[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Cholera - powiedział z rozgoryczeniem kasiarz. -
Siedzi tuż przy drzwiach? Ta robota jest nie do ugryzienia.
 Zastanawiam się, dlaczego postawili na noc straż-
nika - rzekł Pierce.
 Pewnie coś zaczęli podejrzewać - stwierdził Agar,
któremu przyszło do głowy, że skoro obserwowali biuro
z przerwami od miesięcy, mogło to zwrócić czyjąś uwagę.
Pierce westchnął.
 Robota odpada - stwierdził Agar.
 Nigdy nie odpada - odrzekł gospodarz.
 Na pewno jest nie do ugryzienia.
 Nie. Stała się tylko nieco trudniejsza.
 Kiedy więc planujecie akcję?
 W porze obiadowej.
 W biały dzień? - zapytał zdumiony kasiarz.
 A czemuż by nie?
Następnego dnia obaj obserwowali, co się dzieje w biurze
wczesnym popołudniem. O godzinie pierwszej dworzec Lon-
don Bridge był zatłoczony przyjeżdżającymi i odjeżdżającymi
pasażerami. Bagażowi dzwigali walizy za eleganckimi po-
dróżnymi, spieszącymi do dorożek, sprzedawcy zachwalali
napoje i przekąski, a w tym tłumie krążyło trzech lub czterech
policjantów, którzy pilnowali porządku i szukali kieszonkow-
ców, ponieważ stacje kolejowe stały się ich nowym ulubionym
miejscem pracy. Doliniarz dopadał ofiarę, gdy wsiadała do
pociągu, a ta odkrywała kradzież, kiedy znajdowała się już
daleko od Londynu.
122
Obecność kieszonkowców na dworcach kolejowych stała
się tak powszechna, że gdy William Frith namalował w 1862
roku jeden z najsławniejszych obrazów tamtych czasów
zatytułowany "Dworzec kolejowy", znalazła się tam także
scena przedstawiająca dwóch detektywów chwytających zło-
dzieja.
Na dworcu London Bridge służbę pełniło kilkunastu
funkcjonariuszy Metropolitan Police, a poza tym zatrudniano
także prywatnych strażników.
 Pełno tu glin- stwierdził nieszczęśliwym tonem Agar,
rozglądając się po peronach.
 To nieważne.
O pierwszej urzędnicy zeszli po żelaznych schodach i udali
się na lunch, żartując. Nadzorca ruchu, srogi mężczyzna
z bokobrodami - pozostał w środku. Urzędnicy powrócili
o drugiej i pracowali dalej.
Następnego dnia nadzorca wyszedł na lunch, ale dwóch
urzędników pozostało, widać rezygnując z posiłku.
Trzeciego dnia znali już schemat - pracownicy mieli
godzinną przerwę na lunch o trzynastej, ale biuro nigdy nie
zostawało puste. Wniosek był prosty.
 Robota w dzień odpada - stwierdził Agar.
 Może w niedzielę - pomyślał na głos Pierce.
W tamtych czasach, a właściwie aż do dzisiaj, brytyjskie
koleje zdecydowanie ograniczały ruch w niedziele. Uważano
za niepotrzebne i niestosowne, aby jakakolwiek firma robiła
interesy tego dnia, a koleje szczególnie kultywowały różnego
rodzaju tradycje. Na przykład palenie w pociągu było za-
bronione jeszcze długo po tym, jak stało się szeroko rozpo-
wszechnionym zwyczajem. Dżentelmen, który chciał zapalić
cygaro, musiał dać napiwek, a to także było zakazane. Taki
stan rzeczy trwał, pomimo zdecydowanego nacisku opinii
publicznej, aż do roku 1868, kiedy to parlament przeforsował
wreszcie prawo zmuszające koleje do zezwolenia pasażerom
na palenie tytoniu.
Oprócz tego, choć wszyscy przyznawali, iż nawet najbar-
123
dziej religijny człowiek czasami potrzebuje pojechać gdzieś
w niedzielę, a popularne były także świąteczne wycieczki za
miasto, koleje uporczywie walczyły i z tą modą. W roku 1854
w niedziele kursowały tylko cztery pociągi South Eastern
Railway, a druga linia korzystająca również z dworca London
Bridge - London & Greenwich Railway wysyłała jedynie
sześć pociągów, czyli o połowę mniej niż w dni powszednie.
Pierce i Agar sprawdzili dworzec w następną niedzielę
i stwierdzili, że przed biurem nadzoru ruchu wystawiono
dwóch strażników. Jeden ulokował się przy drzwiach, a drugi
przy schodach.
- Dlaczego? Na miłość boską, dlaczego?
Podczas pózniejszych zeznań wyszło na jaw, że jesienią
1854 roku linia South Eastern zmieniła właściciela. Nowym
został Willard Perkins, dżentelmen-filantrop. Zatrudniał wię-
kszą liczbę ludzi z niższych klas "w celu zapewnienia uczci-
wej pracy tym, którzy, gdyby jej nie mieli, mogliby dopuścić
się samowoli lub zejść na złą drogę. Dodatkowy personel
zatrudniono tylko z tego powodu. Kolej nigdy nie pode-
jrzewała, co się szykuje, a Perkins był naprawdę zszoko-
wany, kiedy w końcu obrabowano pociąg jego linii.
Prawdą jest także, że w tym czasie South Eastern Railway
budowała nowe linie wiodące do centrum Londynu, co
pociągało za sobą eksmisje i zburzenie domów wielu rodzin.
Filantropijne działania miały poprawić stosunek części lon-
dyńczyków do właścicieli linii.
- W niedzielę robota odpada - skonstatował Agar,
spoglądając na dwóch strażników. - Może w Boże Na-
rodzenie?
Pierce pokręcił głową. Możliwe, że w święta ochrona nie
była tak dobrze zorganizowana, ale nie mogli na to liczyć.
 Trzeba dokładnie prześledzić tok ich zajęć.
 W dzień nic się nie da zrobić.
 Tak - przyznał Pierce - ale nie znamy pełnego
nocnego rozkładu zajęć strażników. Nigdy nie obserwowaliś-
my ich przez całą dobę.
124
W nocy dworzec był opustoszały, a włóczęgów wyrzucali
patrolujący ten teren policjanci.
 Przepędzą świecę - rzekł Agar. - I pewnie na
dodatek przetrzepią mu skórę.
 Myślałem o kimś ukrytym.
 Clean Willy?
 Nie. Clean Willy ma za długi język i może nawalić. To
idiota.
 To prawda - przyznał kasiarz.
Clean Willy, który nie żył już podczas procesu, według [ Pobierz całość w formacie PDF ]