[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Nie jest nowa - powiedziała szybko Claire. - Mam ją od
roku.
Nie chciała, by Randall wiedział, \e buszowała ostatnio po
katalogach, zapłaciła podwójną cenę, by sukienka przyszła na
czas, i umierała ze strachu, \e mo\e zle le\eć.
- Wyglądasz ślicznie, Claire - powiedział Randall miękko.
- Naprawdę.
- Czy przypominam modne kobiety z twojego
towarzystwa? - Claire nie mogła się powstrzymać przed tym
pytaniem.
- Na szczęście, wręcz przeciwnie - zapewnił.
Na bal jechali wszyscy, nawet Susan, która zabrała się z
Northern i Ollym. Frank z rodziną wzięli Dave'a. Randall i
Claire wyruszyli jako ostatni.
Droga była oblodzona i na którymś zakręcie wpadli w
poślizg. Claire krzyknęła, Randall rozpaczliwie usiłował
zapanować nad samochodem, wreszcie udało mu się nieco
wytracić szybkość i skręcić tak, by nieszkodliwie wylądować
na drzewie, które ich ostatecznie wyhamowało, zarzucając
Claire w jego stronę.
- Claire? - spytał wystraszony, mocno ją obejmując. - Nic
ci się nie stało?
- Nie, tylko lekko się uderzyłam.
- Ju\ myślałem, \e będzie po nas.
Wiedziała, \e powinna się odsunąć, ale było jej tak
dobrze, \e zamiast to zrobić, poło\yła głowę na jego ramieniu.
- Claire?
- Tak? - szepnęła.
- Czy naprawdę chcesz jechać na ten bal?
- Nie... - odparła rozmarzonym głosem.
- Ja te\ nie.
Siedzieli przez jakiś czas w milczeniu, rozkoszując się tą
chwilą.
- Wracamy? - zapyta! szeptem. Odpowiedziała
skinieniem głowy.
Jechali w milczeniu. Dom był cichy i wychłodzony, bo
ogień dogasał na kominku. Randall dorzucił parę bierwion i
od razu buchnął wspaniały płomień, rzucający cienie na twarz
Claire, wyławiający ją z mroku, bo nie włączyli światła.
Randall objął ją i przyciągnął do siebie.
- Claire... - powiedział zduszonym głosem. - Ja...
- Nic nie mów - szepnęła. - Oboje mówimy za du\o i
wynikają z tego same kłopoty.
- Ale czy jesteś pewna?
- Ciii - zamknęła mu usta pocałunkiem.
Całowali się długo i namiętnie, ale było to tylko preludium
tego, co nastąpiło pózniej w sypialni.
O świcie Claire obudził jakiś natarczywy odgłos. Telefon.
Wyrwana ze snu, szybko zarzuciła szlafrok i zostawiwszy
śpiącego Randalla, pobiegła do jego sypialni, gdzie był
najbli\szy aparat.
- Z lordem Randallem proszę! - usłyszała w słuchawce.
Kobiecy głos był wyniosły, nieprzyjemny.
- Jeszcze śpi. Jest bardzo wcześnie.
- Ach, tak. Mówię z gospodynią?
- Nie, mieszkam tu. Mam na imię Claire.
- Honoria Gracewell. Spodziewam się, \e Randall mówił
pani o mnie.
- Nie, nie wspominał - odparła Claire posępnie.
- Niewa\ne. Muszę natychmiast pomówić z Randallem,
by zdą\ył nie dopuścić do skandalu.
- Jakiego skandalu?
- No có\, nie chcę być spowinowacona z Frederiką
Crossman, Stantonowie powinni dbać o swoją pozycję.
- Czy ona im to utrudnia? - spytała cierpko Claire.
- Owszem, bo chce poślubić Gabe'a McBride'a. Randall
musi temu zapobiec.
- Gabe się \eni?
- Za trzy tygodnie, spieszno jej pewnie, \eby nie zmienił
zdania.
Claire gwałtownie usiadła.
- Halo, słyszy mnie pani? Proszę poprosić Randalla, by
oddzwonił...
- Nie trzeba, ju\ tu jest - odparła Claire i oddała
słuchawkę Randallowi, który właśnie się zjawił.
Niedługo potem North, gdy zaspany zjawił się w stajni,
zdziwił się na widok Claire, która wpadła jak wicher, osiodłała
konia i pogalopowała przed siebie.
Pędziła tak długo, a\ straciła ranczo z oczu. Zatrzymała się
przy kępie drzew, przywiązała konia, usiadła na le\ącym pniu
i ukryła twarz w dłoniach. A więc Gabe się \eni. I Randall te\.
Zrozumiała przejrzystą aluzję Honorii. Był zaręczony z
arystokratką, godną jego hrabiowskiego tytułu.
Nie miała mu za złe ostatniej nocy. Czuła takie samo
po\ądanie jak on, pragnęła tego samego, namiętnie rzuciła się
w jego ramiona. Prze\yła cudowne chwile i zachowa
wspomnienie o nich niby skarb.
ROZDZIAA SZSTY
Gdy Honoria z wściekłością rzuciła słuchawkę, Randall
zadzwonił od razu do Gabe'a.
- Ty stary draniu! - zawołał na powitanie. - Więc dałeś się
wreszcie złapać na lasso i oznakować?
- Skąd wiesz? - spytał zaskoczony Gabe. - Myślałem, \e
będę miał frajdę, kiedy sam ci powiem.
- Honoria właśnie dzwoniła z \ądaniem, bym nie dopuścił
do mezaliansu.
Gabe zaniósł się śmiechem, lecz nagle spowa\niał.
- Claire wie?
- Chyba tak - odparł Randall, przypomniawszy sobie
wyraz twarzy dziewczyny, gdy wybiegała z pokoju.
- Miała do mnie słabość - powiedział niepewnie Gabe. -
Pewnie ju\ jej przeszło.
- Tak - zgodził się Randall, choć sam nie był tego tak
bardzo pewny.
Od Northa dowiedział się, w którym kierunku pojechała
Claire, i ruszył za nią. Wkrótce ujrzał, jak siedzi na pniu
drzewa, skąd nie ruszała się od dłu\szej chwili. Usiadł obok,
objął ją i pocałował we włosy, gdy poło\yła głowę na jego
ramieniu.
- Czy to wa\ne, \e Gabe kocha kogoś innego? - spytał ze
smutkiem Randall. - A co z nami, co z ostatnią nocą? Czy
byłem tylko namiastką Gabe'a?
- Oczywiście, \e nie - zaprzeczyła trochę zbyt gorliwie. -
Ale ty te\ mnie nie kochasz.
- Nie mów mi, co czuję, Claire... - Poło\ył ręce na jej
ramionach i lekko potrząsnął. - Wmówiłaś sobie, \e nikt cię
nie pokocha, bo nie mogłaś mieć mę\czyzny, w którym [ Pobierz całość w formacie PDF ]