[ Pobierz całość w formacie PDF ]

jeden obiad?
 No, może nie następnego dnia - powiedział Rycerz - w każdym razie nie
dnia. A właściwie - podjął, nisko schyliwszy głowę, coraz ciszej i ciszej - to nie
sądzę, żeby ten budyń kiedykolwiek był przyrządzony! A jeszcze właściwiej to nie
sądzę, żeby ten budyń kiedykolwiek dał się przyrządzić.
Jednak to był nadzwyczaj pomysłowy budyń - wiesz - jako wynalazek.
 Z czego chciałeś go zrobić? spytała Alicja, żeby go rozweselić, bo
nieszczęsny Rycerz wyglądał na doszczętnie tym przybitego.
 Przede wszystkim z bibuły, odjęknął Rycerz.
 Obawiam się, że to nie byłoby za dobre -
 Samo to nie - przerwał jej zapalając się - ale nie masz pojęcia, jak ten smak
się zmienia po dodaniu innych składników, takich jak proch i lak. A teraz muszę cię
pożegnać.
Właśnie przybyli na skraj lasu.
Alicja potrafiła się już zdobyć wyłącznie na zdziwienie: myślała o budyniu.
 Jesteś smutna - zatroskał się Rycerz. - Pozwól, że zaśpiewam ci coś na
pociechę.
 Czy to bardzo długie? spytała Alicja, bo nasłuchała się już tego dnia co
niemiara poezji.
 Długie - powiedział Rycerz - ale nadzwyczaj, nadzwyczaj piękne. Kto tylko
posłyszy mnie, jak to śpiewam, każdy albo ma łzy w oczach, albo też -
 Albo co? zapytała Alicja, bo Rycerz nagle przerwał.
 Albo ich nie ma, no i trudno. Tytuł tej pieśni nazywa się  Oczy wątłusza.
 Więc taki jest jej tytuł? no, no! rzekła Alicja, usiłując wzbudzić w sobie
zainteresowanie.
 Nie, nie zrozumiałaś - powiedział Rycerz, jakby trochę zakłopotany. - Tak
się nazywa jej tytuł. A naprawdę jej tytuł brzmi Starutki starzyk.
 Więc należało powiedzieć: ta pieśń tak się nazywa? poprawiła się Alicja.
 Nie, to coś zupełnie innego! sama pieśń nazywa się  Sposoby na życie ,
rozumiesz: ona się tak tylko nazywa!
 Więc jaka to jest pieśń? zapytała Alicja, teraz już kompletnie oszołomiona.
 Właśnie chciałem powiedzieć - rzekł Rycerz. - Naprawdę to jest  Na bramce
usiadłszy : a jej melodia to mój własny wynalazek.
Przy tych słowach zatrzymał konia i opuścił mu na kark cugle: po czym, z
wolna wybijając takt jedną dłonią, z nikłym uśmiechem, który opromieniał jego
łagodną i głupkowatą twarz, jak gdyby się cieszył z melodii, zaczął śpiewać.
Z mnóstwa dziwnych rzeczy, jakie Alicja ujrzała w czasie swej wędrówki  Po
drugiej stronie Lustra , tę na zawsze zapamiętała najwyrazniej. Jeszcze po latach
mogła sobie odtworzyć całą scenę w pamięci, jakby to było wczoraj: łagodne błękitne
oczy i dobrotliwy uśmiech Rycerza - połysk zachodzącego słońca w jego włosach i
jego blask jarzący się na zbroi tak świetliście, aż ją oślepiał - koń poruszający się z
wolna tu i tam, z cuglami luzno puszczonymi u szyi, skubiący trawę u jej stóp - i za
nimi czarny cień lasu - wszystko to widziała jak obraz, gdy przysłoniwszy oczy jedną
dłonią stała oparta o drzewo, przyglądając się tej dziwnej parze i zasłuchana, jak w
półśnie, w melancholijną nutę jego pieśni.
 Ale melodia nie jest jego wynalazkiem - pomyślała - wziął ją ze Wszystko ci
dam, nie mogę więcej. Stała tak i słuchała bardzo uważnie, ale łzy nie napłynęły jej
do oczu.
Powiem ci wszystko, jak się patrzy,
Choć mało w dalszym ciągu.
Starutki starzyk tkwił usiadłszy
Na bramki górnym drągu.
 Kim jesteś - pytam - wiekowy człecze
I czym zarabiasz na życie?
Odpowiedz jego na to mi ciecze
Przez łeb jak woda w sicie.
Odrzekł:  Motyle zbieram, panie,
Gdy zdrzemną się w pszenicy
I paszteciki z nich baranie
Sprzedaję na ulicy
%7łeglarzom, co żeglują w burzy
Po wściekłym oceanie:
I stąd zarobek mam nieduży
Na chleb, i co łaska, mój panie.
Lecz ja powziąłem plan, że baczki
Przebarwię na zielono
I kupię wachlarz rozmiaru trzepaczki,
By na nie się nie gapiono.
Więc nie znajdując odpowiedzi
Krzyknąłem:  Mów, pleciugo,
Niech tylko starzyk mi nie bredzi!
I buch go w łeb maczugą.
W łagodnych słowach podjął bajdę
I rzekł:  Wyruszam w drogę,
A kiedy górski potok znajdę,
Zażegam w nim pożogę
I z tego robi się do fryzur
Miksturę oleistą,
A ja za cały mój trud niemały
Mam dwa i pół pensa na czysto.
Lecz ja myślałem o sposobie,
Jak by tu żyć z łomotów,
I co dzień tłuszcz na swej osobie
Odkładać byłem gotów.
Wytrząsłem go więc, aż posiniał,
I znowu pytam:  Za czyjeż
Pieniądze pijesz, czym się parasz
I z czego w ogóle żyjesz?
On na to:  Aowię oczy wątłusza,
Gdzie wrzos rozkwita dziki,
I w ciemną noc, gdy mrok i głusza,
Przerabiam je na guziki.
A te sprzedaję nie za złoty
I nie za srebrny pieniądz,
Lecz za miedziany, na pół pensa
Dziewięć guzików tych ceniąc.
Czasem ukopię trochę bułek,
Wyłożę lep na kraby
Lub zbieram koła od dwukółek
Ze wzgórz, gdzie więzy i graby.
W ten oto sposób (tutaj mrugnął)
Gromadzę swe majętności:
I bardzo rad - zakończył dziad -
Wypiję zdrowie waszmości.
Tu poduch dałem starowinie,
Bom wpadł na pomysł prosty,
Jak przez wygotowanie w winie
Przed rdzą ochraniać mosty.
Podziękowałem mu serdecznie
Za żywy udział w rozmowie,
A zwłaszcza za to, że tak grzecznie
Chciał wypić moje zdrowie.
I teraz, gdy przez roztargnienie
Wpakuję palce w klej,
Lub prawą nogę pcham niestrudzenie
W but z lewej nogi mej,
Albo na stopę mi spadnie szyna
I rąbnie, jak się patrzy,
Płaczę, bo mi to przypomina,
Jak ów znajomy starowina
Z łagodną tworzę cherubina,
Z mową, co z wolna się zacina,
O włosach bardziej siwych niż cyna,
O twarzy wrony czy pingwina,
Z okiem, co węglik przypomina,
Którego rozpacz, zda się, przygina,
Który kołysał się jak trzcina
Wydając cichy bełkot kretyna,
Jakby miał w gębie kawał blina,
Chrypiał jak żubr lub inna zwierzyna
W ten wieczór letni, biedaczyna,
Na bramce sobie usiadłszy.
Kiedy Rycerz dośpiewał ostatnich słów tej ballady, zebrał cugle i skierował
konia łbem na powrót ku drodze, którą przybyli.  Zostało ci tylko parę kroków - rzekł
- z pagórka i przez tamten strumyczek, i już będziesz Królową... Ale jeszcze
zostaniesz i pożegnasz mnie, dobrze? - dodał, kiedy Alicja skwapliwie obejrzała się
we wskazanym kierunku. - To długo nie potrwa. Zaczekasz i pomachasz mi
chusteczką, kiedy znajdę się na zakręcie! Bo wiesz... może to mi doda otuchy.
 Pewnie, że zaczekam - powiedziała Alicja - i bardzo dziękuję, że
odprowadziłeś mnie tak daleko; i za pieśń; ogromnie mi się podobała.
 Mam nadzieję - rzekł Rycerz z powątpiewaniem - chociaż nie płakałaś tak
bardzo, jak się spodziewałem. [ Pobierz całość w formacie PDF ]