[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Ŝycie, a co dopiero płacić komorne.
– PrzecieŜ stanowimy jedną rodzinę. Nie martw się płaceniem za
mieszkanie. A jeśli mowa o pracy, to masz jeszcze czas. Dopiero co straciłaś
męŜa. Musisz się otrząsnąć. Potem zdecydujesz, co robić z resztą Ŝycia.
Merri pragnęła teraz tylko jednego. Móc patrzeć na Logana, nie marząc
jednocześnie o tym, by znaleźć się w jego ramionach.
– Dobrze – odparła. – Ale pod jednym warunkiem. Jeśli uznasz, Faith, Ŝe
jednak powinnam wyjechać, natychmiast powiesz mi o tym. Ja zrobię to samo.
– To brzmi sensownie – z uśmiechem odparła Faith. – A teraz, moja droga,
zaspokój nienasyconą ciekawość matki i opowiedz mi o moim synu, o czasach,
gdy był męŜczyzną.
Logan zwlekał z powrotem do domu. Jego firma dobrze prosperowała.
Zatrudniał trzy ekipy budowlane i niewielką grupę robotników zajmujących się
pracami wykończeniowymi.
Gdy firma Powers Construction budowała dom, robiła to nadzwyczaj
sumiennie i solidnie, dbając o wszelkie szczegóły. Usatysfakcjonowany klient
otrzymywał wszystko zapięte na ostatni guzik. Idealne porządki. Nigdzie nie
walały się pozostawione gwoździe ani kawałki izolacji czy inne materiały.
Dziś Logan teŜ nie znalazł Ŝadnych usterek. Jego pracownicy doskonale
wykonali swą robotę. O dziewiątej wieczorem, gdy robiło się ciemno, skończył
inspekcję w ostatnim domu połoŜonym w południowej części Rachel. Zgodnie z
planem wprowadzi się tu jutro rodzina Williamsów. Logan czuł satysfakcję z
powodu dobrze wykonanego zadania. Och, Williamsowie z pewnością zapomną,
Ŝe marudzili, bez końca wybierając do domu świeczniki. Za dwa lub trzy lata z
trudnością będą potrafili sobie przypomnieć, kto budował im dom. Dla Logana
nie miało to jednak Ŝadnego znaczenia. Wiedział, Ŝe to jego dzieło, i tylko to się
liczyło. Ta satysfakcja znaczyła więcej niŜ zarobione przez firmę pieniądze.
Logan mógł powiedzieć, Ŝe część jego Ŝycia związana z pracą układała się
dobrze. Działalność zawodowa była interesująca i dawała pełne zadowolenie.
Myślał o tym, kierując się w stronę rodzinnego domu. Mimo to czuł dziś wokół
siebie pustkę przesyconą goryczą. A wszystko dlatego, Ŝe matka zrujnowała mu
spokój ducha.
Myśl o Meredith sprawiła, Ŝe nagle ujrzał przed oczyma jej twarz.
Przytrzymał mocniej kierownicę cięŜarówki. Przez te wszystkie lata nic się nie
zmieniło. Tak jak niegdyś, ta kobieta rzucała jakiś urok i owijała sobie kaŜdego
wokół małego palca. Nadal nie miał pojęcia, jak to się jej udawało. Wszędzie
wprowadzała niepokój i chaos, pomyślał z goryczą. Dziś rano nie był nawet w
stanie wypić spokojnie filiŜanki kawy we własnym domu.
Co w tej sytuacji pozostawało do zrobienia? Nawał obowiązków sprawił,
Ŝe przez cały dzień nie miał czasu o tym w ogóle pomyśleć. Teraz, gdy
nieuchronnie zbliŜał się do domu, musiał stanąć twarzą w twarz z ponurą
rzeczywistością. Nie mógł sobie pozwolić na luksus niemyślenia.
Meredith i jej syn osiądą w Rachel i zamieszkają u jego matki. Czy, jeśli to
się stanie, powinien pozostać w domu? Chyba nie. Z drugiej jednak strony
opuszczenie matki nie wydawało mu się moŜliwe. PrzecieŜ jej pomagał. Miała w
nim stałe oparcie. Finansowo radziła sobie nieźle. Dochód z farmy i wojskowa
emerytura po zmarłym męŜu wystarczały na Ŝycie. Obecność Logana w domu
była jednak matce niezbędna. Wiedział, Ŝe Faith uwielbia rodzinną atmosferę.
Kochał matkę i szanował. Nie chciał więc w Ŝadnym razie osłabiać istniejących
między nimi więzów. Cały problem polegał na tym, Ŝe jeśli będzie musiał
codziennie oglądać Meredith, nie zazna ani chwili spokoju.
Jaka szkoda, Ŝe się nie zmieniła. Mogłaby stać się gruba i nudna. Nic z
tego. Meredith wprawdzie dojrzała, ale fizycznie nadal była młoda. Miała niemal
chłopięcą figurę. Była zgrabna, wiotka i pełna gracji. A na dodatek bystra i
inteligentna. Stała się w pełni kobietą. Logan wiedział, Ŝe w większości spraw nie
będzie się z nią zgadzać. Potrafiła jednak rozbudzić jego poŜądanie. Bardziej niŜ
jakakolwiek inna kobieta. Los mu więc nie sprzyjał.
W świetle reflektorów na drodze ukazała się nagle jakaś postać. Ktoś szedł
drogą. A poniewaŜ o tak późnej porze ruch bywał tu niewielki, Logan domyślił
się, kogo ma przed sobą.
Zahamował ostro. Zatrzymał samochód i opuścił szybę.
– Co tu robisz, do diabła? – zapytał ostro. Na widok Meredith od razu
ogarnęła go złość. – Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak niebezpiecznie jest
chodzić tu samej po ciemku?
Spojrzała w niebo, a potem zajrzała przez otwarte okno cięŜarówki.
– Chciałam z tobą porozmawiać przez chwilę poza domem.
– Coś jest nie w porządku? – zapytał. Zaniepokoił się nagle, czy matce nie
stało się coś złego.
– A czy coś jest w porządku? – odparowała z lekką ironią.
Zirytowała go. Miał za sobą długi i cięŜki dzień. Był głodny, spragniony i
marzył o gorącym prysznicu. Czy musiał przedtem staczać słowną walkę z tą
kobietą? Spojrzał na Meredith.
– Wsiadaj – mruknął.
Kiedy wsunęła się na siedzenie obok kierowcy, zjechał na miękkie,
trawiaste pobocze i zatrzymał samochód. Starał się nie patrzeć na pasaŜerkę.
ZauwaŜył jednak, Ŝe ma na sobie obcięte krótko dŜinsy i wydekoltowaną bluzkę.
Nie zamierzał patrzeć w jej stronę, by nie zauwaŜyła, Ŝe go podnieca. [ Pobierz całość w formacie PDF ]