[ Pobierz całość w formacie PDF ]

tubylcami, jakich oglądał, byli schwytani na terenie budowy. Grzecznie odmawiał przyjęcia
zaproszeń zarówno na święta ludowe, jak i na spotkania towarzyskie Wemblinga. Panująca w
wioskach tubylców atmosfera oczekiwania zbliżającej się tragedii oraz ich ślepa wiara w jakiś
nieskuteczny Plan martwiły Yorisha. Aatwo mógł z tego powodu stać się zbyt życzliwy w
stosunku do nich. Wembling natomiast, jeśli tylko chciał, był czarujący z tym swoim
zarazliwym entuzjazmem, ale zbyt częste przebywanie w jego towarzystwie mogło z
łatwością odstręczyć Yorisha, nastawiając go przychylniej do strony przeciwnej.
Widział się w roli obiektywnego sędziego i gdyby jego stosunki z którąś ze stron stały się
bardziej zażyłe, ucierpiałaby na tym jego neutralność. Głęboko przeżywał fakt, że coraz
bardziej był przekonany o słuszności planów Wemblinga: uzdrowisko będzie naprawdę
wspaniałym nabytkiem dla planety i jej mieszkańców. Obawy Horta i tubylców były
niewątpliwie niemądrym panikarstwem, które bez żalu puszczą w niepamięć z chwilą, gdy
pożytki z uzdrowiska staną się rzeczywistością.
Jeśli zaś idzie o skandalicznie pogwałcony traktat, mógł jedynie zawzięcie walczyć o
sprawiedliwość, o przywrócenie tubylcom pełni praw do kierowania własnym losem.
Wyglądało na to, że nie ma wyjścia z tej kłopotliwej sytuacji.
Ponieważ tubylcy nie chcieli wyrazić zgody na coś, co może przynieść im wiele korzyści,
należało ich do tego zmusić, jak zmusza się dziecko do połknięcia lekarstwa, które jest mu
potrzebne. Z drugiej strony, Arie Hort, jako antropolog, kategorycznie twierdził, że tego
rodzaju bezsensowne, dobre uczynki już niejednokrotnie doprowadziły do zagłady całej
ludności planet, których nazwy może w każdej chwili podać.
Jeśli nawet działalność Wemblinga w jakiś sposób przeszkadzała tubylcom, Yorishowi nie
udało się tego ustalić. Codziennie wypływała flotylla łowców kolufów, a zaproszenia do
udziału w ludowych świętach i ucztach napływały z regularnością zegara. Nie podzielał
przekonania Horta, że uzdrowisko stanowi zagrożenie dla egzystencji tubylców. Lecz
pozostawała jeszcze sprawa traktatu i czegoś, co się nazywa honor - honor Federacji i Floty
Kosmicznej. Chociaż uzdrowisko miało przynieść pożytek tubylcom, Yorish doskonale
wiedział, że znacznie bardziej skorzysta na nim Wembling. Należało przywrócić moc prawną
traktatowi i wówczas Wembling będzie musiał zrobić to, co powinien uczynić na samym
początku, a mianowicie przekonywać tubylców o czekających ich ogromnych korzyściach i
budować uzdrowisko za ich zgodą. Może dadzą mu dziesięć procent, a w takim przypadku
byłoby rzeczą interesującą spytać go, czy w dalszym ciągu uważa ten udział za tak
przyzwoity, jak wówczas, gdy sam proponował go tubylcom.
Zgodnie z przewidywaniami Horta, sztab zignorował raport w sprawie traktatu. Kiedy
grzecznie zapytał, jakie kroki poczyniono w tej sprawie, otrzymał ze sztabu równie uprzejmą
odpowiedz, która wskazywała na próbę tuszowania: "Mamy stosowne kompetencje i
odpowiadamy za załatwienie tej sprawy".
Wtedy zjawił się u niego Hort i mówił krótko, a po jego odejściu Yorish ponownie miał
zmartwienie ze sprawą, którą uważał za załatwioną. Mianowicie, biorący udział w teście
żywnościowym tubylcy, oszukiwali. Zjadali tylko niewielką część otrzymanych racji
żywnościowych floty, a naprawdę żywili się, jak dawniej. Zatem test był farsą.
- Twierdzą, że byli głodni i musieli tak zrobić - powiedział skwaszony Hort. - To powinno
dać nam coś do myślenia. Mam nadzieję, że da, bo niczego więcej się nie dowiemy.
Jeśli Hortowi uda się znalezć ochotników, którzy będą przynajmniej sprawiali wrażenie, że
rozumieją test, mpżna by spróbować jeszcze raz. Jednak Hort żywił pewne obawy co do
powodzenia tej próby. Tubylec przyzwyczajony do mięsa kolufa musiałby być prawdziwym
męczennikiem, żeby dobrowolnie przestrzegać diety opartej na racjach Floty Kosmicznej,
nawet przez krótki czas.
Kiedy Yorish jeszcze rozmyślał nad sprawą testu żywnościowego, przyszedł Wembling z
prośbą o zwiększenie strzeżonego obszaru wokół terenu budowy. Pragnął rozszerzyć budowę.
Chciał również rozpocząć prace na nowym placu budowy, położonym nad brzegiem morza w
znacznej odległości od obecnego.
Yorish bezceremonialnie odmówił. Miał zbyt mało ludzi nawet do pilnowania terenu, którego
strzegł dotychczas. Ponadto zaczynał się o nich martwić. Przebywali przecież na tej rajskiej
planecie wystarczająco długo. Specjaliści, którzy nie wykorzystują swych umiejętności,
przestają być specjalistami. Nadszedł czas, by "Hiln" z powrotem znalazł się w Kosmosie,
gdzie było jego właściwe miejsce.
Talitha Warr zaprosiła go na kolację w ośrodku zdrowia. Yorish uznał, że jest to teren
neutralny i poszedł tam. Jedzenie, którym go poczęstowała, było wprost przysmakiem nie do
opisania.
- To koluf - wyjaśniła. - Stanowi główny składnik pożywienia tubylców. Wyobraża pan sobie [ Pobierz całość w formacie PDF ]