[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Zaraz u ciebie będę. Czekaj. Nie płacz. Już jadę.
8
- Nie! - zaprotestowała Maddie. Tylko tego jej potrzeba, wizyty kochanka!
Jakby jeszcze za mało było do wyjaśniania
Em, matce, sąsiadom... - Nic się nie stało. Wszystko w porządku. Jest u mnie
Treva. I dzieci.
- Posłuchaj. Jestem u wujostwa. Mogę przyjechać, kiedy tylko zechcesz. Będę
czekał przy telefonie. Wystarczy, że zadzwonisz, a zaraz się u ciebie zjawię.
Co się stało? O, do diabła, jadę...
- Nie. Odezwę się później.
Odwiesiła słuchawkę, choć W.S. coś jeszcze mówił. Był dla niej ważny, ale nie
zdawała sobie sprawy, jak bardzo. Nie miała za to wątpliwości, jak ważna
jest dla niej Em.
- Co z Em? - spytała bezradnie.
Treva nadal gapiła się na nią z otwartymi ustami.
- Ile razy cię uderzył?
- Dwa. Zabarykadowałam się w sypialni. - Maddie znów spojrzała w lustro i
skrzywiła się z obrzydzeniem.
- Dobry Boże... Pędź na górę i doprowadź się do porządku. Ja dopilnuję, żeby
dzieci się czymś zajęły. Nie oszczędzaj na makijażu. I będziesz musiała
włożyć okulary przeciwsłoneczne.
Makijaż i ciemne okulary? Za późno. Em już ją widziała.
- Co powiedzieć Em?
- Nie mam zielonego pojęcia. - Treva westchnęła ciężka -Może prawdę?
"Hej, kochanie, wczoraj w nocy tatuś pobił mamusię".
- Przecież nie mogę. Jest jej ojcem.
- Oczywiście. Jej ojcem, który pobił jej matkę.
- A gdyby chodziło o Howiego? Powiedziałabyś Mel?
- Nie wiem. Howie w życiu by czegoś takiego nie zrobił. Oczy Trevy
błyszczały. Jeszcze nigdy nie była tak bliska płaczu. - Doprowadź chociaż
siebie do porządku. Chryste, jakby tu huragan przeszedł!
Pół godziny później, ubrana w starą koszulę i dżinsy, z twarzą pokrytą grubą
warstwą makijażu, z oczami przysłoniętymi ciemnymi okularami, Maddie
stanęła twarzą w twarz z córką. Konfrontacja odbyła się w kuchni.
- Dużo wina wypiłaś wczoraj? - zapytała mała.
- Owszem. Głupio zrobiłam.
- Ale dlaczego piłaś z dwóch szklanek? - Mel nie miała zamiaru ukrywać, jak
bardzo jest tym zainteresowana.
- Z drugiej pił tata Em - skłamała w momencie natchnienia. - Wypił ze mną
szklankę wina.
- Mel idziemy do domu - wtrąciła się Treva. - Zadzwoń później - poprosiła
przyjaciółkę. Niemal wywlokła małą z domu i zgrabnie zapakowała do
samochodu, nim mała zdążyła zadać kolejne pytanie.
- Chodź tu, kochanie - poprosiła Maddie, wyciągając ramiona do córki.
Em obeszła stół i pozwoliła wziąć się na kolana. Rozpłakała się. Maddie
kołysała ją jak niemowlę.
- Porozmawiaj ze mną, dobrze? - poprosiła.
- Bałam się - chlipnęła Em. - Wszystko było takie straszne, kłóciliście się, a
potem zobaczyłam twoją twarz i przestraszyłam się.
- Wiem, wiem, wygląda strasznie. Sama się przelękłam twojego widoku, ale
przecież nie po raz pierwszy coś mi się stało. Pamiętasz, jak kiedyś poszłam
na siłownię, próbowałam podnieść za duży ciężar i pękła mi żyłka w oku? Em
przestała płakać. Pociągnęła nosem.
- Tak, ale nie miałaś wtedy takich siniaków.
- Bo nie upuściłam sobie hantli na twarz. - Dzięki niech będą Bogu za chwilę
natchnienia.
- Upuściłaś sobie hantle na twarz?
- Owszem. Tata trzyma je w piwnicy. Wypiłam za dużo wina i po prostu mi
się wyślizgnęły z ręki. Głupio to wyszło, wiem.
Em nie sprawiała wrażenia przekonanej, ale przynajmniej już nie płakała.
- Strasznie mi przykro. - Maddie postanowiła ozdobić jakoś suche kłamstwa. -
Nie wiedziałam nawet, że jest tak źle, póki nie spojrzałam w lustro, kiedy
przyszłyście.
Em zsunęła się z jej kolan, zobojętniała nagle.
- Powinnaś wezwać lekarza - powiedziała, wycierając mokre policzki
grzbietem dłoni. - Mogłaś stracić przytomność. Albo nawet doznać wstrząsu
mózgu.
- Może potem. - Osiągnęła przynajmniej tyle, że opóźniła kryzys. Em
przypomni sobie kiedyś o poprzewracanych meblach i o awarii kablówki, ale
wkrótce dowie się przecież o prawdziwym przeboju - rozwodzie rodziców, a
wówczas poprzewracane meble będą najmniejszym z jej zmartwień.
Telefon zadzwonił, nim zdążyła posprzątać i odezwać się do Trevy.
- Maddie, skarbie, mówi mama.
Maddie opadła na kuchenny stołek. Musi zapomnieć, że została pobita.
- Cześć, mamo.
- Dzwoniłam wcześniej, ale cały czas było zajęte.
- Odłożyłam słuchawkę. Chciałam się spokojnie wyspać.
- Bardzo mądrze. Co słychać u tego przemiłego Sturgisa?
- Co...? - Przecież mama nie mogła niczego się jeszcze dowiedzieć! No, chyba
że Bailey...
- W Reveo spotkałam Glorię Meyer. Powiedziała, że wczoraj siedziałaś z nim
w ogródku przez ładnych kilka godzin. Piliście wódkę z sokiem
pomarańczowym.
Maddie przymknęła oczy. Gloria Sokole Oko dostrzegła wszystko. Musiała
obserwować przez lornetkę.
- W.S. twierdzi, że u niego wszystko dobrze. Miło, że pytasz.
- Czym on się zajmuje zawodowo?
- Nie wiem. Czemu cię to interesuje?
- Przez ciekawość. Po co on do ciebie przyszedł?
- Chciał zobaczyć się z Brentem. - Całkiem o tym zapomniała w zamieszaniu!
Czego W.S. chce od Brenta? A może wymyśłił to, żeby mieć pretekst do
spotkania z nią? Jeśli tak, to osiągnął olśniewający sukces.
- Chce zbudować dom we Frog Point? Westchnęła.
- Nie wiem, mamo, ale nie sądzę. Myślę, że przyjechał z wizytą. Powiedział, [ Pobierz całość w formacie PDF ]