[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Nikczemni mordercy jak oni na to nie zasługują. Posłuchaj, na co mam ochotę...
W krótkich zdaniach Bjnna - Jens przedstawił swój śmiały plan.
- Wyrok mówi, że pójdziesz wolno tylko wtedy, gdy sen chłopaka okaże się
zesłaną przez Boga przepowiednią. Skoro już jego ojciec powstał z martwych, aby
oszczędzić twe życie, trzeba udowodnić twoją niewinność i wypełnić przepowiednię o
unoszących się na wodzie zwłokach. Jakoś to załatwimy.
Zarośnięty mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
- Odkopię tych łajdaków, napełnię ich ubrania suszoną gąbką, następny
przypływ poniesie ich z prądem jak korki. Zadbam już o to, aby odnalezli ich właściwi
ludzie... Podniesie się wrzawa, to więcej niż pewne!
Zaskoczony Randar przysłuchiwał się planowi, nie mogąc zapanować nad
ogromną radością, ogarniającą całe ciało.
Tęsknota za domem...
Pomyśleć tylko, że mógłby się pozbyć uwierających łańcuchów, upokarzającego
życia niewolnika w zagrodzie wójta, traktowanego podlej niż tłusty podwórzowy pies...
- Bjnna - Jensie, naprawdę się odważysz?
- Powiedz mi, gdzie są groby. Razem będziemy się bawić reakcją zacnych ludzi,
kiedy ci dwaj przypłyną fiordem, tak jak przepowiedział chłopiec!
Bjnna - Jens na pokaz splunął pogardliwie przed Randarem, ale skuty kamrat
dostrzegł przesłonięty brodą uśmiech.
Rzeczywiście zapanowało wzburzenie. Bjnna - Jens nie mógł chyba bardziej
dramatycznie wyreżyserować swego cudu. Idąc za wskazówkami odnalazł ciała, tknięte
już nieco rozkładem, ale i to pasowało, skoro ludzie mieli uwierzyć, że zwłoki przez parę
miesięcy leżały na dnie morza. Krzywił nos na odór, ale pózną sobotnią nocą
przetransportował ziemskie szczątki Augusta i Knuta do wody.
Wiedział, że już następnego dnia przepływać będzie tędy łódz pastora z Norane,
zmierzającego do Sogndalsfjren.
Nadszedł ranek i Bjnna - Jens wypłynął swoją łodzią na środek fiordu. Gdyby
ktoś znalazł się dostatecznie blisko, zobaczyłby niezwykły ładunek uwiązany na Unie za
rufą. Nikt jednak niczego nie widział.
Pośrodku żeglownego szlaku Bjnna - Jens szarpnął za koniec liny, likwidując
pętlę wokół zwłok. Zciągnął sznur i ukrył go na dnie łodzi pod skrzynkami na ryby.
Dwa trupy popłynęły za nim, przypuszczał, że korki, które wetknął, nadawszy
gnijące ciała, przez jakiś czas pozwolą im unosić się na powierzchni. Sól, którą się
posłużył, także nie pozwoli im tak prędko zatonąć.
Niepiękny widok czekał ludzi wiosłujących tego dnia na nabożeństwo!
Bjnna - Jens skierował się ku zatoce, ostrożnie jeszcze zerknął przez ramię w tył.
Tak, tak, już płyną!
Pięć, może sześć łodzi przystrojonych na wyprawę do kościoła.
Aódz pastora na czele, trzech mężczyzn u wioseł.
Bjnna - Jens prędko popłynął na przeciwną stronę, wciągnął łódz na krawędz
wielkiego cypla w obrębie Sogndalsfjren. Aż tutaj niosły się przerażone krzyki kobiet,
kiedy ludzie odkryli, co unosi się na wodzie w odległości zaledwie kilku łokci od ich
szlaku.
Stary kpiarz chichotał w brodę, okrzyki i pełne strachu zawodzenie ludzi z
orszaku łodzi naprawdę go rozbawiły. Wyobrażał sobie, jak pokazują sobie, wrzeszczą i
mdleją.
Nie mógł się dłużej powstrzymywać. Stojąc samotnie na brzegu i zmrużonymi
oczyma przypatrując się łodziom na wodzie, wybuchnął gromkim śmiechem. Takiej
uciechy nie miał od czasu, gdy matka Jonsson omamiła lensmana i zmusiła go, by tańczył
nago w blasku księżyca!
Uwolniono więc kata. Moment, gdy opadły łańcuchy, pamiętał tak, jakby to było
wczoraj.
Wokół kostek wciąż miał głębokie blizny od szorującego metalu. W jednej chwili
stopy stały się lekkie, odnosił wrażenie, że mógłby wzbić się w powietrze.
Lensman dał mu nowy kubrak, przyzwoite mundurowe spodnie po zmarłym
żołnierzu, a także funt masła i trochę ziarna, żeby mógł się utrzymać przez pierwszy
okres.
Odwiezli go łodzią do domu. Podczas przeprawy przez fiord próbował sobie [ Pobierz całość w formacie PDF ]