[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sił zbrojnych. Młodego Decjusza Brutusa postawił na czele floty i galijskich
statków, którym kazał przypłynąć z kraju Piktonów i Santonów oraz reszty
uśmierzonych rejonów, i rozkazał mu, skoro tylko będzie mógł, ruszyć na
Wenetów. Sam podążył tam z pieszymi oddziałami.
12. Miasta ich były zazwyczaj tak usytuowane, że zajmując końce przylądków
i cypli nie dawały do siebie dostępu ani pieszym, ponieważ dwukrotnie w ciągu
doby w odstępie dwunastu godzin nadchodził od pełnego morza przypływ, ani też
statkom, ponieważ przy nadejściu pory odpływu statki ulegały uszkodzeniom na
mieliznach. A więc z obu tych przyczyn obleganie tych miast napotykało na
trudności. A jeżeli obrońcy musieli nawet przypadkiem ustąpić przed ogromem
robót oblężniczych, gdy odparto morze przy pomocy nasypu i grobli oraz
dorównano wysokości murów takiego miasta, to z chwilą, gdy zaczęli tracić
nadzieję na skuteczną obronę, ściągali wielkie ilości okrętów, a mieli ich pod
dostatkiem, wszystek swój dobytek na nich uwozili i wycofywali się do
najbliższych miast: tam od nowa się bronili w tak samo dogodnych warunkach
naturalnych. Taktykę tę tym łatwiej mogli stosować przez znaczną część okresu
letniego, ponieważ burze powstrzymywały nasze okręty, a żeglowanie po
rozległym i otwartym morzu przy wysokiej fali i nielicznych, a nawet prawie
żadnych portach nastręczało jak największe trudności.
13. Natomiast ich okręty były zbudowane i wyposażone następująco: dna
bardziej płaskie niż w naszych okrętach, aby mogły się łatwiej wyzwalać z mielizn
i odpływów; dzioby równie wysoko podniesione jak rufy były przystosowane do
wysokiej fali i burz; okręty były w całości zbudowane z dębiny, aby mogły
wytrzymywać wszelkiego rodzaju napór fal oraz urażenia; żebra z belek grubych
na jedną stopę były razem zbijane przy pomocy żelaznych gwozdzi grubości palca;
kotwice były uwiązane nie na powrozach, ale na żelaznych łańcuchach; zamiast
płótna żaglowego korzystano ze skór o grubej, a także i o delikatnej wyprawie, czy
to z powodu niedostatku lnu, czy ze względu na nieznajomość jego przeróbki, czy
też  i to jest bardziej prawdopodobne  dlatego że ich zdaniem płócienne żagle
nie mogłyby wytrzymać tak gwałtownych burz i tak bardzo silnych wichrów
Oceanu oraz należycie utrzymywać w ruchu okręty o tak wielkim ciężarze. A gdy
dochodziło do spotkań naszej floty z tymi okrętami, to przewyższała je ona tylko
szybkością i napędem wiosłowym, pod wszystkimi innymi względami były one
lepiej i bardziej odpowiednio dostosowane do właściwości tutejszego morza i
gwałtowności burz. Nasze bowiem okręty ani nie mogły ich uszkodzić dziobami
(tak mocna była ich konstrukcja), ani tez nie było tak łatwo ze względu na ich
wysokość obrzucać je pociskami i z tego samego powodu przychwytywać osękami.
Do tego trzeba dodać, że gdy płynęły z wiatrem, o wiele łatwiej znosiły burzę,
bezpieczniej osiadały na mieliznach, a pozostawione przez odpływ nie obawiały się
skał i raf; natomiast wszystkie te przypadki stanowiły powód do obaw dla naszych
okrętów.
14. Po zdobyciu wielu miast skoro Cezar zrozumiał, że na próżno podjął się
tak wielkiego trudu i że ani nie może zapobiec wymykaniu się nieprzyjaciela ze
zdobytych miast, ani wyrządzić mu szkody, postanowił zaczekać na swoją flotę.
Gdy nadpłynęła i zaledwie nieprzyjaciel ją dostrzegł, około dwieście dwadzieścia
jego wspaniale wyposażonych we wszelkiego rodzaju uzbrojenie okrętów wyszło z
portu w pełnej gotowości bojowej i ustawiło się na wprost naszych; ani Brutus,
który dowodził flotą, ani też trybunowie wojskowi i centurionowie, którym zostały
przydzielone poszczególne statki, nie byli zdecydowani, co należy czynić i jakiego
trzymać się sposobu walki. Wiedzieli bowiem dobrze, że uderzeniem dzioba
zaszkodzić się nie da: nawet po ustawieniu wież bojowych rufy nieprzyjacielskich
okrętów przewyższały je swoją wysokością i dlatego z niżej umieszczonych
stanowisk nie można było dość skutecznie miotać pociskami, natomiast pociski
Gallów raziły o wiele dotkliwiej. Jedno tylko urządzenie zastosowane przez
naszych było bardzo użyteczne, mianowicie dobrze na końcu wyostrzone sierpy,
nasadzone i przymocowane do żerdzi, przypominające wyglądem osęki murowe.
Gdy liny, którymi reje były przymocowane do masztów, zostały nimi zahaczone i
przyciągnięte, po puszczeniu w ruch naszego statku przy pomocy wioseł ulegały
rozerwaniu. Po ich przecięciu reje musiały opaść, a ponieważ sprawność
wszystkich galijskich statków zależała od żagli i olinowania, po ich zniszczeniu
okręty traciły w jednej chwili całą przydatność bojową. Reszta walki zależała od
osobistego męstwa, którym nasi żołnierze z łatwością górowali, a to tym bardziej,
że bitwa ta rozgrywała się na oczach Cezara i całego wojska, tak że nie można było
ukryć żadnego, nawet mniej znacznego, czynu; wszystkie bowiem wzgórza i wyżej
położone miejsca, skąd rozciągał się niedaleki widok na morze, zajęło wojsko.
15. Po zerwaniu, jak powiedzieliśmy, rei nasze dwa lub trzy okręty brały w
środek ich pojedyncze statki i wówczas nasi żołnierze z całych sił starali się
wedrzeć na nieprzyjacielskie okręty. Gdy barbarzyńcy spostrzegli, co się dzieje, że
wiele okrętów zostało zdobytych i że nie mogą znalezć żadnych środków
zaradczych przeciw tej taktyce, poczęli szukać ratunku w ucieczce. I gdy
zwróciwszy okręty chwycili wiatr, nastała nagle tak wielka cisza morska i spokój,
że nie mogli ruszyć z miejsca. Przypadek ten był nader korzystny dla
doprowadzenia zadania bojowego do końca: albowiem nasi zdobywali w pościgu
poszczególne okręty wroga, tak że po bitwie, która toczyła się prawie od godziny
czwartej aż do zachodu słońca, tylko nieliczne z całego ich mnóstwa dotarły z
nastaniem nocy do lądu.
16. Bitwa ta zakończyła wojnę z Wenetami i plemionami całego wybrzeża
morskiego. Tutaj bowiem zgromadziła się cała młodzież, a także wszyscy ludzie w
poważniejszym wieku wyróżniający się rozumem i poważaniem, tutaj ściągnięto
również na jedno miejsce wszystkie, jakie gdzie tylko były, okręty; po ich utracie
reszta nie miała ani dokąd się schronić, ani też jak bronić miast. Dlatego więc
siebie i wszystko swoje oddali Cezarowi. Cezar postanowił ich ukarać tym ciężej,
aby w przyszłości barbarzyńcy skrupulatniej przestrzegali uprawnień posłów. Po
skazaniu więc na śmierć całej starszyzny resztę kazał sprzedać jako niewolników.
17. Podczas gdy to się działo w kraju Wenetów, Kwintus Tyturiusz Sabinus z
otrzymanymi od Cezara oddziałami wkroczył do kraju Wenellów. Przewodził im
Wirydowiks; sprawował on także naczelne dowództwo nad tymi wszystkimi
plemionami, które odpadły, i od nich ściągnął wojsko i znaczne siły pomocnicze;
również w ciągu tych kilku dni Aulerkowie, Eburowici i Leksowiowie, po
wymordowaniu swojej starszyzny, gdyż sprzeciwiała się wojnie, pozamykali bramy [ Pobierz całość w formacie PDF ]