[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wyprowadzenia dziecka poza teren hotelu bez wiedzy rodziców - najgorszą, która
zdarzyła mi się choćby dzisiaj - to się grubo, grubo mylił. Rany boskie, niecałe
dwadzieścia cztery godziny temu kobieta nie\yjąca od blisko stu lat trzymała mi nó\
na gardle w mojej własnej sypialni. Czy on naprawdę myślał, \e reprymenda Caitlin
zrobi na mnie wra\enie?
- No, dalej - zachęciłam. - A kiedy jej to powiesz, nie zapomnij dodać, \e twój
brat po raz pierwszy w \yciu świetnie się bawił.
Nacisnęłam guzik, zasuwając okno, ale Paul wsadził rękę do środka, kładąc
palce na szybie. Puściłam guzik. Chciałam, \eby sobie poszedł, a nie \eby został
kaleką do końca \ycia.
- Taak - powiedział. - Chciałem cię o coś zapytać. Jack twierdzi, \e
powiedziałaś mu, \e jest medium.
- Mediatorem - sprostowałam, zanim zdołałam się powstrzymać. No, to na
tyle, jeśli chodzi o utrzymanie przez Jacka tej sprawy w tajemnicy, o co go prosiłam.
Kiedy ten dzieciak się nauczy, \e opowiadanie o tym, jak rozmawia z duchami, nie
jest sposobem na pozyskanie przyjaciół?
- Mniejsza o to - mruknął Paul. - Przypuszczam, \e \artowanie z kogoś
zaburzonego umysłowo jest twoim zdaniem zabawne.
Nie wierzyłam własnym uszom. To było jak scenka z telewizyjnego show.
- Nie uwa\am, \eby twój brat był zaburzony umysłowo - oznajmiłam.
- Och, naprawdę? - Paul zrobił mądrą minę. - Powiedział ci, \e widzi
zmarłych, a ty myślisz, \e ma równo pod sufitem?
Pokręciłam głową.
- Mo\e Jack widzi zmarłych ludzi, Paul. Nigdy nie wiadomo. Nie mo\na
udowodnić, \e ich nie widzi.
Och, genialna argumentacja, Suze. Gdzie do diabła jest Zpiący? No, przyjdz\e
wreszcie. Zabierz mnie stąd.
- Suze. - Paul był wyraznie rozbawiony - Błagam. Martwi ludzie? Naprawdę w
to wierzysz? Naprawdę wierzysz, \e mój brat mo\e widzieć zmarłych i jeszcze z nimi
rozmawiać?
Słyszałam dziwniejsze rzeczy, pomyślałam. Zerknęłam na Zpiącego. Caitlin
uśmiechała się do niego, potrząsając blond grzywą a la Jennifer Aniston. Och, mój
Bo\e, dość tego flirtowania.
Umów się z nim po prostu i to zaraz, \ebyśmy mogli wreszcie pojechać do
domu...
- Taak, có\, nie powinnaś go zachęcać - powiedział Paul. - To najgorsze, co
mo\na zrobić, zdaniem lekarzy.
- Taak? - Zaczynałam mieć tego stanowczo dość. Co ten Paul Slater wiedział?
Tylko dlatego, \e jego ojciec zajmuje się chirurgią mózgu czy czymś takim i mo\e
sobie pozwolić na tydzień w Hotelu i Kompleksie Golfowym Pebble Beach, nie
oznacza, \e ma zawsze rację. - Wydaje mi się, \e z Jackiem jest wszystko w
porządku. Mógłbyś się nawet, Paul, czegoś od niego nauczyć. Ma przynajmniej
otwarty umysł.
Paul pokręcił głową z niedowierzaniem.
- O czym ty mówisz, Suze? Wierzysz w duchy? Nareszcie, nareszcie. Zpiący
po\egnał się z Caitlin i ruszył w stronę samochodu.
- Owszem - odparłam. - Wierzę. A ty, Paul? Zamrugał zdezorientowany.
- Co ja?
- Wierzysz w duchy?
Jego uniesiona górna warga stanowiła całą odpowiedz. Nie dbając o to, czy go
okaleczę, nacisnęłam guzik. Paul zabrał palce w ostatniej chwili. Pewnie sądził, \e nie
nale\ę do osób, które obcinają bliznim palce.
No to się pomylił.
Dlaczego chłopcy są tacy trudni? Jeśli nie piją wprost z pudełka albo nie
zostawiają podniesionej klapy sedesu, obra\ają się śmiertelnie i gro\ą donosem do
kierownika, bo nie chcemy się z nimi umówić. Czy nie przychodzi im do głowy, \e to
nie jest droga do naszego serca?
Problem polega na tym, \e oni nadal będą to robili, dopóki głupie dziewczyny,
jak Kelly Prescott, będą się z nimi umawiały, nie zwa\ając na ich wady.
Siedziałam naburmuszona przez całą drogę do domu. Nawet Zpiącego to
zastanowiło.
- Co z tobą? - zainteresował się.
- Ten głupi Paul Slater wścieka się, bo nie chciałam z nim wyjść -
powiedziałam, jakkolwiek zazwyczaj trzymam się zasady nie dzielenia się osobistymi
sprawami z \adnym z przyrodnich braci, z wyjątkiem, niekiedy, Profesora, a to tylko
dlatego, \e jego IQ znacznie przewy\sza moje. - Groził, \e doniesie Caitlin, \e
wyprowadziłam jego młodszego brata poza teren hotelu bez pozwolenia rodziców, co
zrobiłam, ale tylko po to, \eby go zabrać na pla\ę. - Oraz do Towarzystwa Histo-
rycznego, ale o tym nie wspomniałam.
Zpiący na to:
- Powa\nie? To podłe. Nie martw się. Załatwię to z Caitlin, jeśli chcesz.
Byłam zaszokowana. Powiedziałam mu o tym, bo byłam strasznie zdołowana.
Nie spodziewałam się z jego strony \adnej pomocy.
- Naprawdę? Zrobisz to?
- Pewnie - odparł Zpiący, wzruszając ramionami. - Spotykam się z nią jutro
wieczorem, jak skończę rozwozić pizzę. - Zpiący jest w dzień ratownikiem, a w nocy
pracuje w pizzerii. Początkowo oszczędzał na camaro. Teraz oszczędza na miesz-
kanie, bo w college'u, do którego się wybiera, nie ma akademika, a Andy nie chce
płacić za jego pokój, o ile nie poprawi stopni.
Nie mogłam się otrząsnąć ze zdumienia. Powiedziałam  dzięki . Na nic
więcej nie byłam w stanie się zdobyć.
- A co, tak poza tym, jest z tym Paulem Slaterem nie tak? - zapytał Zpiący. -
Myślałem, \e to twój typ. No wiesz, inteligentny i w ogóle.
- Z nim wszystko w porządku - wymamrotałam, bawiąc się pasem
bezpieczeństwa. - Ja... tylko mnie się właściwie podoba ktoś inny.
Zpiący uniósł brwi.
- Och? Ktoś, kogo znam? Odparłam krótko: - Nie.
- Nie wiem, Suze. Sprawdz mnie. Między pizzerią a szkołą poznałem prawie
wszystkich. [ Pobierz całość w formacie PDF ]