[ Pobierz całość w formacie PDF ]

oko... Od czasu do czasu pojawial sie dlugi, czarny kadlub galery cesarskiej strazy rzecznej.
- Dobrze, ze jedziemy ladem - rzekl któregos razu Wiatr Na Szczycie, odprowadzajac wzrokiem okret.
- Oni maja zwyczaj zadawania wielu klopotliwych pytan. A na wodzie trudno gdzies uciekac.
- Zwlaszcza gdy nie umie sie plywac - dodal Promien, robiac przytyk do talentów Mistrza Iluzji w tym
wzgledzie. Hajg mawial o calej reszcie: ,,Z was wszystkich jedynie Pozeracz Chmur jest normalny. Jak
dalej bedziecie sie tak ciagle moczyc, to wam skrzela porosna .
Jednak niebezpieczenstwa czyhaly nie tylko na rzece. Patrole przede wszystkim lustrowaly goscince.
Nie raz i nie dwa mijal malutka karawane jedwabna oddzial konnej gwardii cesarskiej, która gotowala
sie pod letnim sloncem w folgowych pancerzach, spiczastych helmach i wysokich butach do jazdy.
Zwykle dowódca zaledwie na chwile zawieszal oko na podróznych, Czasem, jesli nalezal do
uprzejmiejszych, wymienial pozdrowienia z Wiatrem Na Szczycie lub usmiechal sie do malej Rózyczki,
która pojawienie sie zolnierzy w blyszczacych blachach przyjmowala z nieodmiennym zachwytem. Raz
jednak znalazl sie sluzbista, który nie poprzestal na ogólnym zlustrowaniu kawalkady i postanowil
sprawdzic dokumenty. List przewozowy, opiewajacy na dwadziescia zwojów niebarwionego jedwabiu i
tylez barwionego na kolory seledynowy oraz morelowy, z jakiegos powodu nie zadowolil oficera, który
krecil nosem, ogladal dokument pod swiatlo, marudzil i zadawal bezsensowne pytania. W koncu wydal
podwladnym rozkaz wybebeszenia wszystkich tlumoków celem sprawdzenia i wymierzenia towaru.
Najwyrazniej szukal pretekstu, by dokuczyc kupcowi. Wyciaganie delikatnych tkanin z pakunków na
skraj drogi po prostu musialoby sie skonczyc zniszczeniem przynajmniej ich czesci. ,,Kupiec z trudem
powstrzymal sie od wyciagniecia miecza z pochwy przytroczonej u siodla i pomacania nim marudnego
zoldaka po lbie. Sadzac z min reszty magów, oficer spacerowal wlasnie po ostrzu, nawet nie zdajac
sobie z tego sprawy. Pozeracz Chmur przysiadl na ogonie i gapiac sie ponuro na peciny wierzchowców
gwardyjskich, zastanawial sie, ile sciegien zdolalby przegryzc, zanim kopyta strzaskalyby mu grzbiet.
Oraz czy oplacilby mu sie okropny ból, którego by zaznal w takim przypadku.
- Jaki spokojny pies - odezwal sie oficer. - Nie szczeka na obcych, co dziwne...
- Hau - powiedzial Pozeracz Chmur, patrzac na niego z bezbrzezna pogarda. Od czasu, gdy podobny
zolnierz pochlastal go w miescie, smok mial uraz na punkcie munduru.
To ,,hau Pozeracza Chmur - sztuczne az do przesady - spowodowalo, ze Hajga zaczely mrowic
policzki i kark. Byl to nieomylny znak, ze wlasnie traci resztki cierpliwosci i za chwile zrobi cos
nieodwracalnego. Na szczescie w tym momencie dotarl do niego przekaz Nocnego Spiewaka: ,,Przeciez
on wyraznie czeka, zeby mu lape posmarowac. Daj mu cos i jedzmy dalej .
Wiatr Na Szczycie odetchnal ledwo zauwazalnie. Zblizyl sie do oficera i stanal tak, by reszta oddzialu
nie widziala jego rak.
- Mam jeszcze jeden dokument - powiedzial glosno, a w jego dloni pojawila sie zlota moneta
póltalentowa.
Tamten pochylil glowe, jakby czytal cos, a pieniadz blyskawicznie zmienil wlasciciela.
- Tak, teraz w porzadku. Trzeba bylo od razu to pokazac - rzekl dowódca i machnal reka, ze moga
odjezdzac.
 Juz ja bym ci pokazal - pomyslal Wiatr, wsiadajac na mula. To spotkanie wytracilo go z równowagi.
Gdyby mógl ujawnic sie jako mag, tamten ,,podskubany golab nie tylko nie usilowalby ich okrasc, ale
jeszcze zaoferowaliby eskorte do najblizszej osady. Niewielka satysfakcje dawala mu jedynie
swiadomosc, ze umundurowany lapówkarz nie znajdzie w kieszeni swej póltalentówki, chocby nawet
pekl. Bylo sie tym Tkaczem Iluzji, czyz nie?
Gdy konny patrol oddalil sie juz wystarczajaco, Wiatr Na Szczycie poszukal wzrokiem Pozeracza
Chmur, truchtajacego obok sunacej niespiesznie kawalkady.
- ,,Hau ? - zapytal z gryzaca ironia. - Tez mi brytan straszliwy! Szczekac sie naucz porzadnie, piesku!
- Ja nie szczekam, ja gryze - odcial sie smok z godnoscia. Pospieszyl na czolo pochodu i zajal miejsce
przy nodze Kamyka. Sadzac z oszczednych gestów mlodego Tkacza Iluzji, zaczeli rozmawiac w
myslach. Pozeracz Chmur zapewne wylewal swe zadawnione zale, bo w pewnej chwili Kamyk podrapal
go za uszami.
 Przywyklismy do zycia w drodze. Czas odmierzalismy rutynowymi czynnosciami - rankiem posilek,
objuczanie mulów i ciagniecie slomek, w jakiej kolejnosci bedziemy zmieniac sie w siodle. Potem kilka
godzin drogi, podczas której chlopcy rozmawiali tylko mentalnie, by nie lykac kurzu, osiadajacego na [ Pobierz całość w formacie PDF ]