[ Pobierz całość w formacie PDF ]

planowałam. To znaczy nie mam innego wyboru. Albo stracę wzrok i zostanę kaleką w wieku
dwudziestu paru lat, albo moja głowa nie wytrzyma, gdy będę zbliżała się do czterdziestki. Co
by pani wybrała? Chyba ze względu na Cabe'a wolę już być ślepa i kaleka. Jeżeli tylko on
będzie w stanie sobie z tym poradzić. - Janie wciąż pamięta jego sny.
- Czy on o tym wie? Cokolwiek?
- Eee... Nie.
- Wiesz, co zawsze ci powtarzam?
- Pogadaj z nim. Tak, wiem.
- To zrób to!
- Dobra, już dobra. - Janie się uśmiecha.
- A jak już dojdziesz do siebie po wydarzeniach z tego tygodnia i zaczniesz
przyzwyczajać się do myśli o szkole, a wierz mi, że tak będzie, porozmawiamy o tobie i
twojej pracy. W porządku?
- Jasne. - Janie wzdycha. Co za ulga.
Sprzątają resztki jedzenia.
- Aha, zanim pójdziesz - mówi Kapitan, podjeżdżając na krześle do szafki. Otwiera
środkową szufladę. - Mam tu coś dla ciebie. Jeśli uznasz, że nie jest ci potrzebne, wyrzuć to.
Nie obrażę się.
Wyciąga z segregatora pomarańczową kartkę, składa ją i podaje Janie. Wstaje i
odprowadza ją do drzwi.
- Jeśli będziesz chciała o tym pogadać, wiesz gdzie mnie szukać. Jesteśmy rodziną.
Nie zapominaj o tym.
- Okej. - Janie bierze karteczkę i się uśmiecha. - Dziękuję za lunch. I za wszystko.
Kieruje się w stronę drzwi.
- Nie ma za co. A teraz przestań zawracać mi głowę. - Kapitan patrzy, jak Janie
odchodzi.
- Taaaak - krzyczy Janie, zbiegając po schodach na ulicę.
Jedną trudną rozmowę ma już z głowy. Idzie na przystanek. Rozkłada kartkę, mruży
oczy i czyta.
Powoli składa kartkę i w zamyśleniu wkłada ją do kieszeni.
Godzina 13.43
Jedzie autobusem i wysiada na swoim przystanku. Tego popołudnia nikt nie śpi.
Idzie do Cabela.
Tym razem chłopak maluje drzwi od garażu.
Janie staje na trawniku przy podjezdzie i obserwuje go uważnie.
Myśli o tym wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku dni. O podróży, jaką
odbyła. O wzlotach i upadkach.
Myślała, że będzie musiała się z nim pożegnać.
Na zawsze.
A teraz nie musi.
Powinna być szczęśliwa.
Ale pozostaje jeszcze sprawa jego snów.
Chrząka.
Cabel się nie odwraca.
- Co tak cicho? - pyta. - Nie byłem pewien, ile czasu będziesz jeszcze tak stała.
Janie zagryza usta.
Wsuwa ręce do kieszeni.
Cabel się odwraca. Policzki ma ubrudzone farbą. Patrzy na nią łagodnie, mrużąc oczy.
- Co jest? Wszystko w porządku?
Janie nie rusza się z miejsca.
Próbuje opanować drżenie.
Cabel widzi to i odkłada pędzel.
Podchodzi do niej.
- Och, kotku - mówi, przyciągając ją do siebie. - Co się dzieje?
Gładzi ją po włosach, a ona płacze na jego ramieniu.
Godzina 14.15
Siedzą na trawie w cieniu drzewa. Rozmawiają.
O jego koszmarach.
O jej przyszłości.
Bardzo, bardzo długo.
Godzina 16.29
To wszystko jest takie skomplikowane.
Z Janie zawsze tak jest.
Janie nie ma pojęcia, co wydarzy się w przyszłości, niezależnie od tego, jak bardzo
próbuje sobie to wyobrazić. I nieważne, że Cabel przekonuje ją. że nie miał pojęcia o swoich
snach i przyznaje, że jest trochę przestraszony. Ale trzeba przyznać, że bardzo się stara.
Nieważne, że obiecują sobie, że gdy wydarzy się coś złego, będą o tym rozmawiać. Bo
na pewno coś się wydarzy.
W bajce Janie nie ma szczęśliwego zakończenia.
Ale oboje wiedzą, że coś jest. Coś dobrego między nimi.
Jest szacunek.
Jest głębia.
Bezinteresowność.
I porozumienie, które przewyższa wszystko inne.
No i miłość.
Podejmują więc decyzję. %7łe każdego dnia będą decydować, co dalej.
%7ładnych zobowiązań. %7ładnych wielkich planów. Samo życie, dzień po dniu.
Powoli będą szli do przodu. Bez przymusu.
I tak wszędzie wokół jest wystarczająco dużo nacisków.
Na pewno im się uda.
Głęboko w środku Janie wie jedno. Wie o tym dobrze.
Jest jedynym facetem, któremu o tym powie.
Jest, jak jest
Jest, jak jest
Godzina 1 7.25. Nadal ostatni dzień
- Hej, możesz mnie wieczorem gdzieś podrzucić? - Janie ma zaróżowione policzki i malinkę
na szyi. Sami się domyślcie.
- Jasne. Gdzie?
- Gdzieś na North Maple.
Cabel przechyla głowę, ale o nic nie pyta.
Wie, że i tak mu nie powie.
Uśmiecha się do siebie i kręci głową. Idzie do kuchni przygotować obiad.
- Boże, kocham cię jak wariat - mruczy.
Godzina 18.56
Cabel parkuje przed budynkiem. Janie wygląda przez okno i sprawdza coś na pomarańczowej
kartce.
- Tak, to tutaj. - Jest zdenerwowana. Nie wie, czy chce tam iść. - Możesz jeszcze
poczekać jakieś pięć minut, na wypadek gdyby okazało się niefajnie?
- Jasne, skarbie. Gdyby mnie nie było, jak wyjdziesz, napisz SMS. Zaraz wrócę. - Dla
otuchy ściska jej kolano i całuje w policzek. - Będę pewnie w jakiejś księgarni. Może
pojeżdżę po kampusie i trochę się rozejrzę.
- Dobra. - Janie bierze głęboki wdech i wysiada z samochodu. - Na razie.
Zdeterminowana idzie do drzwi. Nie ogląda się za siebie. Nie widzi, jak Cabel bierze
do rąk pomarańczową kartkę. Czyta. Uśmiecha się.
Godzina 19.01
Grupka ludzi krąży po sali, popijając kawę i rozmawiając. Głównie dorośli, ale jest też parę
osób mniej więcej w jej wieku. Janie wchodzi do środka. Dziwnie się czuje, nie wie, gdzie ma
stanąć. Powoli idzie pod ścianę i rozgląda się po sali. Na jej twarzy pojawia się sztuczny
uśmiech i stara się unikać kontaktu wzrokowego.
- Witaj. - Podchodzi do niej krępy mężczyzna w średnim wieku. - Nazywam się
Luciano.
Podaje jej rękę.
Janie podaje swoją. Witają się.
- Cześć - mówi.
- Cieszę się, że przyszłaś. Byłaś już kiedyś na spotkaniu Al - Anon?
- Nie... To mój pierwszy raz.
- Nie martw się. Wszyscy mamy coś wspólnego. Dobra, pora zaczynać.
Luciano odwraca się do zgromadzonych łudzi i prosi każdego, by zajął miejsce przy
stole. Janie również siada, a jakiś młody mężczyzna proponuje jej kawę. Janie uśmiecha się z
wdzięcznością i bierze od niego kubek, dodając trzy śmietanki i trzy łyżeczki cukru.
Grupa milknie, a Luciano zaczyna mówić.
- Witam na spotkaniu AA. Tym, którzy są tu po raz pierwszy, wyjaśnię, że jesteśmy
grupą wsparcia dla ludzi, którzy walczą ze skutkami życia z alkoholikiem. - Patrzy na
młodego mężczyznę siedzącego naprzeciwko. - Carl, chciałbyś poprowadzić dzisiejsze
spotkanie?
Janie uważnie słucha siedzącej przy stole kobiety, która opowiada o agresywnym ojcu [ Pobierz całość w formacie PDF ]