[ Pobierz całość w formacie PDF ]

domu, chcę dalej się z Tobą widywać.
- Chcesz? - jej serce się radowało, każdy nerw skakał z radości, a jej
mózg  psujący zabawę  jak zawsze, kwestionował wszystko 
Myślałam, ze nie chcesz żadnego rodzaju poważnego związku.
- Yeah, też tak myślałem  popatrzył w stronę zachodzącego słońca  Ale
zmieniłem zdanie.
Uśmiechnęła się, nie nie powiedziała nic ze strachu i stchórzyła, że
odepchnie go i zniszczy cudowną chwilę.
- Więc, ah... co myślisz? - zapytał po chwili ciszy.
Zaśmiała się  Myślę,że możemy coś wypracować.

Doug zajął miejsce na siedzeniu pasażera w drodze powrotnej do domu,
bardziej zadowolony niż wtedy gdy jechali w piątek do Vermont. Ale teraz,
wszystko się zmieniło. Spędził miło czas, ale wracał do domu z kobietą z
którą miał nadzieję, że spędzi resztę życia.
Jej rodzina była lekko szurnięta, ale był najlepszy czas jego życia. Nawet
wtedy kiedy Rachel rozmazała mu na twarzy kawałek zółtego torta., dobrze
się bawił. W sumie, przypomniał sobie jak rozprowadza wypiek na całym jej
ciele i zlizuje go. Kawałek po kawałku. Sprawił, że krzyczała jego imię zanim
skończył, a gdy doszła, potwórzył wszystko od nowa.
Oczyścił swoje gardło, jego chciało natychmiast stwardniało i rozbolało. Dwie
godziny jazdy wewnątrz Rachel puszki  tuńczyka  na kółkach nie było
dobrym czasem na takie myśli. Doprowadzały tylko do dyskomfortu, nie
tylko w jeden sposób.
Rachel spojrzała na niego  Wszystko w porządku?
- Yeah, tylko myślę.
- O czym?
Kochał w niej wszystko. Jej niedoskonałości tworzyły z niej idealną kobietę
dla niego19. Pasowali do siebie. Nie mógł opisać tego w inny sposób. Chciał
spedzić dużo czasu z tą kobietą. Może nawet wieczność.
- Mógłbym się w Tobie zakochać.
Rachel westchnęła w ostym oddechu, jej uścisk zacisnął się na kierownicy. I
wtedy się uśmiechnęła.
- Więc co Cię powstrzymuje?
%7ładana cholerna rzecz.
19 Rozpływam się
Epilog
Doug zatrzymał się przed wystawową szybą sklepu jubilerskiego,
przyciągając Rachel do siebie. Była połowa grudnia, noc była przejrzysta i
zimna, ulice były ozdobione świątecznymi dekoracjami. Płatki śniegu
migotały w powietrzu, tańczyły jak malutkie wróżki w nocy, część z nich
osiadała na jej rzęsach i grzywce. Odganiała mrozną wilgoć.
Ciaśniej objęła się płaszczem by ochronić się przed chłodem. Doug objął jej
ramiona. Ten mężczyzna był niesamowity. Zawsze wiedział czego
potrzebowała  nawet w cieżkich chwilach. Od miesięcy byli razem, wiele
razy dochodziło do nieporozumień między nimi  w szczególności gdy się
wprowadziła do jego mieszkania we wrześniu  ale godzili się tak dobrze jak
się kłócili. Może nawet lepiej.
- Co myślisz o tym? - zapytał.
Nachyliła się bliżej i przyjrzała się biżuterii na widoku w oknie 
Bransoletka? Zliczna. - Właściwie, urocza. Jeśli planuje jej ją kupić, nie
będzie miała obiekcji.
- Nie bransoletka, głuptasie. Obok niej.
Przeniosał swój wzrok z niesamowitej bransoletki do  pierścionka?
Diamentowego pierścionka? Jej oddech ugrzązł w gardle, ale odmówiła sobie
ekscytacji na razie. Mógł nie myśleć o tym o czym miałą nadzieję, że myśli.
Mógł mówić o czymś zupełnie innym. Może jego matka chciała diamentów na
Gwiazdkę.
- Bardzo ładne  powiedziała nonszalancko.
- Aadne, huh? Czy któryś podoba Ci się bardziej?
Bardziej? Do czego on zmierza? Przekłnęła gulę, która utworzyła się w jej
gardle. - To zaręczynowy pierścionek, Doug.
- Yep. Na pewno. - zaszedł ją od tyłu i objął ramionami ją w pasie, kładąc
podbródek na jej ramieniu. - Więc, podoba Ci się czy nie?
Zimno przebiegło wzdłuż jej kręgosłupa i motylki zaczeły latać w jej brzuchu.
Zwilżyła swoje usta czubkiem języka. - Zazwyczaj zaczyna się rozglądać za
takimi rzeczami gdy się planuje oświadczyny.
- Znowu prawda. Wow, lotna dzisiaj jesteś.
Poczuła jego chichot bardziej niż usłyszała gdy jego pierś zadrżała za jej
plecami. [ Pobierz całość w formacie PDF ]