[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Jeśli chcą podjąć pieniądze, mogą to zrobić tylko przy pomocy Annie. Dlatego ją porwali. Próbują ją
zmusić do zlikwidowania konta, inaczej wszystko stracą.
- To jakiś koszmar - zżymał się Fisher. - Moja żona jest w niebezpieczeństwie, a ja nie mogę nic
zrobić.
- Uspokój się, Fish. - Brian poklepał przyjaciela po ramieniu. - Wszystko będzie dobrze.
- Daj mi lornetkę, Brian.
- Widzisz ją?
- Nie, ale widzę... Czyżby to Jacques?
- Jacques? Kto to taki?
- To ten bezdomny, o którym ci opowiadałem. Ten, który co rano budził mnie swoim śpiewem.
- Teraz już wiesz, czym zajmuje się przez resztę dnia. Bardzo dobre miejsce sobie wybrał. Bank. Co za
zbieg okoliczności, że wystaje akurat tutaj.
- Nie wierzę w zbiegi okoliczności - mruknął Fisher i wyciągnął pistolet z kabury.
- Fish, co zamierzasz?
- Myślę, że to nasz szop pracz - powiedział Fisher, ale jego domysły nie znalazły zrozumienia u
Briana, sądząc po minie. - Zastanów się. Annie mówiła, że poznała go trzy lata temu. Od kiedy ktoś
dokonuje lewych transferów, korzystając z jej konta? Mniej więcej od trzech lat. Szperając
Tajemniczy lokator 467
w śmietniku, Jacques miał dostęp do wszystkiego, co Annie wyrzucała: do rachunków, starych faktur,
dosłownie do wszystkiego. Brian gwizdnął przeciągle.
- A niech to. W ogóle nie braliśmy go pod uwagę.
- Robi wrażenie zdenerwowanego. Jakby na kogoś czekał.
- I czeka. - Brian wskazał głową dwie kobiety, idące w stronę wejścia do banku: jedną z nich była
Annie, druga znacznie starsza, wydała się Fishe-rowi znajoma.
- Nasz Jacques ma wspólniczkę - mruknął i zwrócił się do Briana: - Idz za nimi. Jacques cię nie zna,
nie spłoszysz go. Ja zostanę tutaj i będę go pilnował.
- Jasne. - Brian wyskoczył z samochodu i pobiegł za kobietami.
Jacques tymczasem robił się coraz bardziej niespokojny. Popatrywał co chwila ną budynek banku,
kręcił głową. Fisher bał się, że ptaszek lada chwila mu ucieknie. Wysiadł z samochodu i zbliżył się do
Jacquesa ukradkiem. Ten chyba podejrzewał już, że gra skończona, i nerwy wyraznie go zawiodły.
Rozejrzał się we wszystkie strony i szyb^ ko ruszył w dół ulicy. Wtedy Fisher wyszedł z cienia i
zastąpił mu drogę.
- Jacques? - zagadnął i chwycił go za ramię. - Ledwie cię poznałem. Ogoliłeś się.
Jacques próbował się wyrwać, ale Fisher wyciągnął pistolet.
468 Jennifer McKinlay
- Masz prawo milczeć. Wszystko, co odtąd powiesz... - zaczął recytować formułę Mirandy, ale
Jacques nie dał mu dokończyć.
- Nic na mnie nie masz. To ona. Ją zatrzymaj. Ledwie Fisher założył Jacquesowi kajdanki,
z banku wyszedł Brian, prowadząc wspólniczkę Jacquesa, całą w błocie.
- Co za... ? - Fisherowi zabrakło słów na jej widok.
- Zapytaj swoją żonę - odpowiedział Brian, hamując śmiech.
Fisher nie czekał. Wpadł do banku, zaraz za drzwiami poślizgnął się na marmurowej posadzce i padł
jak długi na ziemię, lądując między rozbitymi donicami na kwiaty.
- Fisher! - zawołała Annie, rzuciła się w jego stronę, też straciła równowagę i wpadła prosto na niego.
- Tak się cieszę, że wreszcie jesteś! To Jacques... to znaczy Erie. Wyobrażasz sobie? Erie i Dotty.
Dotty to ta dama od ruletki, z kasyna w Vegas. Jego wspólniczka. No i wyobraz sobie...
Fisher chwycił Annie, przyciągnął do siebie i pocałował. Była cała i zdrowa. Nic jej nie zrobili. Tylko
to się liczyło.
- Co tu się stało? - zapytał, kiedy wreszcie oderwał usta od jej warg.
Wokół zebrała się spora grupka ciekawskich: urzędników i klientów banku. Ludzie wypytywali się
wzajemnie, co zaszło, jakaś pani zemdlała na widok pistoletu w dłoni Fishera.
Tajemniczy lokator 469
- FBI - poinformował lakonicznie i pokazał swoją legitymację.
- Dotty mnie tu przyprowadziła. Mają tu wspólnika, Raula - zaczęła wyjaśniać Annie. - Miał nam
wypłacić wszystkie pieniądze z konta, ale jak tylko weszłyśmy, pchnęłam ją na donice z kwiatami...
chyba były świeżo podlane... no i...
Fisher uśmiechnął się szeroko.
- Cała ty. Annie westchnęła.
- Cała ja - przytaknęła.
Fisher podniósł się, pomógł jej wstać, po czym przytulił ją i szepnął jej do ucha:
- Tak się martwiłem. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby...
- Przepraszam bardzo... - Jeden z urzędników przerwał czułą scenę. - Musimy zamienić z panią kilka
słów, panno Talbot.
Fisher zmierzył urzędnika strasznym spojrzeniem.
- Ta pani nazywa się McCoy. I nie musicie wcale z nią rozmawiać. Możecie porozmawiać ze mną.
Pani McCoy wie, że pracuje u was niejaki Raul, wspólnik oszustów, których właśnie ujęliśmy.
Odwiozę ją do domu i zaraz wracam.
I Fisher wyprowadził Annie z budynku, nie czekając na odpowiedz urzędnika.
- Dziękuję. Nie byłabym w stanie wyjaśniać czegoś, czego sama nie rozumiem - powiedziała,
wsiadając do samochodu.
Tymczasem Fisher polecił Brianowi zatrzymać
470 Jennifer McKinIay
niejakiego Raula i obiecał wrócić tak szybko, jak będzie mógł.
- Nie zrobili ci krzywdy? Nie ucierpiałaś? - pytał Annie, kiedy usiadł za kierownicą.
- Ja nie ucierpiałam, ale moja duma, owszem. Dotąd nie mogę uwierzyć, że to Jacques.
- Powiedz mi, co wiesz - poprosił Fisher, kiedy jechali Central Avenue. - Powinienem się zastanowić,
czy to nie on, ale w. ogóle nie brałem go pod uwagę. Wybacz. Popełniłem błąd. Przepraszam...
- Nie przepraszaj. Wszystkich nas wyprowadził w pole. Możesz mnie zawiezć do mojej siostry? Na
pewno umiera ze strachu o mnie. Chciałabym ją uspokoić.
- Oczywiście - zgodził się i obydwoje zamilkli. Zapadła ciężka, pełna napięcia cisza. To Annie
odezwała się pierwsza:
- Czy to prawda, co powiedziałeś dzisiaj? - zapytała, kiedy zatrzymali się pod domem Mary.
- A co ja takiego powiedziałem?
Annie spuściła wzrok. Dłonie zacisnęła tak mocno, że pobielały jej knykcie.
- %7łe wezmiemy prawdziwy ślub, w kościele.
- Wezmiemy prawdziwy ślub, w kościele. Bardzo bym tego chciał - odparł powoli.
Annie poderwała głowę, spojrzała mu prosto w oczy, jeszcze niepewna, czy może wierzyć.
- Annie! - Na ganek wybiegła Mary. - Annie! Tak się o ciebie martwiliśmy!
Annie wysiadła z samochodu, a Fisher włączył
Tajemniczy lokator 471
wsteczny bieg, zastanawiając się, czy nie zastanie w drzwiach wymówienia umowy wynajmu, gdy
wróci do domu.
Przesłuchania trwały jeszcze trzy dni. W ciągu tych dni Fisher widział Annie tylko raz, kiedy składała
zeznania. Tęsknił za nią. Tęsknił za głosem, za jej radosnym śmiechem, za widokiem jej rudych
włosów, za jej zabawnymi monologami, za jej dotknięciem. Nie przypuszczał nigdy, że można za [ Pobierz całość w formacie PDF ]