[ Pobierz całość w formacie PDF ]

puje niewłaściwie, w sposób zabroniony.
Lecz przecież znalazła się tutaj wyłącznie na prośbę Ireny, z zadaniem ocalenia
firmy Palmerów przed dalszymi stratami. Zakochiwanie się w żadnym razie nie leżało w
jej zamiarach!
Zresztą Callie nie wiedziała nawet, czym jest miłość. Jej tak zwane  wychowanie"
opierało się na przemocy, matka nie poświęcała jej uwagi ani się o nią nie troszczyła.
L R
T
Czternastoletnia Callie uciekła z domu, żeby przerwać w końcu ten koszmar, i dzięki
wrodzonej bystrości oraz instynktowi samozachowawczemu udało jej się bezpiecznie
przeżyć na ulicy dwa długie lata, dopiero potem wkroczyła policja i służby socjalne.
Początkowo buntowała się przeciwko zamieszkaniu w jednym z finansowanych
przez Irenę Palmer domów opieki, lecz w końcu zrozumiała, że musi się poddać, uciecz-
ki bowiem niczego nie przynoszą, i skorzystała z szansy radykalnej odmiany swego ży-
cia. Z dawnych lat pozostała jej głęboka nieufność i rezerwa w stosunku do innych. Jej
relacje cechowała powierzchowność. Pamiętała, że z trudem budowany świat może się w
każdej chwili zawalić.
Zatem uczucia, jakie się w niej teraz kłębią, nie mogą być miłością ani zakocha-
niem. Z drugiej strony kto powiedział, że nie wolno jej wykorzystać nadarzającej się
okazji? Była normalną zdrową kobietą z normalnymi i zdrowymi potrzebami. A co wię-
cej, być może rysowała się szansa wykazania, że podejrzenia Palmerów w stosunku do
Tremonta nie mają żadnego uzasadnienia.
Kiedy Callie weszła do biura w poniedziałkowy poranek, ogarnęło ją uczucie doj-
mującej pustki. Biurko Josha, przy którym siadywał co najmniej godzinę przed jej przyj-
ściem, stało opuszczone.
Po chwili zadzwonił telefon.
- Callie, będę dzisiaj pracował w domu i potrzebuję, żebyś przesłała mi mejlem
kilka plików.
Zdziwiona, że Josh automatycznie nie dostaje poczty na komputer domowy, szyb-
ko zanotowała podane nazwy.
- Czy coś jeszcze? - spytała skwapliwie tonem kompetentnej asystentki.
- Tak - wymruczał przeciągle. - Już nie mogę się doczekać, kiedy cię znowu zoba-
czę, ale to będzie musiało poczekać na mój powrót z Sydney.
- Jak to? Leci pan... lecisz do Sydney? - poprawiła się. - Słowa Josha sprawiły jej
wielką przyjemność.
- Nagły wyjazd. Wylatuję za kilka godzin, już wszystko załatwiłem.
- W takim razie poprzesuwam spotkania na pózniejszy termin. Kiedy spodziewasz
się powrotu?
L R
T
- Jutro, jeśli wszystko ułoży się zgodnie z planem, a najpózniej w środę.
- Rozumiem.
- Czy będziesz za mną tęskniła? - spytał nieoczekiwanie.
Kompletnie ją tym zaskoczył. Oczywiście, że tak, ale nie mogła się przecież do te-
go przyznać.
- To dobra okazja, żeby nadgonić trochę pracę - powiedziała.
- Możesz równie dobrze przyznać - rzucił, śmiejąc się - że z chęcią się ze mną zo-
baczysz. Może zjemy razem kolację w środę wieczorem? W jakimś przytulnym lokalu,
gdzie nikt nas nie rozpozna. Co ty na to?
Callie zawahała się przez moment. Pewnie, że chciała, ba, nie mogła się już docze-
kać, kiedy zobaczy Josha. Perspektywa samotnego spędzania czasu w biurze wydawała
jej się nieznośna.
- Bardzo chętnie. Czy mam zarezerwować stolik?
- Zajmę się tym, nie trzeba - odparł takim tonem, jakby z góry sobie to wszystko
zaplanował.
Callie poruszyła się niespokojnie na obrotowym krześle i przeciągnęła rozkosznie
jak syta kocica. Do środy pozostawały jeszcze dwa dni i dwie noce. Tak niewiele, a zara-
zem cała wieczność. Oczekiwanie na jego powrót będzie ją utrzymywało w stanie wrze-
nia, o czym Josh świetnie wiedział. Już choćby to powinno ją było skłonić do odmowy
przyjęcia zaproszenia, ale pragnęła więcej. Pragnęła się z nim kochać.
- Za chwilę prześlę te pliki. Czy dostanę się do twojego komputera za pomocą od-
czytu moich linii papilarnych i hasła?
- Poleciłem już Drewowi wprowadzić twoje linie do mojego systemu, ale będzie ci
potrzebne moje hasło. - Josh podał jej literę dostępu i kombinację cyfr.
Ufał jej na tyle, że zdradził jej osobiste hasło. Szalenie ją to uradowało. Sposępnia-
ła, uświadomiwszy sobie, czego mogłaby się dzięki niemu dowiedzieć, i jak zareagowa-
łaby na tę wiadomość Irena.
Szybko odsunęła od siebie tę myśl. Nie ośmieli się zawieść zaufania Josha, zwłasz-
cza że coraz mocniej powątpiewała w jego winę. Po raz pierwszy w życiu serce nakłania-
ło ją, by posłuchała raczej instynktu niż rozumu.
L R
T
Po zakończeniu rozmowy udała się do jego gabinetu i zasiadła za biurkiem. Czuła
się bardzo dziwnie na miejscu swojego szefa. Wystrój pomieszczenia zdawał się znako-
micie współgrać z jego osobowością.
Potrząsnęła głową i zalogowała się do systemu. Na sekundę wstrzymała oddech,
gdy komputer nie otworzył się od razu, po czym odetchnęła; udało się. Mogła teraz prze-
glądać dowolne pliki, zawartość twardego dysku stała przed nią otworem.
W głowie kołatała jej się wiadomość od Ireny. Miała teraz sposobność zadość-
uczynienia prośbie swej mentorki, najpierw jednak wyśle obiecane dokumenty.
Gdy już tego dokonała i otrzymała potwierdzenie od odbiorcy, postanowiła jak naj-
szybciej się wyługować. W systemie pozostanie przecież informacja, jak długo była ak-
tywna w komputerze Josha, choć z drugiej strony wątpiła, by komuś chciało się to [ Pobierz całość w formacie PDF ]