odpowiedz?
- Nie.
Rozegrał to po mistrzowsku. Nie zaszkodził, ale i nie pomógł.
- Nie jestem gotowa. To by tylko wszystko jeszcze bardziej skomplikowało.
Drew przechylił się, objął ją i pocałował w usta.
- Idziemy? Chcesz się przebrać?
Spojrzała na niego, nic nie rozumiejąc. Była strasznie rozczarowana.
- Dokąd mamy iść?
- Gdzieś, gdzie jest chłodno, miło i zabawnie. Powoli poszła na górę. Wróciła ubrana we własne dżinsy i
jedwabną bluzkę matki Emmy z koronkowym kołnierzykiem. Pomału przyzwyczajała się do tego stylu.
Usiadła i zaczęła wkładać różowe tenisówki.
- To dokąd idziemy?
- Do Grubaska. - Złapał jej torbę i już był przy drzwiach. - Zapomniałaś, że zaprosił nas na czytanie
dzienników Fowlerów?
Sydney nie ruszyła się z miejsca.
- Nie. Powiedział, że to ja mogę przyjść je przejrzeć. O tobie wcale nie było mowy.
Drew podszedł i wziął ją pod rękę.
- Idziemy. Grubasek na pewno mnie nie wyrzuci. Ma u mnie pewien dług.
- Jaki?
- Jest mi winien trzy piwa i całkiem sporą, dość urozmaiconą kanapkę.
Nie oponowała. Usiadła obok Drew w jego przestronnym samochodzie. Jakiś kilometr od Rosehill spotkali
senatora. Trenował jogging. Drew zwolnił.
- Strasznie gorąco, James.
Spojrzał na nich umęczonym wzrokiem.
- Co ty powiesz! Nie zauważyłem.
- Witaj.
- Tak lepiej.
87
James jedną ręką schwycił się samochodu. Wyglądał teraz jak wieloryb holowany przez statek.
- Co was tu sprowadza o tak wczesnej porze?
Sydney postanowiła zabrać głos. Przecież sprawa dotyczy przede wszystkim jej. [ Pobierz całość w formacie PDF ]