[ Pobierz całość w formacie PDF ]

66 MARZENIA SI SPEANIAJ
jak sądziłam - dodała szybko, żeby sobie za dużo nie
myślał.
Jego oczy wciąż były ciemne. Patrzyły teraz na jej usta.
- Wydaje mi się - trajkotała nerwowo - że nie
można kogoś dobrze poznać, gdy się go widzi ciągle
w tej samej sytuacji, na przykład służbowo... - Głos jej
zamierał. Drżała lekko, było jej słabo i ciepło. - Miło
wiedzieć, że lubisz krokiety z homarem.
John zmarszczył czoło i z widocznym wysiłkiem
oderwał wzrok od jej ust.
- Tak, lubię - odrzekł cicho. - Ale chyba najwyż
szy czas, żebym poszedł. - Podniósł się.
Nina też wstała.
- Dzięki - powiedziała, gestem obejmując jedzenie
i resztę pokoju - za wszystko.
Powoli, ze wzrokiem utkwionym w podłodze zmie
rzał do drzwi, sięgając do kieszeni po kluczyki do
samochodu. Nina poczuła się nagle nieswojo.
- John? Czy nie zdenerwowałam cię, pytając o twe
go syna?
- Nie, skądże. - Wyciągnął kluczyki, ale się nie
odwrócił.
Podeszła bliżej.
- Po prostu byłam ciekawa.
- Tak, ludzie często są ciekawi.
Zrobiła następny krok.
- Musisz być bardzo dobrym ojcem. Podziwiam cię.
- W takim razie jest nas dwoje.
- Dwoje? - zdziwiła się.
Odwrócił się powoli, a wyraz jego oczu zaparł jej
dech w piersiach. Mówił cicho i chrapliwie.
- Sądziłem, że jestem uodporniony na kobiety takie
jak ty. Uznałem, że żadnej kobiecie zajętej wyłącznie
swoją karierą nie uda się mnie pobudzić. Myliłem się.
MARZENIA SI SPEANIAJ " 67
Coś w środku mówiło Ninie, że powinna być zła
albo odwrócić się i uciec, ale ten wewnętrzny głos
zagłuszało bijące gwałtownie serce.
John dotknął dłonią policzka Niny i przesunął
palce, aż zanurzyły się w jej włosy.
- Powiedz, że nie wolno mi cię pocałować.
Nie potrafiła. John Sawyer był przeciwieństwem
mężczyzn, którzy jej się zwykle podobali, a jednak
pragnęła jego pocałunku. Może pragnęła go od chwili,
gdy pojawił się na jej progu, a może od tamtego
wieczoru, gdy odwiedziła go w księgarni? Nie wiedzia
ła. Musiała jednak pogodzić się z faktem, że nie jest
w stanie zmusić swego ciała, by odsunęło się od Johna
i uniknęło dotyku jego ust.
Pocałował ją raz, potem drugi i trzeci. Każdy
kolejny pocałunek trwał odrobinę dłużej, każdy działał
na nią odrobinę mocniej. Wargi Johna były twarde,
doświadczone, gładkie jak roztopione masło i dziesięć
razy gorętsze.
Gdy po ostatnim pocałunku John podniósł głowę,
stała z zamkniętymi oczami, z trudem łapiąc powie
trze, oddalona od codzienności o tysiące kilometrów,
przeniesiona gdzieś, gdzie pocałunki dotykały serca.
Nigdy tam przedtem nie była.
- Nie powinienem był tego robić - wyszeptał.
Uniosła powieki i zobaczyła nad sobą zarumienioną
twarz i poważne oczy.
- Pewnie nie - szepnęła.
- Nie jesteś w moim typie.
- Ani ty w moim.
- To dlaczego to się stało?
Usiłowała wymyślić jakąś odpowiedz, ale po raz
pierwszy zabrakło jej słów.
- Chemia? - wzruszyła bezradnie ramionami.
68 " MARZENIA SI SPEANIAJ
- Pewnie tak - przytaknął po chwili namysłu. Lek
ko przesunął kciukiem po jej wilgotnych, ciepłych
i czerwonych wargach i opuścił rękę.
- Z pewnością wiesz, że nie po to tu przyszedłem
- powiedział chrapliwie.
Wiedziała, oczywiście. John nie był tego typu
mężczyzną.
- Niczego nie próbuję zaczynać - mówił dalej.
- Nie mam na to czasu. Księgarnia i mój syn nie
zostawiają mi wolnej chwili.
- Słuchaj - cofnęła się o krok - przecież o nic cię
nie proszę. - John tłumaczył się, jakby wysuwała
jakieś żądania. - To nie ja zaczęłam.
- Ale nie kazałaś mi przestać.
- Bo byłam ciekawa. Ale teraz nie ma o czym
mówić. Było, minęło. Ciekawość zaspokoiłam. Kropka.
Rozważył to i kiwnął głową, ale nie odwrócił się, by
odejść. Robił wrażenie, że znów się zastanawia.
- Podobało ci się? - spytał w końcu cicho.
Odetchnęła głęboko.
- Po co ci ta informacja?
- Chcę wiedzieć.
- To nic nie zmieni.
- Chcę wiedzieć.
- Daj już spokój!
- Ale ja chcę wiedzieć - powtórzył z dziecinnym
uporem. Nina odniosła wrażenie, że będzie tu stał,
póki nie wyciągnie z niej odpowiedzi.
- Tak, podobało mi się - odrzekła więc szczerze,
patrząc mu prosto w oczy. - Bardzo mi się podobało
i żałuję, że się skończyło. Ale musimy na tym poprze
stać, bo to nie jest w porządku. Jesteśmy zupełnie
różnymi ludzmi o zupełnie różnych potrzebach i prag
nieniach. Ty nie potrafisz zrozumieć, dlaczego tak
MARZENIA SI SPEANIAJ " 69
szybko mówię, ja nie potrafię zrozumieć, dlaczego ty
mówisz tak wolno. Ja chcę zarabiać pieniądze, ty
chcesz medytować na plaży. - Rozłożyła szeroko ręce.
- Stoimy na przeciwnych biegunach, John.
- Szkoda. - Bursztynowe oczy spoczęły na jej twa
rzy. - Fajna z ciebie kobietka.
Nina parsknęła.
- Każda kobietka po trzydziestce chce być fajna.
- Po trzydziestce?
- Trzydzieści jeden, jeśli chcesz wiedzieć.
- Nigdy bym nie zgadł. - Znów drgnął mu kącik ust.
To ją zdenerwowało. Nie lubiła, gdy się z niej śmiano.
- No to teraz wiesz. I może wreszcie zrozumiesz, że
serio mówię o tym, czego chcę i do czego dążę. Nie
jestem jakąś przemądrzałą panienką wprost po stu
diach, która usiłuje wywrzeć odpowiednie wrażenie.
Pracuję już wiele lat i teraz, gdy niemal dotarłam do
celu, nikomu nie pozwolę stanąć mi na drodze. - Zła
pała oddech i gwałtownie mówiła dalej: - Więc jeśli ci
się wydaje, że będę przez pół nocy rozmyślać o tym
pocałunku, nabiorę ochoty na powtórkę albo zaprag
nę czegoś więcej, to się mylisz. Ja dążę naprzód, a ty byś
mi tylko przeszkadzał. Nie pozwolę ci na to.
Powiedziała, co miała do powiedzenia, jasno i wyra
znie. Teraz zacisnęła zęby i czekała, aż John się
namyśli, co jej odpowiedzieć. Nie minęło jednak nawet
pół minuty, gdy jakby ocknął się i zerknął na zegarek. [ Pobierz całość w formacie PDF ]