[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Na czym?
- Pieniądze, oto czego potrzebuje Dyrektoriat. Dlatego generał Bonaparte otrzymał
specjalne instrukcje, by na mieszkańców wrogiego państwa, a więc na nas, nałożyć wysoką
kontrybucję, kazać im utrzymywać armię, ludzi, konie i zabierać, co tylko cennego wpadnie w
ręce, a Italia bogata jest w zabytki i w dzieła sztuki możliwe do transportu.
Francuzi posuwali się z góry wytyczonym szlakiem wzdłuż liguryjskiego wybrzeża.
Dziesiątego kwietnia byli już w Sawonie. Obrona zamku Casseria, będącego od południa jak
gdyby kluczem do Piemontu, na wiele się nie zdała. Forteca ta nie potrafiła na dłużej
powstrzymać zwycięskiego pochodu najezdzcy.
Piemontczycy szybko zrozumieli, że nie mają co liczyć na Austriaków ani na żadną pomoc ze
strony niedawnych aliantów. Królewskie złoto i srebro na gwałt przetapiano w mennicy na
monety, gromadzono broń i amunicję, a Bonaparte parł na północ, i po zwycięskich bitwach
pod Millesimo i Mondov~i droga do Turynu stanęła przed Francuzami otworem.
Król nie miał innej rady jak prosić o zawieszenie działań wojennych, tym bardziej że jedno z
miast Piemontu, Alba, proklamowało się niezawisłą republiką pod francuskim
protektoratem. Tamtejsi jakobini nawoływali żołnierzy do dezercji, do opuszczenia armii
"tyrana" i wypowiedzieli też posłuszeństwo rządowi Piemontu.
Dwudziestego siódmego kwietnia do małej mieściny Cherasco przybyli królewscy
wysłannicy na spotkanie z generałem Bonaparte. Następnego dnia podpisano rozejm na
warunkach podyktowanych przez zwycięzcę. Rozejm ten stał się podstawą do pokojowego
traktatu, zawartego w kilka tygodni potem w Paryżu. Piemont tracił Sabaudię i Niceę,
oddawał Francuzom co ważniejsze twierdze oraz zapewniał swobodne poruszanie się wojsk
Republiki po całym terytorium królestwa. Ponadto musiał rozwiązać armię, zamknąć porty
dla Anglików, ogłosić amnestię wobec więzniów politycznych i przyznać Francji prawo do
opieki nad poddanymi króla, którzy o to poproszą.
Ciężkie to były warunki, tak ciężkie, że omówienie ich zabrało całą noc, a o świcie, żegnając
się, jeden z piemonckich delegatów zauważył: "Jaka szkoda, generale, że nie można cię
kochać, choć trzeba szanować i podziwiać twój geniusz".
Siódmego maja Bonaparte przekroczył Pad pod Piacenzą, gwałcąc tym krokiem neutralność
księstwa. Czyż jednak podobna drobnostka byłaby w stanie powstrzymać najezdzców?
Panujący tam książę, w obawie, by wojska francuskie nie zajęły Parmy, spiesznie podpisał
rozejm opłacony okrągłą sumą z dodatkiem co cenniejszych dzieł sztuki z książęcej kolekcji.
W kilka dni pózniej ten sam los spotkał i księcia Modeny, którego spokój oszacowano już na o
wiele wyższą sumę, zabierając mu przy tym sporo arcydzieł dawnej sztuki włoskiej.
Piętnastego maja, po szaleńczej nieledwie bitwie pod Lodi, generał Bonaparte wkroczył do
Mediolanu. Miasto musiało zapłacić haracz w wysokości dwudziestu milionów w złocie,
ponadto Francuzi brali wszystko, co wydawało im się godne uwagi. Na całym szlaku
przemarszu wojska rekwirowano konie, furaż, ubrania, jednym słowem to, czego
potrzebowała zwycięska armia.
Generał Bonaparte nie poprzestał na zajęciu stolicy Lombardii. Jego żołnierze szli ciągle
naprzód, zajmując po kolei Bolonię, Ferrarę, Rawennę, Imolę i Faenzę.
Piemont osłupiał. Turyn ujrzał triumfalny wjazd francuskich barbarzyńców, obdartych i
brudnych, lecz radosnych, bo upitych włoskim winem i jakże szybką wiktorią.
Turyn, wytworną stolicę Piemontu, zalały wojskowe tabory, furgony, jaszcze z amunicją,
kuchnie polowe, działa, tłumy oberwańców w czerwonych czapkach frygijskich, po części już
umundurowane. Gdzieniegdzie błyskały szlify oficerów o butnej minie, bezczelnie
zaglądających w twarze napotykanych na ulicy kobiet.
Poważne i spokojne zazwyczaj miasto zaznało niespotykanego tu dotąd ruchu, gwaru,
rozgardiaszu, różnorodnej ciżby tarasującej ulice. Wszędzie rozbrzmiewała francuska mowa,
kupcy w obawie przed grabieżą w popłochu zamykali sklepy, barykadowali drzwi i okna.
Wysocy oficerowie zajmowali zarekwirowane dla sztabowców pałace, nie zważając na
protesty właścicieli.
Pewnego popołudnia zjawił się w Roccabruna konny posłaniec od notariusza z listem do
panny de Nanterre. Signor Martini przesyłał Tekli pewną sumę, jakiej mogła potrzebować,
zapewniał o swoim oddaniu sprawom tak szlachetnej klientki i uspokajał jej ewentualne
obawy.
"Nie lękaj się, pani, niczego - pisał. - Francuzom co innego teraz w głowie. Gorsze
wiadomości mam do zakomunikowania hrabiemu. Oto sztab generała Bonaparte [ Pobierz całość w formacie PDF ]