[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Kilka sekund potem drzwi zamknęły się z leciutkim świstem i powoli zaczynaliśmy nabierać
szybkości w drodze do naszego przeznaczenia.
Teraz pozostało tylko modlić się, żeby podróż nie była zbyt długa, bo zapasy żywności Huona
nie wyglądały już zbyt obficie.
Kiedy tak przyglądałem się światłu odbitemu w szybach naszego wagonu doszedłem do
wniosku, że od czasu lądowania na tej planecie jedna rzecz uległa zupełnej zmianie. Na
początku, zaraz po wylądowaniu, byłem zwykłym astronautą poznającym nową planetę.
Spotkanie Obrona i Dahut pokazało mi, że oboje mogą stanowić zagrożenie dla naszej
Konfederacji. Teraz, kiedy przekonałem się, że popełniono tutaj zbrodnię ludobójstwa, stałem
się inspektorem przeprowadzającym śledztwo w celu odkrycia i w miarę możliwości ukarania
zbrodniarza odpowiedzialnego za śmierć tej cywilizacji. To zadanie lekko mnie przerażało.
Nie byłem do niego przygotowany. Poza tym zyskałem dodatkowy motyw, żeby tu zostać i
dalej kontynuować swoją misję. Czułem się odpowiedzialny wobec współbraci Huona. Tylko
my dwaj wiedzieliśmy o niebezpieczeństwie, które im mogło w każdej chwili ponownie
zagrozić. Nie miałem sumienia pozostawić ich przeznaczeniu.
Wtedy właśnie zapytałem Huona o jego wiek. Sarn nie wiem skąd mi to pytanie przyszło do
głowy.
- Piętnaście lat. A bo co?
- Piętnaście lat! Nieprawdopodobne. Sądząc po czasie trwania doby na tej planecie
ludzie powinni tutaj żyć około stu lat a androidy do pięciuset.
- Jakie to może mieć znaczenie?
- To jest dowód na to, że długość waszego życia została świadomie skrócona. O ilu
pokoleniach mówią wasze najstarsze kroniki?
- Jakichś dziesięciu...
- Czyli wasza cywilizacja istnieje zaledwie dwa wieki. Znowu zagadka. Dlaczego tak
skrócono czas trwania waszego życia? Czy wiecie coś o innych ludach zamieszkujących
wasze kontynenty?
- Nie... Nie licząc legend o wyspach nigdy nie słyszałem o żadnych innych istotach.
- Dziwne. A przecież ta planeta nie stała pusta przez dwa wieki. A ta trójka, która wami
rządzi... jak długo oni żyją?
- No wiesz! Ich czary dały im nieśmiertelność.
- To ciekawe. Mam chyba wreszcie dowód na to, że Oberon, Wodan i Dahut należą do
innej rasy. Zaczynam wreszcie coś niecoś rozumieć. Stworzyli was, zęby zaludnić pustą
planetę, ale nie zależy im na tym, żebyście żyli zbyt długo. Do czego możecie im być
potrzebni? Znów zagadka.
- Sądzisz, że potrzebują nas do czegoś? Tak naprawdę to prawie wcale nie wtrącają się
w nasze sprawy.
- Ale doskonale wiedzą, co się u was dzieje?
- Oczywiście. Czasami Oberon wysyła wiadomość do cesarza polecając mu rozpocząć
wojnę z niewiernymi...
- A w czasie walki jest dużo zabitych?
- Oczywiście.
- Mało elegancki sposób pozbycia się nadmiaru ludności. Nie chcą żebyście się stali
zbyt liczni. Znów coś niezrozumiałego. Wasze kontynenty mogłyby pomieścić dziesięć razy
tyle ludności. Nawet więcej przy odpowiedniej wiedzy i środkach techniki.
Znowu straciłem nadzieję dowiedzenia się czegoś konkretnego. Pociąg kilkakrotnie
zatrzymywał się na pustych stacjach innych miast, ale postanowiłem dojechać nim aż do
końca. Może tam znajdzie się jakiś statek którym odpłyniemy na kontynent.
Po trzech kolejnych przystankach pociąg zanurzył się pełną szybkością w tunelu i nic nie
wskazywało na to, żeby w pobliżu była jakakolwiek stacja. Oczywiście dalej nie miałem
pojęcia dokąd jedziemy.
Zwiedziłem cały skład nie napotykając nawet szczura. Wróciłem więc do naszego wagonu i
razem z Huonem zjedliśmy trochę, obaj zrezygnowani.
%7łeby jakoś zabić czas zająłem się badaniem mojego przyjaciela. Bez trudu odkryłem
przyczyny jego krótkiego życia. Te androidy miały tylko jedną nerkę. Ich organizmy z dużym
trudem eliminowały odpadki a poziom mocznika w jego ciele zbliżał się niebezpiecznie do
krytycznego. Usunięcie tego nie było zbyt skomplikowane. Wystarczyło przeszczepić drugą
nerkę albo okresowo czyścić krew. Na razie dałem mu pudełko katalizatorów chemicznych,
które same w sobie powinny podwoić czas jego życia. Wystarczyło zażywać je doustnie co
jakiś czas. Wyjaśniłem mu działanie tego leku i rycerz zaczerwienił się lekko, dziękując mi.
Potem zapytał z niepokojem czy wolno mu będzie dzielić się tą magiczną pastylką z jego
żoną, na co oczywiście musiałem się zgodzić.
Ponieważ nasz pojazd nie sprawiał wrażenia, że zamierza się w najbliższym czasie [ Pobierz całość w formacie PDF ]