[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wszystko musi być nagrane na kasetach, w zrozumiałym języku& Przesłuchaj swoje zapisy
i skasuj, co niepotrzebne  wyjaśnił Alvi, kładąc akcent na ostatnie słowo.  A jutro
rano czekaj na mnie ze spakowaną walizką. Odprowaóę cię na pierwszy poziom, do
terminalu.
Na twarzy Alviego malowały się dość mieszane uczucia: trochę żalu, że tak szybko
kończą się niezbyt uciążliwe obowiązki przewodnika, ale też i trochę ulgi. Widocznie
polecono mu tak pokierować sprawą, by kłopotliwy gość z własnej woli jak najszybciej
wyniósł się z Paradyzji.
 W każdym razie  pomyślał Rinah, gdy twarz Alviego zniknęła z ekranu  znów
udało mu się urwać na cały óisiejszy óień!
 Trudno być poetą  pomyślał Nikor odkładając mikrofon i westchnął żałośnie.  Skąd
ja im wezmę trzy wiersze na miesiąc?
. Paradyzja 62
W świecie, góie każdy na co óień biegle posługiwał się pełną gamą poetyckich prze-
nośni, aluzji i kwiecistych az dla ukrywania prostych myśli w gąszczu słów, trudno było
wydumać coś naprawdę oryginalnego, zwłaszcza pod naciskiem nieubłaganej normy mie-
sięcznej. Nie chcąc przy tym uchoóić za kretyna w oczach słuchaczy, wypadało mówić
koalangiem tak, aby utwór gładko przeciekł poprzez sito komputerowej analizy przyspa-
rzając dodatnich punktów, i równocześnie zawierał dobrze ukryte treści przeznaczone dla
inteligentnego odbiorcy.
Nikor przełuchał nagraną taśmę, potem przewinął do początku i skasował.
 Na nic!  warknął, wyłączając dyktafon.
Opadł na fotel, przymknął oczy i poruszając wargami, w myślach próbował od nowa
sklecić stro zaplanowanego utworu na temat radości i dumy, jaka rozpiera każdego
Paradyzyjczyka na samą myśl o wspaniałości świata, w którym żyje.
Rozbolała go głowa, sięgnął więc do kieszeni po plastykową buteleczkę i wytrząsnąw-
szy na dłoń dwie tabletki, powlókł się w stronę łazienki, by popić je wodą. W ostatniej
chwili spojrzał przypadkiem na tabletki.
 O, do licha& Zapomniałem o tym&  mruknął, szybko schował jedną z tabletek
z powrotem do fiolki i wyjął inną.
Tajemnicza szara tabletka, niewiele różniąca się rozmiarami od zwykłego proszku od
bólu głowy, wywołała z pamięci obraz ostatniego dnia pobytu na Tartarze.
Wtedy, w podnieceniu i euforii, nie zastanawiał się, co oznaczały słowa Bloma, wy-
powieóiane przy pożegnalnym uścisku dłoni.
 Zachowaj swój gniew  powieóiał towarzysz z lochów Złotej %7łyły, stary czło-
wiek o łagodnym spojrzeniu zmęczonych oczu.  Nikt nie może ci go wydrzeć. Kiedyś
złożymy razem cząstki tego gniewu, rozproszone po segmentach i piętrach. Wielu stąd
wraca, niosąc w sobie swój gniew  bezsilny, gdy osamotniony, lecz w sumie z innymi
potężny i gorętszy niż tysiąc słońc&
Było w tych słowach coś niezrozumiałego i choć można je było rozumieć dosłownie,
Nikor próbował je teraz raz jeszcze na nowo przywołać jak najdokładniej z pamięci. Czyżby
to był koalang? Nie przyszło mu to wówczas do głowy, na Tartarze mówiło się zwykłym
językiem, tam nie sięgały uszy Systemu Zabezpieczeń&
Kiedy Blom puścił dłoń Nikora, pozostała w niej ta właśnie tabletka.
 Schowaj albo nawet połkn3 w razie potrzeby  dodał cicho Blom.  Przeleci
przez przewód pokarmowy najdalej w ciągu doby, jest baróo ciężka.
 Co to jest?  spytał wówczas Nikor, chowając tabletkę.
 To jedyny, ostatni środek, jaki można zaaplikować choremu światu  uśmiechnął
się Blom.  Nie zgub, nie pokazuj nikomu. Oddasz temu, kto zapyta cię, czy masz
lekarstwo na klaustrofobię.
Tabletka była rzeczywiście wyjątkowo ciężka. Blom nie wyjaśnił, czym jest i jak się
u niego znalazła. Nikor wieóiał tylko tyle, że Blom przybył do Złotej %7łyły z innego
miejsca pracy, z zakładu wzbogacania rud czy czegoś podobnego.
Nikor przypomniał sobie wówczas urmana o imieniu Lars, który óiesięć lat wcześniej
demonstrował sztuczki z pestką podczas lotu w stanie nieważkości. Podobnie jak tamten
pestkę, Nikor ukrył tabletkę pod językiem, gotów ją połknąć w razie zbyt szczegółowej
kontroli. Obeszło się bez tego, strażnicy na kosmodromie nie bawili się w dokładne re-
wizje. Nikt spośród wracających górników nie mógł mieć przy sobie ani grama złota.
Dbały o to coóiennie ultradzwiękowe czujniki przy wyjściu ze sztolni.
 Ciekawe, co to jest?&  Nikor schował fiolkę do kieszeni.  Może kiedyś się
dowiem& 
 Witaj w innym świecie!  powieóiała Zinia wchoóąc do betonowej komory, góie
przed chwilą wprowaóono Rinaha.
Była óiwnie podniecona, napięta, brak jej było tej pewności siebie, którą demon-
strowała w Paradyzji. Rinah czuł, że óiewczyna chce mu coś powieóieć i równocześnie
odwleka tę chwilę.
. Paradyzja 63
 Tutaj możemy normalnie rozmawiać!  powieóiała wskazując na ściany.  Ten
beton jest ślepy i głuchy, nie ma tu żadnych pętli ani anten. To naprawdę inny świat.
 Nie ma tu także żadnych huraganów, trzęsień ziemi ani straszliwych kataklizmów
 podjął tym samym tonem.  Są tylko paskudnie niebezpieczne kopalnie&
Spojrzała na niego rozszerzonymi oczami.
 Wieóiałeś?  wyjąkała.
 Domyślałem się.
 Miałeś rację  uśmiechnęła się.  Nie muszę ci tłumaczyć, co to oznacza. Skinął
głową i podsunął jej krzesło.
 Nie wiem tylko, góie jestem.
 To stara stacja oceanograficzna, niedaleko wybrzeża, na szelfie. Kilkanaście me-
trów pod wodą. Pewnie powieóieli ci, że to jedno z nielicznych bezpiecznych miejsc na
Tartarze.
 Tak powieóieli. Sąóę jednak, że choói im o to, żebym stąd nie wyszedł i nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]