[ Pobierz całość w formacie PDF ]

twarzy na tle niebieskich gobelinów.
Sko czywszy, przystan na chwil w Sali Matematycznej, tej najbli ej wej cia. By a
to jedna z najstarszych komnat. Chcia porozkoszowa si uczuciem, jakie ogarn o go, gdy w
wieku siedmiu lat zrozumia dowód pana Jakova. Przechowywa w tej sali wszystkie jego
lekcje i wyk ady, lecz nie by o tu ich rozmów z domku my liwskiego.
Wspomnienia z domku znajdowa y si poza pa acem, na dziedzi cu, w mrocznej
stodole snów - by y zw glone jak sam domek i eby si do nich dosta , musia by wyj na
dwór. Musia by przej przez nieg, gdzie przymarzni te do ziemi kartki z Traktatu o wietle
Huygensa klei y si do krwi i mózgu pana Jakova.
W pa acowych korytarzach móg w cza i wy cza muzyk , lecz w stodole nie
panowa nad d wi kiem, a pewien szczególny d wi k móg go zabi .
Opu ci pa ac, wróci do umys u i wyszed na zewn trz oczami osiemnastoletniego
ch opca siedz cego przy stole w prosektorium z r na ludzkim mózgu.
Rysowa przez godzin . Na uko czonym rysunku y i nerwy ods oni tej polowy
twarzy wygl da y identycznie jak te, na których si wzorowa . Natomiast nienaruszona cz
twarzy wygl da a zupe nie inaczej. By a to twarz z mrocznej stodo y snu. Twarz Vladisa
Grutasa, chocia on nazywa go Niebieskookim.
skie schody, pi podestów, pokój, i spa .
Sufit by pochy y, mansardowy, a cz pokoju pod nim, tam gdzie niskie ko,
schludna, harmonijna i bardzo japo ska. Biurko sta o w drugiej cz ci, tej wy szej. Na
otaczaj cych je cianach pieni a si dzika mieszanina obrazów, szkiców, rysunków,
przekrojów anatomicznych i niedoko czonych ilustracji. Wszystkie widniej ce na nich
organy i naczynia krwiono ne by y doskonale oddane, lecz same twarze pochodzi y ze snów.
Z pó ki ogl da a je czaszka gibbona z d ugimi k ami.
Odór formaliny zawsze móg zmy , a chemiczny zapach prosektorium tak wysoko nie
dochodzi , chocia budynek by stary i pe en przeci gów. Id c spa , nie zabiera ze sob
groteskowych obrazów ca ych i cz ciowo ju pokrojonych trupów ani widoku ci tych lub
powieszonych przest pców, których wybiera czasem w wi zieniach. Tylko jeden obraz, tylko
jeden odg os móg wyrwa go ze snu. A on nigdy nie wiedzia , kiedy go zobaczy lub us yszy.
Zachód ksi yca. Po wiata, rozproszona w pofalowanym, p cherzykowatym szkle,
przesuwa si ukradkiem po twarzy Hannibala i centymetr po centymetrze bezszelestnie
wpe za na ciany. Muska r Miszy na rysunku nad kiem, omywa fragmenty twarzy na
szkicach anatomicznych, muska twarze ze snów, wreszcie dociera do czaszki gibbona,
najpierw odbijaj c si od jego wielkich k ów, a potem od uków brwiowych nad pustymi,
przepastnymi oczodo ami. Z g bi czaszki gibbon obserwuje pi cego Hannibala. Hannibal
ma dzieci twarz. Co mamrocze i przewraca si na bok, wyrywaj c r z niewidzialnego
cisku.
Stoi z Misza w stodole przy domku my liwskim; tuli j , Misza kaszle. Ten od Miski
maca ich ramiona i co mówi, ale zamiast d wi ku z jego ust wydobywa si tylko cuchn cy
oddech, który wida w mro nym powietrzu. eby go nie czu , Misza ukrywa twarz na piersi
Hannibala. Niebieskooki te co mówi i zaczynaj piewa , zwodzi ich i udzi . Hannibal
widzi siekier i misk . Rzuca si na Niebieskookiego. Smak krwi w ustach, uk ucie
szczeciniastego zarostu i tamci zabieraj Misze. Misze, siekier i misk . Hannibal wyrywa
si , biegnie za nimi do drzwi, ale nogi poruszaj si zbyt wolno, za wooolno! Niebieskooki i
Ten od Miski chwytaj Misze za r ce, podnosz j , a ona rozpaczliwie wykr ca szyj , patrzy
na niego przez zakrwawiony nieg i wo a...
Obudzi si , d awi c si i krztusz c, próbuj c zapami ta ko cówk snu i mocno
zaciskaj c oczy, eby na przekór sobie ni dalej. Zagryz róg poduszki i przeanalizowa to,
co zapami ta . Jak oni si do siebie zwracali? Jak si nazywali? Kiedy przesta ich s ysze ?
Nie pami ta . Chcia wiedzie , jakich u ywali imion. Musia do ni ten sen. Zajrza do pa acu
pami ci i spróbowa przej przez dziedziniec do mrocznej stodo y snów, tu obok mózgu
pana Jakova na niegu, lecz nie móg . Nie móg znie widoku p on cego na matce ubrania,
widoku trupów Berndta i pana Jakova. Widzia z podestu szabrowników w izbie. Ale w aden
sposób nie móg przedrze si dalej, zobaczy , co stanie si po tym, gdy zawieszona w
powietrzu siostra przestanie krzycze i odwraca g ow . Dalej nie pami ta ju nic, pami ta
tylko to, co zdarzy o si o wiele pó niej, to, e znaleziony przez nierzy jecha na czo gu z
cuchem na szyi. Bardzo chcia sobie przypomnie . Musia sobie przypomnie . Z by w
wychodku. Ten obraz powraca bardzo rzadko; Hannibal usiad . Spojrza na gibbona w
ksi ycowej po wiacie. Nie, tamte by y o wiele mniejsze. Dzieci ce. Wcale nie straszne.
Takie jak moje. Musz us ysze g osy niesione tym cuchn cym oddechem, wiem, jak pachn
ich s owa. Musz przypomnie sobie ich nazwiska. Musz ich znale . I znajd . Jak mo na
przes ucha samego siebie?
36
Profesor Dumas mia lekki, okr y charakter pisma, nienaturalny w ród lekarzy.
Wiadomo brzmia a tak: Hannibalu, sprawd , prosz , co da si zrobi w sprawie Louisa
Ferrata z La Sante.
Do czy wycinek prasowy z kilkoma szczegó ami o skazanym: pochodz cy z Lyonu
Ferrat by podczas okupacji ma o znacz cym urz dnikiem rz du Vichy, drobnym
kolaborantem, ale potem Niemcy aresztowali go za fa szowanie i sprzedawanie kartek
ywno ciowych. Po wojnie oskar ono go o wspó udzia w zbrodniach wojennych, lecz
uniewinniono z braku dowodów. Francuski s d skaza go na kar mierci za zabójstwo dwóch
kobiet w latach 1949 - 1950. Mia umrze za trzy dni.
Wi zienie La Sante znajduje si w czternastej dzielnicy, niedaleko akademii
medycznej. Hannibal dotar tam po pi tnastominutowym spacerze.
Robotnicy ze stosem rur naprawiali studzienki ciekowe na dziedzi cu, gdzie do roku
1939 odbywa y si publiczne egzekucje. Stra nicy przy bramie znali Hannibala z widzenia i
go przepu cili. Wpisuj c si do ksi gi go ci, na górze strony zobaczy podpis inspektora
Popi a.
Z du ego nagiego pomieszczenia w g ównym korytarzu s ycha by o stukot m otka.
Gdy tamt dy przechodzi , mign a mu znajoma twarz. Anatole Tourneau, pa stwowy kat,
tradycyjnie zwany Monsieur Paris, ustawia gilotyn , któr przywióz z magazynu przy rue de
la Tombe - Issoire. Majstrowa przy ma ych rolkach na prowadnicy, które zapobiega y
zaci ciom ostrza zwanego mouton.
Monsieur Paris by perfekcjonist . Zawsze zas ania górn cz gilotyny, eby
skazany nie widzia ostrza i nale o mu si za to uznanie.
Louis Ferrat siedzia w celi mierci, oddzielony korytarzem od pozosta ych cel na
pierwszym pi trze pierwszego budynku La Sante. Wi zienny gwar brzmia tam jak cichy,
monotonny pomruk przeplatany krzykami i pobrz kiwaniem, mimo to Ferrat s ysza stukot
otka i wiedzia , co montuj na dole.
By szczup y i mia ciemne w osy wie o przyci te na szyi i karku. W osy na czubku
owy pozostawiono d ugie, eby Monsieur Paris móg za co chwyci , bo uszy Ferrat mia
do ma e.
Siedzia na pryczy w trykotowym kombinezonie, pocieraj c palcami krzy yk na szyi.
Jego koszula i spodnie by y starannie u one na krze le i wygl da o to tak, jakby siedz cy
tam m czyzna wyparowa nagle z ubrania. Buty sta y obok siebie tu pod nogawkami
spodni. Ubranie by o u one z anatomiczn wprost precyzj . Ferrat us ysza go, lecz nie
podniós wzroku.
- Dzie dobry, monsieur Ferrat.
- Monsieur Ferrat wyszed - odpar Ferrat. - Jestem jego pe nomocnikiem. Czego
chcesz?
Nie poruszaj c oczami, Hannibal spojrza na ubranie.
- Chcia bym go prosi , eby zechcia darowa swe cia o akademii medycznej dla
celów naukowych. B dzie traktowane z najwi kszym szacunkiem.
- I tak je zabierzesz. Wywleczesz je st d.
- Nie mog zabra go bez pozwolenia. Tym bardziej wywlec.
- Aaa, oto i mój klient. - Ferrat odwróci si i konferowa przez chwil z ubraniem,
jakby w nie wesz o do celi i usiad o na krze le. Potem znowu spojrza w stron krat.
- Monsieur Ferrat pyta, dlaczego mia by je wam da ? [ Pobierz całość w formacie PDF ]