[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- zwróciła się do niej. - O proszę, jaka jesteś ładna... masz przepiękne
włosy, gęste i lśniące. Dziś czeka cię cudowna niespodzianka! - A ona
pomyślała, że zobaczy ojca, który postanowił przyjechać do Rzymu w odwie
dziny, i nie posiadała się z radości.
Z tuzin par tańczyło już na parkiecie. Ona z przyjaciółką, speszone
i rozmarzone, przeniosły się na balkon przy jadalni i stamtąd obserwowały
215
tancerzy. Same z kolei też czuły się obserwowane, udawały, że prowadzą
między sobą ożywioną dyskusję; ale nie przeoczyły ani jednego gestu, ani
jednego donośnego śmiechu, ani jednego wymownego spojrzenia; podlicza
ły każdego, ile tańców miał na koncie, obserwowały, kto tańczył z kim,
i wychwytywały najdrobniejsze szczegóły garderoby.
Przyjaciel jubilatki zbliżał się do balkonu, dwa rozedrgane i zalęknione
serca waliły zgodnie jak szalone. Młody chłopak poprosił przyjaciółkę
do tańca.
Została sama jak palec, najchętniej zapadłaby się pod ziemię.
Wybawienie przyszło ze strony pani domu. - Rachele, chodz ze mną,
pewna dama chce cię poznać. - Udała się za nią, przechodziły przez salę
balową, a ona cały czas miała spuszczony wzrok i unikała tancerzy.
Dorośli usadowili się na krzesłach z jadalni, ustawionych w małym
salonie. Drobna kobieta z ciemnymi oczami wyszła im naprzeciw: - Wy
kapana matka, zarówno sylwetka jak i twarz! Te same śliczne oczy, tylko
że twoje są zielone! Byłaby szczęśliwa, widząc, jaka z ciebie dorosła panna
i taka ładna, biedna Teresa. Tak bardzo cię kochała...
Dziewczęta wróciły na swoje miejsce, z którego wszystko było widać jak
na dłoni. Płyta się skończyła, ale nikt nie zatroszczył się o to, żeby puścić
następną, sala pustoszała. Od strony wejścia dobiegały teraz ożywione
głosy i donośne śmiechy, właśnie przybyła grupa oficerów. Młodzież wprost
kipiała entuzjazmem, znów popłynęła muzyka, wszyscy wrócili na parkiet
i ochoczo dali się ponieść tanecznym rytmom. Pary wirowały, niemal nie
dotykając ziemi.
Całkowicie pochłaniała je melodia i to, co działo się na parkiecie.
Obcasem wystukiwały rytm i taksowały wzrokiem tancerzy, nie oba
wiając się, że zostaną przyłapane, wydawało im się, że są niewidzialne.
Stały plecami do poręczy, ręce trzymały swobodnie z tyłu, miały splecione
dłonie i kołysały się w rytym muzyki. Ona niewinnie się prężyła, przez
co uwypuklały się jej jędrne i krągłe piersi i napinały się pętelki od
guzików bluzeczki, to on tak ją opisał, długo potem, gdy razem roz
mawiali.
216
Szeptała, wsłuchana w muzykę i rozmyślała o swojej matce. Słowa tej
kobiety sprawiły jej radość, a zarazem ją zasmuciły. Nie zachowała żadnego
wspomnienia o mamie, ale znała jej rysy na pamięć, trzymała przy łóżku
jej fotografię.
- Gdzieś ty się schowała, Rachele? Wszędzie cię szukałem!
Młody chłopak w mundurze stanął tuż przed nią. Podskoczyła z wraże
nia. Gaspare. Nie widziała go dokładnie od roku, od kiedy wstąpił do
akademii wojskowej. Od razu się wyprężyła i popatrzyli na siebie. I zaraz
nachyliła policzek do pocałunku.
- Zrobiła się z ciebie piękna dziewczyna! Chodz! - I obejmując ją
w pasie, porwał siostrę do tańca.
Oparła rękę na ramieniu brata, cała sztywna i niepewna, i patrzyła na
niego w takim skupieniu, z jakim przed chwilą myślała o matce, miał
identyczne oczy jak ona, równie bajeczne, jedwabiste rzęsy, te same gęste
brwi i jasną karnację.
- Tylko mi nie mów, że to twój pierwszy taniec, to byłby dla mnie
prawdziwy zaszczyt! - Przytaknęła. Cała się spłoniła.
Jaka jesteś piękna, dziś wieczór jeszcze piękniejsza, Mariu,
w twych modrych oczach migocze roześmiana gwiazda najjaś
niejsza... - I zaczęli tańczyć.
Myliła kroki, deptała mu po nogach, obijała mu się o kolana.
Gaspare wówczas przystanął i powiedział zdecydowanym tonem: - Roz
luznij się i zdaj się na mnie.
Akurat leciał refren. Mów mi o miłości, Mariu. Całe moje życie to
ty tu... Uważnie naśladowała kroki brata, wciąż niespokojna, czy aby
się nie potknie, ale jednocześnie czuła się bezpiecznie w jego ramionach,
właśnie uczyła się tańczyć.
Powiedz mi, że to nie złudzenie... Powiedz mi, że cała jesteś
dla mnie, moje marzenie... Gaspare obejmował ją mocno, pilnując,
by nie pomyliła kroków.
Tu, na twym sercu, nareszcie nie cierpię... Teraz tańczyli w sam
raz do rytmu. On rozluznił uścisk i wykonując obroty, patrzył na nią,
217
jakby jej chciał dodać otuchy. Na co ona się rozpromieniła i radosny
uśmiech już nie schodził jej z twarzy.
- Możesz być spokojna, na początku zawsze tak jest. Masz dobre
wyczucie rytmu, daj mu się ponieść.
Posłuchała go, cała szczęśliwa, i wirowali pośród innych par. Jeden [ Pobierz całość w formacie PDF ]