[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nieuchronne, to była tylko kwestia czasu.
- Czyżby?
- Czyżbyś oczekiwał, że zgodzę się utrzymywać tamten układ przez
następne pięć lat? - spytała marszcząc brwi. - Jeśli tak, to grubo się pomyliłeś.
- Dlaczego nie? Mogłem ci dać wszystko, czego chciałaś, z wyjątkiem
małżeństwa.
- Ponieważ już byłeś żonaty.
- Wiedziałaś o tym, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Wprawdzie
myślałaś, że zamierzam się rozwieść z Marilyn, ale faktem jest, że wtedy
byłem jeszcze żonaty. Boże, nie mogę uwierzyć, że małżeństwo było dla
ciebie tak ważne, i że z tego powodu zniszczyłaś nasz związek!
- Dlaczego cię to dziwi? Prawie wszystkie kobiety pragną stabilizacji,
męża i dzieci.
- Miałaś już męża i będziesz mieć dziecko. Niestety, nie jednocześnie,
pomyślała Shay. Wyobraziła sobie, jak byłoby wspaniałe, gdyby Rick był
126
teraz przy niej. Troszczył się o nią już w pierwszych miesiącach ciąży. Niemal
każdego dnia kupował jakąś zabawkę dla jeszcze nie narodzonego dziecka.
Shay żartowała, że jeśli tak dalej pójdzie, to w dziecinnym pokoju zabraknie
miejsca dla niemowlaka. Oboje uśmiali się z tego żartu.
- Wrócę wcześnie, a gdybyś czegoś potrzebowała, pani Devon będzie u
siebie na górze - powiedział Lyon, patrząc na nią zwężonymi oczami. Shay
miała wrażenie, że Falconer odczytuje jej myśli. Zachowywał się tak, jak
zatroskany mąż zostawiający w domu ciężarną żonę. Nie zamierzała pozosta-
wić tego bez komentarza.
- Możesz wrócić, kiedy ci się podoba - oświadczyła. - Poza tym nie
musisz mnie informować, gdzie jest moja gosposia.
Była przygotowana na to, że Lyon znów się zezłości, ale on uśmiechnął
się tylko z satysfakcją i pogłaskał ją po policzku. Wyszedł z pokoju. Shay
patrzyła, jak lekko zbiega po schodach. Przed wyjściem pożegnał się jeszcze z
panią Devon.
Dopiero w tym momencie zrozumiała, co go tak ucieszyło. Przecież
właśnie pozwoliła mu zostać na noc! Dała się sprowokować i zrobiła to, czego
chciał!
Nie powinnam była tyle spać w ciągu dnia, pomyślała. Już od
dłuższego czasu przewracała się na łóżku. Spojrzała na zegarek. Było dobrze
po północy.
Shay wiedziała jednak, że cierpi na bezsenność nie tylko dlatego, że
dużo spała w ciągu dnia. Nie mogła przestać myśleć o tym, że w sąsiedniej
sypialni Zpi Lyon.
Szwagier wrócił koło jedenastej. Shay słyszała, jak kręci się po pokoju.
Poszedł do łazienki wziąć prysznic. Potem usłyszała, jak skrzypnęło jego
127
łóżko. Rejestrowała każdy dzwięk, dochodzący z sąsiedniego pokoju. Nie
mogła spać, bo nie potrafiła uwolnić się od poczucia jego obecności.
Pomyślała, że dobrze jej zrobi ciepła kąpiel. Miała nadzieję, że w
wannie zdoła się odprężyć. Nie powinna dopuścić, żeby obecność Lyona tak
na nią działała. Przecież przez pierwsze dwa lata małżeństwa mieszkała z nim
pod jednym dachem, czemu zatem teraz nic mogła się uspokoić? Oczywiście
dlatego, że nie było przy niej Ricka! Skoro Lyon bez skrupułów przyszedł do
jej sypialni w Falconer House w nocy po pogrzebie, to dlaczego miałby się
wahać teraz?
Kąpiel ogromnie jej pomogła. Shay zupełnie zapomniała o Lyonie. Po
wyjściu z wanny wróciła do sypialni, położyła się na łóżku i rozpoczęła
codzienne nacieranie ciała oliwą. Dzięki temu udało się jej uniknąć rozstępów
skóry.
- Co robisz? Niewiele brakowało, a upuściłaby butelkę z oliwą. Jak
Lyon śmiał wkradać się do jej sypialni? Czuła na ciele jego palące spojrzenie.
Pośpiesznie narzuciła szlafrok.
- Jak śmiesz wchodzić do mnie bez uprzedzenia? - krzyknęła z
oburzeniem. Miała wrażenie, że jest zupełnie bezbronna.
- Usłyszałem szum wody - powiedział Lyon i zbliżył się do niej. - Co
robiłaś, gdy wszedłem tutaj? - spytał ponownie.
Zatrzymał się tuż przy łóżku. Shay z przykrością uświadomiła sobie, że
cienki jedwab szlafroka przykleił się do ciała. Zazwyczaj przed pójściem spać
wycierała ze skóry nadmiar oliwy, ale nagle wejście Lyona zakłóciło ten
rytuał.
- Staram się, żeby mi skóra nic popękała - powiedziała siadając na
łóżku. - Czy słyszałeś kiedyś, że przed wejściem do czyjegoś pokoju należy
128
zapukać? - spytała, po czym wstała i poszła do łazienki po ręcznik. Zamknęła
za sobą drzwi, ale to nie powstrzymało mężczyzny.
- Lyon, wyjdz! - krzyknęła.
- Pozwól ja to zrobię. - Wyjął z jej dłoni ręcznik, po czym zaprowadził
z powrotem do łóżka.
- Lyon...
Rozrzucił na boki poły szlafroka, odsłaniając jasne ciało. Delikatnymi
muśnięciami ręcznika osuszył jej skórę.
- Przerwałem ci - mruknął. Wziął buteleczkę z oliwą, nalał trochę na
rękę i zaczął nacierać jej nabrzmiały brzuch.
- Lyon, nie! - zaprotestowała słabo.
- Och, tak, tak! - westchnął, gładząc delikatnie jej ciało.
Shay nie powinna była na to pozwolić, ale już po chwili poczuto w
całym ciele przyjemne ciepło. Zrozumiała, ze nie zdoła go powstrzymać.
Zamknęła oczy. Czuła, jak jej skórę przenika ogrzana jego dłońmi oliwa.
Lyon masował jej brzuch i uda, po czym zaczął przesuwać ręce do góry. [ Pobierz całość w formacie PDF ]