[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wysiłkiem starała się chronić.
Ufała Guyowi bezgranicznie, ale zrozumiała, że stopniowo wyjdą na jaw wszystkie ukrywane
przez nią w tajemnicy sprawy. Uczucie, które ją ogarnęło, zbliżone było do kompletnej
bezradności.
192
- A więc pan wie - odezwała się cicho.
Przytaknął bez słowa, a potem pochylił się i ujął jej dłoń.
- Moja droga baronowo - powiedział półgłosem. - Szkoda, że mi pani nie powiedziała tego już
dawno. Mógłbym służyć pani w tej sytuacji pomocą.
- Pomocą - powtórzyła.
- Bardzo wiele wzięła pani na swoje barki - ciągnął. - Ale nie jest pani sama, ma pani naokoło
przyjaciół, którzy z chęcią pomogą nieść to brzemię. Którzy będą kochali i dziecko, i panią,
nie wydając wyroków.
Meg w oczach zapiekły łzy. 2 wdzięcznością kiwnęła w milczeniu głową, oparła się o
poduszki i zapatrzyła za okno. Powóz niósł ich z powrotem na Charlotte Square.
Zastanawiała się, czy Dougal zareagowałby podobnie, gdyby się dowiedział. Byłby na nią
zły, że trzymała narodziny syna w tajemnicy, ale nie miała najmniejszych wątpliwości, że
zdolny jest do prawdziwej miłości i współczucia. I miał prawo do swego syna, miał prawo go
kochać.
Nie mogła mu jednak o Iainie powiedzieć. Gdyby powiedziała, Matheson na pewno by się
jakoś dowiedział. Ten człowiek potrafił wywęszyć to, co się przed nim chciało ukryć.
Instynkt ostrzegał ją, że gdyby Matheson kiedykolwiek poznał tożsamość ojca Iaina, stałby
się dla inżyniera niebezpieczny.
Musi powiedzieć Dougalowi, że jest baronową, ale równocześnie musi nadal utrzymywać w
tajemnicy fakt, że mają dziecko. Tylko w ten sposób uchroni zarówno Iaina, jak i Dougala
przed wiszącym nad nimi zagrożeniem. Będzie milczała latami, a jej milczenie zapewni im
bezpieczeństwo.
Przyglądała się, jak deszcz przechodzi w uporczywą rzęsistą ulewę.
-Właśnie przez tę wierzchnią spódnicę z tiulu monsieur Worth jest z pani toalety taki
zadowolony - powiedziała krawcowa, klęcząc na podłodze i upinając delikatny materiał na
sukni Meg. Wbiła w tiul następną srebrną zapinkę i stroszyła jedwabisty ażurowy woal,
dopóki nie ułożył się w przejrzyste chmury wokół spódnicy.
- Och! To zupełnie jak czary - wykrzyknęła Angela, obchodząc Meg po szerokim kole. -
Prawdziwe arcydzieło.
- Całkowicie się z panią zgadzam - przytaknęła Lenore Worth. Po jej przyjezdzie Meg
uświadomiła sobie, że to ktoś więcej niż zwykła krawcowa. Panna Worth okazała się bratani-
193
cą kreatora mody, uzdolnioną młodą Angielką, która pracowała razem ze stryjem w jego
paryskim warsztacie. Była osobą niezwykle bystrą i precyzyjnie posługiwała się igłą. Toaletę
Meg przywiozła w kufrze, zapakowaną między warstwy jedwabnego tiulu i obłożoną
saszetkami z lawendą, i już w kilka dni po przyjezdzie dopasowała suknię tak, ze teraz leżała
ona jak ulał i wyglądała cudownie. Wieczór przyjęcia w końcu nadszedł i Meg wreszcie miała
się w tę toaletę wystroić.
Popatrzyła w długie, odchylone od ściany lustro. Lustro odbiło mieniącą się suknię, uszytą z
lyońskich jedwabi w jasnym, nie-bieskoziełonym kolorze. Wdzięczny krój mocno
wydekoltowanego stanika odsłaniał ramiona i górę biustu. W talii suknia była tak
dopasowana, że Meg robiła wrażenie nieprawdopodobnie wręcz smukłej, a rozkloszowana
spódnica i zgrabny tren spływały leciutko po lekkim stelażu krynoliny, który za każdym
krokiem kołysał się giętko. Na tej skromnej, lecz eleganckiej sukni panna Worth upięła
srebrnymi zapinkami przejrzysty, jedwabisty, kremowy tiul. Tiul układał się w miękkie
warstwy, spowijając Meg zwiewnym obłokiem. Zwierzchnia spódnica, dopasowany stanik
oraz bufiaste rękawy usiane były maleńkimi gwiazdkami, haftowanymi srebrem.
Pokojówka ułożyła baronowej włosy zgodnie z zaleceniami panny Worth. Najpierw lekko
odczesała je do tyłu, podpięła perełkami i okryła siateczką tak delikatną, że niemal
niewidoczną, a potem rozpuściła, by złotymi falami opadały na plecy. Na szyi Meg miała
tylko złoty wisiorek z akwamaryną, na czarnym sznureczku, ten, który dostała od Dougala.
Sznureczek okazał się nieco za długi i trzeba go było zwinąć na karku pod włosami w piękne,
ozdobne pętle. Zamiast bransoletki na lewy, okryty białą rękawiczką przegub założyła swój
złoty medalion, nawleczony na czarną jedwabną wstążeczkę.
- Wybornie - powiedziała panna Worth. - Istne wcielenie wdzięku i prostoty. Suknia jest
boska, włosy skromnie i pięknie ułożone, i nie przesadziła pani z biżuterią. Naprawdę
wspaniale.
Meg przeszła przez pokój, by wziąć wachlarz z kości słoniowej i kremowego jedwabiu,
wsunęła sznureczek na przegub i wróciła przed lustro.
- Cudownie - zachwycała się Angela. - Płynie pani jak chmurka. To wspaniały efekt.
- Monsieur Worth bardzo długo się zastanawiał, zanim zaprojektował tę suknię dla pani -
rzekła panna Worth. - Inspiracje czerpał przede wszystkim z niezwykłego koloru pani oczu.
Chciał stworzyć kreację, która będzie pasować do pani urody i odzwierciedlać jej łagodną
naturę.
194
- Stworzył najbardziej olśniewającą i idealną dla lady Strathlin suknię ze wszystkich
możliwych - rozpływała się Angela. Meg widziała w lustrze szeroko rozstawione niebieskie
oczy przyjaciółki i jej uśmiech.
- Pani Shaw, pani wyglądałaby w niej równie pięknie - zapewniła panna Worth. - Ale muszę
przyznać, że ta wieczorowa suknia jest bardzo elegancka. Pani kremowa cera i jasne włosy
wspaniale kontrastują z czarną morą lamowaną czarnym aksamitem i z rzadka ozdobioną
perełkami. Mam jednak przeczucie, że, gdyby się pani kiedyś zdecydowała, monsieur Worth
potrafiłby stworzyć istne cudo dla takiej jak pani nordyckiej piękności.
- Och, nie... nie byłoby mnie na to stać, naprawdę - wzbraniała się Angela. - A od lat już
chodzę w lekkiej żałobie.
- Nie myśli pani chyba o tym, by nosić ją już zawsze, jest pa
ni przecież taka młoda i piękna - odparła panna Worth. Meg spojrzała na Angelę w lustrze.
-Jak tylko się pani zdecyduje, Angelo - powiedziała - poprosi
my pana Wortha, by zaprojektował suknię dla pani. Będę to sobie poczytywać za zaszczyt,
jeżeli zechce ją pani ode mnie przyjąć.
- Och, Meg, dziękuję, ale nie mogłabym,..
- Miewa pani urodziny, jak każdy, a wtedy trzeba przyjmować podarunki. Zresztą jestem
pewna, że monsieur Worth potrafi zaprojektować dla pani również coś w kolorach żałoby, je-
żeli takie wyrazi pani życzenie.
Angela westchnęła, potem się uśmiechnęła, a oczy jej pojaśniały.
- Przyjdzie dzień, że zrzucę żałobę i wszystkich was zaskoczę - oznajmiła. - Zaczyna mnie to
nużyć, że mam w życiu tak mało barw. Może brak koloru niekoniecznie jest... hołdem dla
tych, którzy odeszli.
- %7łycie idzie naprzód, Angelo - stwierdziła Meg. Jej przyjaciółka przytaknęła.
- Madam, proszę pozwolić, że w jednym miejscu podepnę tiul trochę wyżej - odezwała się
panna Worth. - Nieco bardziej opada niż po stronie przeciwnej. - Wzięła poduszeczkę ze
szpilkami i ponownie uklękła na podłodze. [ Pobierz całość w formacie PDF ]