[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wspólnego, mam nadzieję. To był pisarz. Napisał:  Dopóki wojna uznawana jest za
zboczenie, zawsze będzie fascynowała. Kiedy uzna się ją za wulgarną, przestanie być
popularna .
Sier\ant Toth w zamyśleniu zmru\ył oczy.
- Według niego to proste, ale w rzeczywistości to nie całkiem tak. Są inne powody
wojen.
- Na przykład jakie?
Toth otworzył usta, by odpowiedzieć, gdy ryknęły syreny alarmowe. Przenikliwy
dzwięk rozlegał się w ka\dym pomieszczeniu jednostki i wszędzie wywoływał takie same
reakcje - podrywał załogę do akcji. Mę\czyzni obsadzali stanowiska bojowe, często budząc
się dopiero w biegu, ale gdy alarm umilkł, okręt był gotów do walki. W przeciwieństwie do
\ołnierzy, którzy do momentu opuszczenia go byli wyłącznie ładunkiem. śeby nie wchodzić
załodze w drogę, przeczekali sygnał w swoim przedziale koszarowym, tworząc w przejściu
srebrzystoszary dwuszereg. Sier\ant Toth podłączył słuchawki do gniazda w ścianie i
wysłuchał rozkazów, kiwając nieco bez sensu głową, po czym odwrócił się do pozostałych.
Przez moment napawał się w ciszy ich skupioną uwagą, a następnie uśmiechnął się szeroko.
Tak szeroko jak nigdy, gdy\ z zasady miał twarz pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu.
- To jest to! - oznajmił, zacierając ręce. - Teraz mogę wam powiedzieć, \e
spodziewaliśmy się Edynburczyków i \e wystartowała cała flota. Zwiadowcy wykryli ich,
gdy tylko wyszli z nadprzestrzeni; powinni tu być mniej więcej za dwie godziny. A my tu na
nich zaczekamy. To znaczy wy, bojowe dziewice.
Odpowiedział mu głuchy pomruk zgromadzonych, co jedynie poszerzyło jego
uśmiech.
- Tak trzymać! I tak walczyć! - Uśmiech zniknął jak zdmuchnięty, a twarz Totha
przybrała zwykły, czyli nieprzenikniony wyraz. - Baczność! Kapral Steros wcią\ le\y z
gorączką w izbie chorych, więc nadal brakuje nam jednego podoficera. Od ogłoszenia alarmu
mamy warunki bojowe, a wtedy mam prawo udzielać czasowych awansów polowych.
Szeregowy Priego, krok do przodu, wystąp!
Dom automatycznie wykonał polecenie.
- Obejmujesz dowództwo plutonu bombowego; spisz się dobrze, a kapitan
zatwierdzi awans jako stały. Do szeregu, kapralu Priego, i czekać. Reszta w prawo zwrot, do
szatni biegiem marsz!
Sier\ant odsunął się z drogi i czekał, a\ ostatni \ołnierz znajdzie się na korytarzu, po
czym powiedział spokojnie:
- Jesteś lepszy ni\ większość z nich. Jesteś sprytny, ale za du\o myślisz o sprawach,
które nie są wa\ne. Przestań myśleć i zacznij walczyć albo nigdy nie wrócisz na ten swój
zakichany uniwersytet. I jeszcze jedno: jak coś spieprzysz, a Edynburczycy cię nie dostaną, to
ja to zrobię. Wrócisz jako kapral albo nie wrócisz wcale. Zrozumiałeś?
- Zrozumiałem. - Twarz Doma była równie bez wyrazu jak oblicze Totha. - Umiem
walczyć równie dobrze jak ty. I zrobię, co do mnie nale\y.
- No to zrób. Biegiem!
Z powodu pogawędki Dom jako ostatni zakładał kombinezon; pozostali sprawdzali
ju\ ze zbrojmistrzami szczelność skafandrów, gdy on dopiero kończył go nakładać. Nie
przyspieszył jednak i nie zdenerwował się - niesprawny kombinezon w pró\ni oznaczał
pewną śmierć, tote\ metodycznie sprawdził wszystko i uszczelnił skafander. Dopiero gdy
wszystkie kontrolki zapłonęły na zielono, dał znak zbrojmistrzowi, by sprawdził zewnętrzną
powłokę kombinezonu.
Gdy kontrola dobiegła końca, wszedł do śluzy i czekając na wypompowanie
powietrza, sprawdził stan zapasów na ekranie wewnątrz hełmu. Tlen - pełen, zasilanie - sto
procent, radio - sprawne. Skończył tu\ przed otwarciem zewnętrznych drzwi śluzy. Za nimi
była zbrojownia. I pró\nia.
Zwiatła przyciemniono, wkrótce miały zostać całkowicie wyłączone. Dom podszedł
do stojaka i zabrał się do przymocowywania broni do skafandra. Podobnie jak reszta plutonu
bombowego miał jedynie lekko opancerzony skafander i uzbrojenie ograniczone do
minimum. Do lewego uda tu\ pod palcami opuszczonej ręki przypiął dryler, do prawego
nieco wy\ej ręczną kaburę ze swą ulubioną bronią - rozcinakiem. Poniewa\ z danych
wywiadu wynikało, \e część \ołnierzy przeciwnika nadal u\ywa nie opancerzonych
skafandrów, na prawym biodrze zawiesił pora\acz uznawany powszechnie za przestarzałą
broń. Wszystkie urządzenia od miesięcy były przechowywane w pró\ni, w której miały
działać. Wszystkie te\ skonstruowano tak, by nie wymagały smaru.
Ktoś dotknął hełmem jego przezroczystej kuli i Dom rozpoznał głos Winga
przeniesiony przez stykające się powierzchnie.
- Jestem gotów, Dom; pomo\esz mi zało\yć bombę. Aha, mam się do ciebie zwracać:
kapralu? Tak w ogóle to gratulacje.
- Tak w ogóle to przestań się wygłupiać; jak wrócimy i będzie oficjalne
potwierdzenie, to będę kapralem. Nie uwierzę w nic, co gada Toth.
Wyjął z pojemnika pierwszą bombę atomową, sprawdził, czy wszystkie kontrolki palą
się zielono, i wsunął ją w stela\ stanowiący integralną część skafandra Winga.
- Gotowe - oznajmił. - Teraz ty mi pomó\. Właśnie skończyli, gdy zbli\yła się do nich
masywna postać w kombinezonie. Dom rozpoznałby go nawet wówczas, gdyby nie miał na
przodzie skafandra plakietki z nazwiskiem - HELMUTZ.
- O co chodzi, Helm? - spytał, dotykając hełmem hełmu tamtego.
- Sier\ant mnie przysłał, \ebym się u ciebie zameldował - oznajmił rozzłoszczony
olbrzym. - Mam tym razem nosić bombę.
- Zało\ymy ci stela\ plecakowy - zdecydował Dom i dodał na pocieszenie: - I nie
martw się, \e cię ominie walka. Wystarczy dla ka\dego.
- Jestem \ołnierzem...
- Wszyscy jesteśmy. I wszyscy mamy jeden cel: dostarczyć i zdetonować te bomby.
Teraz to te\ twoje zadanie.
Helmutz nie wyglądał na przekonanego, ale zgodnie z rozkazem stał spokojnie, gdy
dopasowywali mu stela\ i mocowali na nim bombę. Zanim skończyli, w słuchawkach
skafandrów coś pstryknęło, zachrzęściło i na częstotliwości bojowej kompanii rozległo się
pytanie:
- Uzbrojeni i gotowi do wygaszenia świateł?
- Plutony bojowe uzbrojone i gotowe - odparł sier\ant Toth.
- Pluton bombowy nie gotów - dodał Dom, powstrzymując się przed odruchowym
pośpiechem.
Mieli jeszcze zapas czasu, więc reszta mogła na nich poczekać.
- Pluton bombowy uzbrojony i gotów - zameldował, gdy sprawdzili dokładnie
skafander Helmutza w nowej konfiguracji.
- Zwiatła!
Komenda jeszcze nie przebrzmiała, a światła zgasły, pozostawiając zbrojownię
pogrą\oną w czerwonym półmroku wytworzonym przez rzadko rozmieszczone awaryjne
lampy sufitowe. Dopóki wzrok się do tego nie przyzwyczaił, praktycznie nie było nic widać. [ Pobierz całość w formacie PDF ]