[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Był tak uprzejmy, \e czuła się nieswojo.
 Sam to wszystko robiłeś?  Przebiegła wzrokiem po zastawionym
stole.
 Niezupełnie. Przyznam, \e większość to gotowe dania.
 Wyglądają niezle.  Pochyliła się nad najbli\szym półmiskiem. 
Jannis robi to samo. To moje ulubione...
 Kto to jest Jannis?  spytał lodowatym głosem.
 Jannis jest twoim szefem kuchni  odpowiedziała zdziwiona,
zastanawiając się, co go tak nagle zirytowało.
 No tak, oczywiście.
 Uczy mnie kuchni greckiej. Bardzo to lubię.
 Czym się jeszcze zajmujesz, kiedy mnie nie ma?
 Zwiedzam Ateny.
 I co? Sprawia ci to przyjemność?
 To jest cudowne miasto. Fascynujące.
Sebastian wziął głęboki oddech.
 Jak to mo\liwe, \e nigdy wcześniej nie byłaś w Atenach? Twój
dziadek ma dom niedaleko mojego. Musiałaś go tam odwiedzać?
 Ja... nie. Byłam tylko w jego domu na Korfu.
Tylko raz.
 A ty?  W popłochu zmieniła temat.  Wiem, \e masz kilka ró\nych
domów.
 Mam kilka ró\nych rezydencji, agape mou, ale tylko jeden
prawdziwy dom. Właśnie ten.  Zamilkł na moment, patrząc przez
oświetlony taras w stronę morza.  Dom powinien być tam, gdzie mo\na
być sobą. W jakimś prywatnym miejscu, gdzie nie muszę grać przed
ludzmi.
 Przecie\ jesteś bogaty. Nie musisz przed nikim grać.
 Zarządzam ogromną korporacją i na co dzień mam wra\enie, \e
odpowiadam przed całym światem. Decyzje, które podejmuję, wią\ą się z
zatrudnieniem mnóstwa ludzi  mają wpływ na ich \ycie.
I to go naprawdę obchodziło... ? Naprawdę się tym przejmował?
 Mój dziadek właśnie zwolnił mnóstwo ludzi...
Stę\ały mu rysy, z oczu zniknął wesoły blask.
 A tamci ludzie mieli rodziny i własne zobowiązania. Masowe
zwolnienia świadczą o fatalnym planowaniu w biznesie. Jeśli patrzy się
w przyszłość, mo\na przewidzieć zmiany na rynku i w porę zareagować.
Przesunąć ludzi na inne miejsca, jeśli to konieczne, umo\liwić szkolenia.
Moja firma nigdy nie była zmuszona redukować miejsc pracy.
 A jednak masz opinię równie bezwzględnego jak mój dziadek 
powiedziała mimo woli, ale ku jej zdziwieniu Sebastian się roześmiał.
 Z pewnością niełatwo mnie naciągnąć, agape mou. Wynagradzam
ludzi dobrze, a w zamian wymagam cię\kiej pracy. To całkiem prosta
zasada.
 Czytałam gdzieś, \e po studiach nie poszedłeś do firmy swojego
ojca.
 Niewygodnie jest wchodzić w cudze buty. Byłem w gorącej wodzie
kąpany. Chciałem się sprawdzić na własnym poletku.
 Więc zało\yłeś firmę?
 Przedsiębiorstwo mojego ojca jest bardzo tradycyjne  wyjaśnił,
nakładając jej na talerz jedzenie.  Chciałem spróbować innych dziedzin,
więc wspólnie z przyjacielem z uniwersytetu stworzyliśmy
oprogramowanie komputerowe dla firm. W pierwszym roku mieliśmy
ponad pięćdziesiąt milionów obrotu. Po kilku latach rozwijania firmy
sprzedaliśmy ją i wtedy byłem gotów przyłączyć się do ojca. Ale dosyć o
mnie. Chcę, \ebyś opowiedziała mi o sobie. Słyszałem o angielskich
szkołach z internatem.
Alice uśmiechnęła się i doło\yła sobie jedzenia.
 Bardzo je lubiłam.  Od siódmego roku \ycia były dla niej jedynym
domem, jaki znała.
 Nigdy cię nie kusiło, \eby zamieszkać razem z dziadkiem?
Omal nie parsknęła śmiechem. Czy on naprawdę tak mało wiedział o
tym człowieku?
 Dobrze wspominam czas spędzony w szkole.
 A potem od razu poszłaś na uniwersytet?
 Tak. Studiowałam muzykę i francuski.
Opowiadając o swoich studiach, jeszcze dwa razy dokładała sobie na
talerz, a kiedy odło\yła w końcu sztućce, Sebastian wstał i z uśmiechem
podał jej rękę.
 Chcę, \ebyś zagrała na fortepianie. Prywatny koncert dla jednego
słuchacza.
Ich oczy się spotkały i przez krótką chwilę bezdechu Alice nie mogła
myśleć o muzyce ani o fortepianie. Nie mogła myśleć o niczym innym
poza ogarniającym ją po\ądaniem.
Sebastian rozchylił usta w zmysłowym, pełnym męskiego
zrozumienia uśmiechu.
 Pózniej  wyszeptał miękko, prowadząc ją do salonu.  Teraz chcę,
\ebyś dla mnie zagrała.
To był rozkaz. Usiadła na stołku i przez moment wpatrywała się w
znajome klawisze błędnym wzrokiem. W końcu zaczęła grać. Najpierw
Chopina, potem Mozarta, Beethovena, a na koniec Rachmaninowa.
Jej palce tańczyły po klawiaturze lekko i płynnie, uwalniając ka\dą
nutę z czułością, dobywając z fortepianu co najlepsze a\ do ostatniego
taktu.
Zapadła długa cisza.
 To było niezwykłe.  Sebastian, wyciągnięty na sofie, leniwie
otworzył oczy.  Naprawdę niezwykłe. Nie miałem pojęcia, \e grasz na
takim poziomie. Dlaczego nie zarabiasz milionów na publicznych
koncertach?
 Nie jestem sławna...
 Ale mogłabyś być  powiedział z przekonaniem, podchodząc do
niej.
 Nie sądzę.  Odwróciła wzrok, zakłopotana i zadowolona, \e tak
bardzo podobała mu się jej gra.
 Skończyłaś studia i co teraz? To znaczy... zanim zgodziłaś się na to
mał\eństwo, jakie miałaś plany?
Wytrzymać na trzech posadach, \eby zapewnić opiekę mojej matce 
pomyślała.
 Nie zastanawiałam się tak naprawdę...
 Dziadek nie wspominał o twoim talencie.
 Nie sądzę, \eby mój dziadek interesował się muzyką.
 Twoja gra mnie zachwyca.  Podniósł ją delikatnie i ujął w dłonie
jej twarz.  Masz niesamowity temperament i wra\liwość, co jest równie
widoczne przy fortepianie, jak w łó\ku...
 Sebastianie...
 I uwielbiam, jak się rumienisz  wyszeptał, pochylając się do jej
ust.  I nie mogę się tobą nasycić. Nie opuścimy tej wyspy, dopóki nie
będę mógł wytrzymać przynajmniej pięciu minut na spotkaniu
biznesowym, nie myśląc o tobie.
 Sebastianie...  Przylgnęła do jego torsu, nie mogąc wykrztusić nic
więcej.
 Nigdy \adna inna kobieta nie podniecała mnie tak bardzo. Nie masz
pojęcia, jak trudno mi się powstrzymać...
 To nie powstrzymuj się...
 Najpierw muszę ci coś powiedzieć. Jesteś cudowna, Alice. I wierzę,
\e to mał\eństwo mo\e być udane.
 Dlatego, \e dobrze nam ze sobą w łó\ku?
 Nie tylko dlatego, ale to oczywiście jeden z powodów  powiedział
z tak kuszącym uśmiechem, \e zaczęła dygotać w jego objęciach. 
Odkrywam w tobie coraz więcej i więcej, i podoba mi się to, co widzę.
Zdjęta nagłym poczuciem winy, Alice próbowała się wyrwać, ale
powstrzymał ją mocnym uściskiem.
 Nie, przysięgam, \e tym razem nie odejdę, i nie powiem niczego
okropnego. Spędzimy tę noc razem. W jednym łó\ku. Uwa\am, \e dzieci
zasługują na rodziców, którzy są ze sobą szczęśliwi.
 Musnął jej wargi delikatnym pocałunkiem.  Naprawdę wierzę, \e
mo\emy być ze sobą szczęśliwi. Nie, nie mogli być ze sobą szczęśliwi.
Ona nie mogła dać mu dzieci, a gdyby się dowiedział... Jak mogła mu
powiedzieć?
 Myślisz, \e poleciałam na twoje pieniądze.
Wzruszył pobła\liwie ramionami.
 Przynajmniej byłaś szczera. Ja szanuję szczerość. A to, co nas do
siebie tak ciągnie, nie ma nic wspólnego z pieniędzmi, agape mou...
Szanował szczerość.
Alice zamknęła oczy, przera\ona na samą myśl, \e Sebastian dowie
się prawdy.
Tylko czy musi się dowiedzieć?  podszepnął jej cichutki
wewnętrzny głos. Nie byłaby pierwszą kobietą na świecie, która nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]