[ Pobierz całość w formacie PDF ]

śmiech zmarłej Clare. Ten słodki dzwięk zdawał się mówić, że wolno mu robić
R
L
T
wszystko, aby znalezć przyjemność, Daphne bowiem podzieli ją razem z nim. Popatrzyła
na niego spod na wpół przymkniętych powiek. Rozwiało się złudzenie, jakie żywił, że
będzie mógł traktować ją jak nieznajomą bezimienną kobietę. Daphne patrzyła na niego
jak oblubienica. Niewinnie, lecz bez lęku. Nawet jeśli tego nie pragnął, oddawała mu się
dlatego, że znalazła dla niego miejsce w swoim sercu. Przez chwilę zdawało mu się
nawet, że Daphne jest niczym oddana ciałem i duszą żona. Nie było nic złego ani
grzesznego w tym, czego pragnął.
Odwzajemnił jej uśmiech.
- Nie podoba mi się, że jest ci zimno z powodu mojej niedbałości. Ukryjmy się w
pościeli, ogrzeję cię.
Tim odchylił koc i położył się obok Daphne, którą zaczął pieścić na rozmaite
sposoby. Gdy wzdychała z rozkoszy, wziął ją z poczuciem, że stanowią jedność. Potem
uznał, że nie powinien się tak spieszyć, bo akt miłosny zakończył się za wcześnie, ale
Daphne wtuliła się w niego i westchnęła z zadowoleniem.
Tim pomyślał, że skoro wyznał jej prawdę o śmierci Clare, powinna się spakować
w panice i odjechać. A jednak wciąż była, mało tego, leżała u jego boku. Zresztą jego
zachowanie poprzedniego wieczoru też powinno wystarczyć do tego, by wypłoszyć ją z
domu. Spojrzał na jej twarz, otoczoną kasztanowymi włosami. Rozpuszczone podobały
mu się bardziej, niż gdy były związane w kok. Daphne zasługiwała na to, by wylegiwać
się w jedwabiach przy ogniu buzującym na kominku. Mógł jej to dać. Przenieść ją na dół
do sypialni dla gości, ubrać w atłasowe suknie, obsypać klejnotami. Zostać u niej do
rana, a potem nakarmić ją na śniadanie brzoskwiniami i cieszyć się, że zlizuje mu z
palców ich sok. Wtedy jednak Daphne zajęłaby całkiem jawnie pozycję kochanki.
Czy mógłby wtedy spojrzeć sobie w oczy?
Tymczasem czekała na niego skulona na poddaszu po całym dniu zajmowania się
jego dziećmi. Rozumiał, że zmęczenie pracą może przynosić satysfakcję, ale nawet w
najgorszych okresach swojego życia znał taki stan jedynie z wyboru. Być zmuszonym do
przyjęcia posady, by zapewnić sobie środki do przeżycia, to zupełnie co innego niż po-
dejmowanie pracy z własnej woli i dla zaspokojenia ciekawości czy ambicji.
R
L
T
Daphne ocknęła się z drzemki i zwróciła wzrok na Tima, który przygarnął ją do
siebie jeszcze bliżej i znowu oddał się rozważaniom.
Jego wyznanie Daphne po prostu przyjęła do wiadomości. Nie robiła uników, nie
uciekała przed prawdą, chociaż tak postąpił jego przyjaciel, Widocznie mu wybaczyła,
chociaż on sam nie potrafił tego uczynić. A jednak był to dla niego znak. że przebaczenie
jest możliwe. Chwycił się nadziei, że istnieje sposób, by nie zadręczać się przeszłością i
skierować myśli oraz działania w przyszłość.
Uprzytomnił sobie, że istnieje bardzo prosty sposób na to, aby zapewnić Daphne
ciepło, nie narażając jej reputacji. Gdyby przyjęła jego oświadczyny, wiedząc, do czego
był zdolny, wtedy mógłby puścić swoje winy w niepamięć i starać się zasłużyć na jej
miłość. Nigdy więcej nie wspomnieliby o Clare ani o czasach poprzedzających przybycie
Daphne do jego domu.
Mógł zacząć wszystko od nowa.
Daphne tuliła się do niego i znów oparła mu głowę na piersi zmorzona snem.
Pocałował jej włosy.
- Jesteś zmęczona. Nie powinienem zakłócać ci wypoczynku.
- To nic takiego. - Ziewnęła. - Dzieci...
- Lubisz je? - spytał.
- Tak. - Wydawała się zaskoczona. - Było trochę trudności na początku, ale dzieci
są zdolne i miłe. Sophie jest kochana.
- To dobrze. Wydaje mi się, że dzieci też cię polubiły.
Przynajmniej jedna przeszkoda znikła. Nie mógłby przecież jej zapytać, czy spędzi
z nim życie, gdyby nie akceptowała dzieci innej kobiety.
- A czy ty mnie lubisz? - zapytała Daphne, całując pierś Tima.
- Tak się składa, że bardzo. - Odchylił jej głowę i pocałował ją w usta, po czym
zapytał: - Czy mam wierzyć, że ty także mnie polubiłaś?
Całował ją teraz po szyi.
- Owszem, i to bardzo, odkąd przestałeś mnie straszyć.
Ten dzień przyniósł wielką odmianę. Tim zbudził się przecież przekonany, że
należy zwolnić pannę Collins z obowiązków pełnionych w jego domu. Teraz zależało mu
R
L
T
wyłącznie na tym, by wystrzegać się przed uczynieniem czegoś, co skłoniłoby Daphne
do wyjazdu.
- Czy to było takie oczywiste, że chciałem cię wypłoszyć? [ Pobierz całość w formacie PDF ]