[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Dziewczyno...
On tak zawsze do niej mówił. Poczuła, że zaraz pęknie jej
serce. Jak miała to wytrzymać?
- Jak?!!! - Płakała, wtulając twarz w poduszkę. - Jak mam to
wytrzymać???
%7łałość płynęła z niej strumieniami łez, które znaczyły
policzki i moczyły poduszkę. Jak mogła się tak zakochać? Jak
mogła oddać swoje serce mężczyznie, który chyba nie miał
serca! Albo zapomniał, co to znaczy je mieć! Teraz była na
niego wściekła, a jednocześnie kochała go, wciąż go kochała.
Boże... co ma robić, co ma dalej ze sobą robić?!!! Tak bardzo
się starała trzymać w pionie, nosić głowę wysoko, chociaż
słyszała te wszystkie uszczypliwości, rzucane mimochodem,
że stare panny zabierają czyichś mężów, że najpierw jeden,
potem drugi, a może obaj naraz? Zaczepki od samotnych
facetów, którzy w niewybredny sposób proponowali szybki
numerek, bo przecież co jej szkodzi. Pełne potępienia
spojrzenia starszych mieszkanek, które zamiast intere-
sować się wiecznie pijanymi synami, pozostającymi na ich
utrzymaniu, widzą u innych tylko to, co chcą widzieć. Ale ona,
Monika, starała się być ponad to. Ewka i Sylwia twardo przy
niej stały, zyskała także zupełnie nieoczekiwanego sojusznika
w osobie matki. I co z tego, skoro wystarczyło jedno słowo, a
rozsypała się jak domek z kart. Na zewnątrz silna, w środku
słaba i bezbronna. Przez niego! Wszystko w niej drżało, czuła
się słaba, jak nigdy wcześniej. Przeklinała dzień, w którym
zawitał do jej miasteczka.
Płacząc i bijąc się z myślami, nie słyszała pukania do drzwi.
Dopiero gdy znalazła się w silnych objęciach, zorientowała się,
że nie jest sama.
- Nie płacz, Moni. Błagam... Kurwa, zabiłbym siebie i jego za
to wszystko...
Grzesiek trzymał ją w objęciach i starał uspokoić. A ona...
Wreszcie tamy puściły. I płakała, wyrzucając cały swój żal,
tęsknotę, niespełnione marzenia, oczekiwania, przeszłość i
terazniejszość. Jej dzieciństwo, brak ciepła rodzinnego, jej
pierwszą miłość, która ją zdradziła, jej dojrzałą miłość, która
uciekła. Czy była przeklęta? Skażona? Co zrobiła???
- To nie ty. To nie twoja wina - szeptał Grzesiek, głaszcząc jej
wstrząsane łkaniem plecy. -To my, ten świat, ludzie. Ty nie
jesteś niczemu winna. Jesteś ofiarą w tym wszystkim. Monika!
- Ujął jej twarz w dłonie i zmusił, aby na niego spojrzała. - To
my jesteśmy nic niewarci. Ty za-
wsze byłaś sobą. To ja się ugiąłem. A on... - Zacisnął zęby. -
Jest skończonym idiotą!
- Mam tego dość. Muszę coś zrobić, bo oszaleję.
- Wiem. Czułem dokładnie to samo. To, co było, jest już za
nami. Chyba czas, aby zająć się przyszłością. I aby to zrobić,
powinnaś stąd wyjechać. To miejsce nakłada na nas okowy.
Kajdany. Ta eklektyczna swojskość jest niczym innym jak
więzieniem. Już dawno to odkryłem.
- Ja też. Ale nie zostawię matki.
- Monika - powiedział, patrząc jej w oczy -twoja matka jest
bardzo silną kobietą. Poradzi sobie. A ty zacznij myśleć o
sobie. Tylko o sobie.
- Pewnie masz rację... - szepnęła, ocierając mokre policzki. -
Przepraszam za ten występ.
- Za każdym razem, gdy widzę łzy w twoich oczach, mam
ochotę urwać sobie ten durny łeb.
- Też wiele razy miałam na to ochotę. Grzesiek się
uśmiechnął.
- Pięknie wyglądasz. Masz śliczne włosy.
- Teraz wyglądam jak ofiara przemocy domowej - mruknęła.
- I tak pięknie. Czemu chciałaś się ze mną spotkać?
- Muszę ci coś opowiedzieć. To dotyczy twojego ojca i mojej
matki.
Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony.
- Jest coś, co ich dotyczy? - zapytał. -1 to bardzo dużo.
Gdy opowiadała mu historię ich rodziców, nie przerywał,
tylko słuchał. Jego twarz przypominała maskę, wszystkie
uczucia schował chyba głęboko w środku, bo nawet
najmniejszy grymas nie zmienił wyrazu jego oblicza. Monika
skończyła i rozłożyła dłonie.
- Byliśmy skazani na porażkę. Po tym, co zrobili nasi
rodzice... Nie mieliśmy szansy, Grzesiu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]