[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nożem w mieście okupowanym przez Rosjan - było równoznaczne ze śmiercią. Rourke jako
jedyny z nich miał możliwość nawiązania kontaktu z Ruchem Oporu. Znał człowieka, który na
pewno należał do Ruchu. Był nim Darren Ball: dawniej członek Sił Specjalnych, eksnajemnik;
twardy, doświadczony człowiek i anty komunista. Przed wojną Ball prowadził księgarnię
specjalizującą się w książkach z zakresu uzbrojenia i wojskowości. Przedtem, w Rodezji,
stracił nogę, co zakończyło jego karierę wojskową.
Rourke obserwował ulicę. Widok uzbrojonych w karabiny Kałasznikowa żołnierzy
rosyjskich, przechadzających się w słońcu po amerykańskim mieście, napawał go wstrętem.
Sierżant Bradley, zaciekły antykomunista, ledwo wstrzymywał się od zaatakowania ich gołymi
rękoma.
- Mam nadzieję, że nikt nas nie zatrzyma i nie wylegitymuje - rzekł Rourke cicho,
prawie nie poruszając ustami. - Bradley, pójdziesz z Reedem i ze mną. Wy dwaj zostaniecie
tutaj. Spróbujcie ocenić układ sowieckich jednostek. Bądzcie opanowani! Spotkamy się za
godzinę - i nie czekając na odpowiedz, ruszył wraz z Reedem i Bradleyem w kierunku ulicy,
przy której znajdowała się kiedyś księgarnia Balla. Minęli kilku rosyjskich żołnierzy i dotarli
do rogu ulicy. Rourke zatrzymał się przy jakiejś witrynie. Okna zabite były deskami, a
drewniana tablica z informacją - oblana czarną farbą.
- Co teraz zrobimy? - zapytał Reed.
- Nie przejmuj się - odparł Rourke i odszedł kilkanaście metrów dalej, gdzie stała grupa
młodych ludzi. Najwyrazniej naruszali wydany przez Rosjan przepis zabraniający
zgromadzeń... Nasunął nisko kowbojski kapelusz i wyjął cygaro z kieszeni kraciastej koszuli.
Zapalając je, pochylił głowę i nie patrząc na nich zapytał:
- Czy ktoś z was przypadkiem wie, co stało się z facetem bez nogi, który prowadził tę
księgarnię obok?
Jeden z młodych mężczyzn spojrzał na niego z ukosa.
- Chcesz informacji? Idz do diabła! Dziewczyna, może osiemnastoletnia, złapała
chłopaka za ramię.
- Cliff, nie bądz taki.
- Spokojnie - wtrącił Rourke. - Jestem starym przyjacielem Darrena Balla. Czego się
boicie?
Popatrzył na dziewczynę. Poprawiła nerwowo włosy, rzucając niespokojne spojrzenia.
- Nic nie miałam na myśli...
- Nie mów za mnie, Patty. Nie mam zamiaru odpowiadać temu gnojkowi - rzekł ostro
Cliff. Rourke rozejrzał się, a potem błyskawicznie uderzył chłopaka pięścią w twarz i kopnął go
w krocze. Kiedy ten zgiął się wpół, wykręcił mu rękę. Chłopak osunął się na kolana. Rourke
złapał go pod pachy i postawił na nogi.
- Wezcie go - przekazał Cliffa dwóm jego kolegom. Rourke zapalił cygaro, wypuścił
szary dym i spojrzał na dziewczynę.
- Patty, powiedz mi... Sądziłaś, że jestem rosyjskim szpiegiem, co?
- Ja tego nie powiedziałam... - wyjąkała. Zbliżył się do niej. Patrzyła mu prosto w oczy.
Zdjął okulary, mówiąc:
- Nie powiem ci, dlaczego chcę widzieć Darrena Balla. To tylko mogłoby wpędzić cię w
kłopoty. Wystarczy, abyś wiedziała, że jesteśmy starymi przyjaciółmi. Jeśli nie lubisz Rosjan
tak bardzo, jak się ich boisz, powinnaś mi powiedzieć i to teraz. Czy wiesz, gdzie on jest?
- Przykro mi - odrzekła, zerkając nerwowo na boki. - Może nie robi pan nic złego, ale
Rosjanie płacą informatorom i ludzie zaczęli donosić na innych, czasami zupełnie bez powodu!
Oni niekiedy puszczają wolno, ale zwykle zabijają. Moją siostrę wypuścili. Nic nie zrobiła, ale
od tamtej pory nie otwiera ust... - dziewczyna westchnęła ciężko.
Rourke odwrócił się. Sześciu uzbrojonych Rosjan ukazało się na rogu ulicy. Spojrzał na
dziewczynę.
- Szybko, gdzie?
- Tam, w dół, przy stacji benzynowej...
- Ty! Kowbojski kapeluszu! - posłyszał młody, władczy głos. Odwrócił się. Reed i
Bradley odsunęli się i przeszli na drugą stronę ulicy.
- Tak? - John spojrzał pobłażliwie.
- To jest niewłaściwe odezwanie się - rzekł młody sowiecki sierżant.
- A jak mam się do was odzywać?
Rosjanie podeszli. Rourke włożył przeciwsłoneczne okulary i przesunął cygaro do
kącika ust.
- Zadałem ci pytanie, chłopcze. Jak niby mam cię nazywać? Pasuje ci: pizduś?
- A co to jest  pizduś ? - zapytał młody oficer. Rourke usłyszał śmiech za plecami.
Spojrzał na czubki swych kowbojskich butów, potem w oczy młodego Rosjanina.
- To trudno wyjaśnić, chłopcze. To jest rodzaj męski od żeńskiego organu.
- Rodzaj czego?
- Zaraz ci pokażę - i Rourke sięgnął do kieszeni na piersiach, tak jakby chciał wyjąć coś
do pisania. Ostrze noża błysnęło i w sekundę przecięło tchawicę żołnierza. Wolną ręką Rourke
sięgnął po pistolet maszynowy, strzelił Rosjaninowi stojącemu obok prosto w głowę i rzucił się
do ucieczki. Czterej inni, krzycząc wściekle, rzucili się za nim. Kątem oka zobaczył Reeda,
więc machnął mu ręką, żeby się nie wtrącał. Odwrócił się i oddał dwa strzały. Następny
Rosjanin padł. Zobaczył Bradleya, który schylił się nad zabitym po pistolet i zaczął biec za
Rourke em. Na ulicy pojawiło się kilkunastu sowieckich żołnierzy. Rourke ukrył się za budką
telefoniczną i strzelał w kierunku nadbiegających Rosjan, a Bradley dobiegł do niego.
- Jesteś szalony! - krzyknął Rourke. Ruszyli razem, strzelając na oślep.
- Rourke spojrzał za siebie i zobaczył uciekającą dziewczynę. Skręcił w przerwę
między budynkami, Bradley za nim.
Na końcu podwórka płot blokował drogę. Rourke zatrzymał się, spojrzał za siebie,
potem na najbliższą ścianę budynku. Rzędy okien w drewnianych ramach miały szerokie
parapety. Wspiął się na najniższy, postawił stopę i chwycił ręką za wyższy parapet. Nogi przez
chwilę zawisły mu w powietrzu. Podciągnął się, wyprostował i sięgnął rękami wyżej, by znów
wspiąć się na kolejne piętro.
Spojrzał w dół - Bradley przykucnął za wąskim występem muru, strzelał, nie
pozwalając Rosjanom zbliżyć się. Rourke ruszył znów w górę. Widział już nad sobą linię
dachu. Sięgnął jedną ręką do blaszanej krawędzi, odłamki muru posypały mu się na głowę.
Dzwignął się, drugą ręką chwytając za występ dachu i podciągnął się, wbijając paznokcie w
zardzewiałą powierzchnię. Wyciągnął się na dachu i odetchnął.
Wyjrzał i zawołał do Bradleya:
- Chodz tu, Bradley! Będę cię osłaniał! Położył się na brzuchu, skierował broń w dół, na
Rosjan nacierających na Bradleya.
- No! Dalej, wchodz! - krzyknął znów. Bradley już chwytał się pierwszego okna.
Rourke strzelał, osłaniając sierżanta, który uchwycił się drugiego parapetu, potem szybko
sięgnął do następnego i podciągnął się. Rourke wciąż strzelał. Kiedy Bradley znalazł się już na
ostatnim parapecie, wyciągnął ręce, próbując dosięgnąć dachu, brakowało mu jednak
kilkunastu centymetrów.
Rourke odłożył na chwilę pistolet, zdjął pas i spuścił go z dachu. Bradley chwycił się
mocno. Rourke tymczasem strzelał, ponownie trzymając pistolet w lewej ręce. Prawa ręka
Bradleya była już zaczepiona o krawędz dachu i Rourke poczuł, że napięcie pasa słabnie.
Złapał sierżanta za przegub i pomógł mu wczołgać się. Wyjrzał. Jeden z Rosjan wdzierał się już
na mur.
- No chodz tu, chodz!
Rosjanin dość zręcznie wspiął się na najwyższe okno. Rourke wychylił się z pasem.
Ciężka klamra trafiła żołnierza w policzek i nos. Runął do tyłu i upadł na beton, tuż obok swych
towarzyszy. Ci, nieustraszeni, nadal próbowali wspinać się na mur.
Rourke zbadał dach. Z żadnej strony nie było schodów przeciwpożarowych. Sąsiedni
budynek, nieco niższy, stał w odległości 2-3 metrów.
- Chodzmy! - zawołał do Bradleya. Rozpędził się, skoczył i wylądował na sąsiednim
dachu.
Bradley stanął na krawędzi, szykując się do skoku.
- Aap pistolet! - i przerzucił mu broń, potem pas. Cofnął się, wziął rozbieg i skoczył
pochylony. [ Pobierz całość w formacie PDF ]