[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Kiedy moja siostra, matka Filipa, zmarła na raka, przenieśli się do jej mieszkania w
Białej. Oboje już się wtedy obronili i podjęli pracę na miejscu, niby tymczasowo. No i
zostali. Teraz przeprowadzili się do większego mieszkania na nowym osiedlu. Joanna i
dzieci mają bliżej do szkoły.
- Czy ona jest nauczycielką? - przerwałam, przypominając sobie rozmowę
gimnazjalistek.
Wujek skinął głową. Teraz rozumiem, skąd ta zażyłość z Ireną! I niestety domyślam
się jej roli... Nie na darmo intuicja mnie przed nią ostrzegała!
- Nie układa się im to małżeństwo od początku -ciągnął. - Ją drażni prowincja, on
romansuje na prawo i lewo. Lepiej, żeby tego związku w ogóle nie zawierali. Filip
potrzebuje partnerki, która doceni jego zawodowe aspiraq'e. Myślałem, że wreszcie
znalazł kogoś odpowiedniego. O tobie mówił zupełnie inaczej niż o poprzednich
swoich kobietach. Wspominał nawet o rozwodzie. %7łona jeszcze nie wie o jego
planach. Cierpi na nerwicę i bierze silne leki. Nie wolno jej teraz denerwować.
Ostatnio była już pewna poprawa i wkrótce może je odstawi. Dlatego Filip musiał się
trochę wstrzymać. Ale obiecał, że się rozstaną. Tylko dlatego zgodziłem się milczeć...
172
Przed bramą wyhamował biały volkswagen. Pożegnałam się i umknęłam, zanim Filip
zdążył z niego wysiąść.
Wiedziałam, że zadzwoni jeszcze tego wieczoru. Obiecałam sobie, że nie podniosę
słuchawki. Bez względu na to, czy miał wobec mnie poważne zamiary, czy od
początku bawił się moim kosztem, czułam się przegrana jak nigdy dotąd. Nie mogłam
pogodzić się z tym, że to Filip tak mnie oszukał. Mój Filip. A jednak stało się.
Po raz pierwszy pomyślałam o Joannie jako o jego żonie. Tak, mogła się podobać.
Gdyby jeszcze nie ta szara od papierosów cera i głębokie cienie pod oczyma...
Zapewne ja niechcący przyczyniłam się do ich powstania. Nienawiść ustąpiła we mnie
miejsca współczuciu. Zobaczyłam nieszczęśliwą kobietę, matkę dwojga dzieci, która
od dawna walczy o utrzymanie swego związku z młodszym mężczyzną. Która
przeczuwa albo nawet wie, że mąż jej nie kocha, więc desperacko ucieka się do
szantażu. Nietrudno domyślić się, kogo sfotografowała dla niej Irena... Ale nerwica?
Obawiam się, że to wymysł Filipa. Chociaż potrafię wyobrazić sobie, że można przez
niego chorować. Jeżeli Joanna naprawdę cierpi, to jej stan raczej się nie poprawi. Sama
sobie dostarcza wstrząsających przeżyć przy pomocy przyjaciółki. Będzie obłędnie
trzymała się męża, wykorzystując w tej rozgrywce swoje dolegliwości - prawdziwe czy
Create PDF files without this message by purchasing novaPDF printer (http://www.novapdf.com)
też nie - a on naturalnie jeszcze przy niej zostanie. Dla ich dziecka tak będzie lepiej.
A jeśli rzeczywiście się rozwiodą? Wyobraznia perfidnie podsuwała mi wizję
przyszłości u boku Filipa. Nie,
173
jedno wiem na pewno. Między nami koniec. Choćby ze względu na jego rodzinę -
wyrzuty sumienia nie dadzą mi się nim cieszyć. A poza tym, jak on mnie potraktował?
Nie mam najmniejszej ochoty oglądać tego drania. Nigdy w życiu.
A jednak odebrałam telefon. Spodziewałam się, że Filip będzie się tłumaczył i nie
pomyliłam się.
- Broszka, kotku, zrozum mnie - mówił najszybciej, jak potrafił, na wypadek gdybym
miała zamiar odłożyć słuchawkę. - O tym małżeństwie dawno chciałem ci powiedzieć.
Jak tylko się poznaliśmy.
Przewidziałam, że to usłyszę.
- Ciekawe... Szkoda, że nie uległeś tym chęciom ani razu!
- To nie było takie proste. Ty od początku uznałaś mnie za człowieka wolnego stanu,
a ja nie wyprowadzałem cię z błędu, bo nie przyszło mi nawet do głowy, że się w tobie
zakocham. A potem za bardzo zaczęło mi na tobie zależeć, żebym odważył się
przyznać tak ni z tego, ni z owego. Jeśli to zrobię, mówiłem sobie, ona nie zechce mieć
ze mną nic wspólnego. Znałem twoją opinię o ciotce Bronce i po prostu bałem się, że
mnie rzucisz. Broszka, ja się rozwiodę. Nie potrafię bez ciebie żyć.
Kiedyś wyobrażałam sobie, że takie słowa z ust mężczyzny, którego kocham
najbardziej na świecie, mogą mnie tylko ucieszyć, ale teraz wcale nie odczuwałam
radości.
- Broszka, słyszysz mnie?
- Jasne, cały dom słyszy. Nie musisz tak krzyczeć.
- Przepraszam, to ze zdenerwowania. No więc, nie
174
mogłem ci tego o sobie powiedzieć, bo wiem, jaki masz stosunek do małżeństwa.
- To powinieneś także wiedzieć, co myślę na temat rozwodów! Zwłaszcza że całkiem
niedawno mieliśmy okazję o tym rozmawiać. Nawet nie proponuj takiego rozwiązania.
Niczego nie proponuj. Nie chcę cię więcej znać!
Rozłączyłam się. Słuchawka opadła na widełki, zanim zdążyłam się rozpłakać. Skulona
na materacu obok Kilera, znów nie spałam całą noc.
Rozdział szesnasty
Siedząc na drewnianym żłobie w obszernej stajni Maćka, patrzyłam na gwiazdy przez
maleńkie okienko pod sufitem i udawałam, że jest tak jak kiedyś, gdy wieczorami
przesiadywałam u Kasztana, zwierzając mu się ze swoich dziecięcych utrapień. Ale nie
było. Nawet zmęczenie całodzienną pracą w polu nie na wiele się zdawało.
Dziadkowie, ostatnio podenerwowani obawą o deszcz, doczekali się wreszcie
kombajnu z kółka rolniczego. %7łni-wozaura, jak go określała Cinka. Co jakiś czas
maszyna zatrzymywała się w wyznaczonym miejscu, kombajnista wyglądał ze swojej
kabiny i ustawiał prostopadle do niej wielką metalową rurę. Sypało się z niej na
podstawioną plandekę czyste złoto. Za każdym razem czekaliśmy w napięciu do [ Pobierz całość w formacie PDF ]