[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pończochy z jej gładkiego, wyprężonego uda i zgrabnej łydki, z
żalem dotarł do kształtnych palców u nogi. Pocieszała go tylko
świadomość, że natychmiast będzie mógł powtórzyć całą tę
operację z drugą nogą.
Kiedy już ją obnażył, ucałował wrażliwy łuk podbicia. Potem
zaczął posuwać się wyżej, nie zwracając uwagi na słabe protesty,
gdy lizał językiem wewnętrzną stronę jej kolana, a potem uda;
musiał w końcu dokonać odwetu za to, co mu przedtem zrobiła.
Kiedy dosięgnął jej najskrytszego miejsca, zaczęła się cała
wić, spragniona jego pocałunku. A on uwielbiał to świadome
wyprzedzenie, działające na niego równie silnie, jak sama
czynność. Wynagrodził jej cierpliwość jednym powolnym,
zmysłowym ruchem języka. Wygięła się cała z jękiem, błagając go
o więcej.
Odchylił się do tyłu, pospiesznie rozpinając spodnie,
wpatrzony chciwie w jej rozchylone nogi o jasnej skórze i mroczny
trójkąt strzegący wnętrza. W tym widoku było coś niewiarygodnie
podniecającego. Powyżej talii była zrównoważoną, elegancką,
perfekcyjną damą. Poniżej  tylko i wyłącznie kobietą. Prawdziwą
kobietą.
I należała do niego. Cała.
Wyzwolił swoją erekcję, twardą i pulsującą.
Zgięła jedną z nóg w kolanie, rozwierając się przed nim
zapraszająco.
Nie mógł jej odmówić.
Ostrożnie, by nie pognieść sukni, ulożył się pomiędzy jej
nogami, tuż przy ciepłym i wilgotnym skraju. Powtarzał sobie, że
musi działać powoli i nie wyrządzić jej krzywdy. Ale ona
rozchyliła się cała, wślizgnął się więc prosto w nią.
Była tam wąska, ale nie broniła się ani nie zwierała boleśnie.
Po prostu idealna, a on wniknął w nią głęboko, aż do samego
krańca. Przyjęła go w siebie tak miękko i gładko, że zapragnął
nigdy już się stamtąd nie wydostać.
 Tak  westchnęła.
Zaczął uderzać, powoli, w zdecydowany sposób, wiedząc, że
łatwiej mu to będzie robić przy umiarkowanej szybkości niż przy
gwałtownym tempie. Zdobywając się na krańcową samokontrolę,
nie przyspieszał go, delektując się każdym swobodnym, płynnym
ruchem i każdym jedwabistym calem jej wnętrza.
Wzdychała pod nim i jęczała, coraz bliższa finału.
On zaś czuł, że o wiele za szybko zbliża się do jego
niebezpiecznej granicy, ześlizgując się coraz bliżej i bliżej
nieprzewidywalnego kresu. Gdyby znalazł się na samej jego
krawędzi, nie miałby już pewności, co się potem może stać.
Był bliski wpadnięcia w popłoch. Powinien się wycofać.
Powinien ją chronić.
Najwyrazniej zdawała sobie sprawę z tej jego walki, bo jedną
ze swoich ciepłych, smukłych nóg zarzuciła na jego nogę.
 Nie rezygnuj  powiedziała.  Chcę cię całego. Chcę
wszystkiego, co mi możesz dać.
Jej słowa przynagliły go do szybszego tempa i wkrótce jego
biodra zaczęły poruszać się gwałtownie, uderzając o jej uda. Kres
zbliżał się szybko, a on zmierzał prosto ku niemu  na dobre i na
złe, zdecydowany nie powstrzymywać się przed niczym.
Krzyknęła i objęła go mocno za szyję, wyginając plecy w
ferworze spełnienia.
On zaś nie mógł już dłużej odwlekać swojego. Szczyt
narastał w jego lędzwiach, czuł go u podstawy kręgosłupa.
Rozkosz wzmagała się w żyłach podczas ostrych, szybkich
ruchów. Zapamiętale dążył do tego, by sięgać dalej, głębiej. Tak
głęboko, by poczuł się tam bezpieczny.
Zmusił się do tego, by nie zamykać oczu, i skoncentrował
wzrok na jej twarzy. Byłaby dla niego jak kotwica, gdyby wyczuł,
że posuwa się za daleko.
 O Boże, Katie, trzymaj mnie. Mocno.
Schwyciła go w objęcia, gdy szczytowy punkt brał go w
posiadanie. Poczuł, że cały ulatuje gdzieś w dal. Ale nie była to
kraina mroku, dymu i eksploracji. Przeciwnie, znalazł się w
pejzażu świetlistej skóry, perfekcyjnych, różowych warg i oczu tak
szeroko otwartych oraz tak głębokich, jakby były całymi oceanami
miłości. Zamierzał znalezć się w tej krainie jeszcze wiele innych
razy.
Przede wszystkim było tam pięknie. Tak pięknie, że
zapragnął zapłakać.
Nie chciał jednak płakać sam. Gdy zwalniał tempo aż do [ Pobierz całość w formacie PDF ]