[ Pobierz całość w formacie PDF ]

konduktorki, wie pani? I ona z pewnością będzie chciała, żebym... wie pani co.
 Nie wiem  wymamrotała pani zawiadowczyni i pochyliwszy się
namoczyła kluskę i otworzyła dziób gąsiorowi.
 Na pewno pani wie  powiedziałem.  Proszę nie udawać, że pani nie
wie... Przychodzę do pani po radę... Krótko mówiąc: ciągle jestem mężczyzną, ale
kiedy potem mam dać dowód, że jestem mężczyzną, to mężczyzną być przestaję.
Według książek cierpię na ejakulacjo prekoks, wie pani?
 Nie wiem  powiedziała pani zawiadowczyni i znów umoczyła kluskę w
wodzie.
 Na pewno pani wie  powiedziałem.  O, teraz na przykład, kiedy
pomyślę sobie właśnie, no i proszę, teraz jestem mężczyzną... Niech pani dotknie!
 Najświętsza Panienko!  szepnęła żona pana zawiadowcy.  Ja już, panie
Miłoszu, tracę okres...
 Co pani traci?
 Okres... Ależ to okropne...  Pani zawiadowczyni zaczęła drżeć i rozsypała
kluski z garnka.
Ukląkłem i zbierałem te kluski, żona pana zawiadowcy zbierała je także, a ja jej
przy tym opowiadałem, że sobie poderżnąłem wówczas żyły, bo w atelier u wujka
Nonemanna zwiądłem niczym lilia, w atelier  W pięć minut gotowe", bo u mnie było
już po wszystkim, zanim się jeszcze zaczęło. %7łona pana zawiadowcy milczała,
trzymała gąsiora za dziób.
 Niech pani dotknie, pani zawiadowczyni  powiedziałem.
 Dotknę, Miłoszu  oświadczyła i pochyliła się, tak samo jak jej cień na
Strona 29
Bohumil Hrabal   Pociągi pod specjalnym nadzorem
ścianie, i zdmuchnęła świeczkę.
 A więc jestem mężczyzną?  spytałem.
 Jest pan, Miłoszu  odparła.
 No tak, pani zawiadowczyni, ale co dalej? Nie zechciałaby mnie pani
przeszkolić? Bardzo panią proszę... W domu wariatów doktor Wróbel mi powiedział,
że powinienem sobie otrzeć rożek z jakąś starszą damą...
 Ależ, panie Miłoszu, ja już tracę okres, ja już naprawdę nie chcę mieć z tym
nic wspólnego... Rozumiem pana, gdybym była młodsza, to... Najświętsza Panienko,
co się z wami na tej stacji dzieje? Dyżurny ruchu, pan Całusek, z tymi pieczątkami,
pan znów z tym ocieraniem rożka... Wszystko się pojutrze uda, zobaczy pan, jest pan
mężczyzną, jeszcze jakim mężczyzną...
Przez okienko piwnicy widziałem, jak na peron wyszedł dyżurny ruchu, pan
Całusek, stanął rozstawiwszy szeroko nogi i patrzył w niebo. Ja jednak dobrze
wiedziałem, że nie rozkłada mu się tam telegrafistka Zdenka, że mu na całym niebie
nie wypina tyłka, ale że wjeżdża tam pociąg towarowy, dwadzieścia osiem wagonów,
które nagle znikają, i w powietrze tryska ogromny obłok, rośnie wciąż jak kłęby
chmur na niebie przed burzą, i jeszcze wyżej...
 Gniewa się pani na mnie, pani zawiadowczyni?  spytałem.
 Nie gniewam się Miłoszu. Wszystko to przecież ludzkie sprawy... 
powiedziała.
Opierając się o ścianę, ciężko wspinała się po schodach, stopień po stopniu, aż
na pierwsze piętro, po czym chodziła po kuchni i pokoju tam i z powrotem, tak jak
zwykł chodzić pan zawiadowca, kiedy w żaden sposób nie mógł się odważyć
powiedzieć nam w oczy, co ma przeciwko nam, i dlatego wszystko to wykrzykiwał
przez świetlik, po czym schodził na dół, spokojny już i oczyszczony, bo jeśli nie
wykrzyczał się do świetlika, to wydzierał się na żonę, mówił jej straszne rzeczy,
wszystko, co było w nim nieczyste, wszystko to wypowiadał i po chwili o niczym już
nie wiedział, tak że nigdy nie musiał podrzynać sobie żył, jak ja, i nie musiał podnosić
spódniczki telegrafistce i odbijać jej pieczątek na dupci, wiedziałem też z góry, że pan
zawiadowca nawet zwariować nie może, taką bowiem higienę psychiczną stanowiło
dlań to, że wszystko wykrzykiwał w świetlik, resztę zaś do małżonki, która wiedziała,
kiedy trzeba go trzepnąć mokrą ścierką po gębie albo posłać mu okropnie ordynarną
wiązankę, która zwalała go z nóg, tak samo jak ów cokwartalny policzek, i jak gdyby
przywodziła go do opamiętania.
Im bardziej zbliżała się północ, tym niespokojniejszy stawał się dyżurny ruchu,
pan Całusek; spluwał, zatrzymywał się i nieustannie nasłuchiwał. Wiedziałem, że
wciąż czeka, aż otworzą się drzwi i zjawi się w nich ręka, która przekaże mu jakąś
wiadomość albo jakiś pakunek.
Kiedy zegar pana zawiadowcy zaczął wydzwaniać północ, powiedziałem:
 Ależ ten zegar pięknie dzwoni.
Nagle drzwi otworzyły się, jakby rozchylił je przeciąg, i weszła młoda kobieta
w rozpiętym płaszczu myśliwskim, spod którego widać było tyrolską bluzkę,
wyszywaną w zielone gałązki dębowe i żołędzie. Miała na sobie szarą spódnicę i białe
wełniane pończochy oraz półbuciki z wyciągniętym językiem. Ubrana była podobnie
jak pan zawiadowca, tylko że po kobiecemu.
W ręku trzymała malutki, związany sznurkiem pakuneczek.
Strona 30
Bohumil Hrabal   Pociągi pod specjalnym nadzorem
 Bitte  powiedziała  ich muss nach Kersko.
 Kersko?  mówię.  Musi pani poczekać aż do rana, to po drugiej stronie
rzeki.
 Aber ich muss nach Kersko  obstawała przy swoim.
 To kawał drogi. Do kogo pani tam jedzie?  spytałem.
 Ich habe einen Freund  uśmiechnęła się i wskazała mnie palcem:  Sie
sind Herr Fahrdiensleiter?
 Skądże znowu, to ten tam  powiadam.
 Pan jest dyżurnym ruchu, Całuskiem?  spytała.
 Ja  odparł. [ Pobierz całość w formacie PDF ]