[ Pobierz całość w formacie PDF ]

końcu zrozumiała jednak, że dziewczynka nie chciała, by jej przybrana
matka Naznaczała nowi królową, ale nie bardzo potrafiła wytłumaczyć
dlaczego. Brekke nie chciała już dalej żyć i wszyscy starali się znalezć
jakiś sposób na przywrócenie jej światu. Utrata smoka była dla jezdzca
niemal równoznaczna ze śmierci i trudno było winić Brekke za jej stan.
Była taka łagodna i wrażliwa, i kochała F'nora, co z jakichś nie znanych
Menolly powodów, także było niemądre.
Menolly pozwoliła więc Mirrim wypłakać się porządnie, wiedząc z
własnego doświadczenia, jak wielką ulgę może przynieść płacz, i mając
głęboką nadzieję, że jeszcze tego samego dnia Mirrim będzie płakać z
radości. Na pewno tak się stanie. W jednej chwili wybaczyła Mirrim
wszystkie jej pozy i sztuczności, świadoma faktu, że w ten sposób ukrywała
swój ogromny strach i smutek.
Zasłona pokoju zaszeleściła nagle, potem słychać było piski
zdenerwowanej jaszczurki, a w końcu pojawił się obok nich Tolly, z oczami
pełnymi oburzenia i zmartwienia. Kiedy zobaczył, że Menolly głaszcze włosy
Mirrim, podniósł skrzydła, jakby chciał ją zaatakować. Piękna
zaszczebiotała ostrzegawczo ze swojego rogu i Tolly potrząsnął tylko
skrzydłami, lądując spokojnie na łóżku i patrząc badawczo, najpierw na
Mirrim, potem na Menolly. Chwilę pózniej dołączyły do niego także dwie
zielone. Usadowiły się na stołku i choć nie spuszczały oczu ze swojej
pani, nie były też natrętne.
Piękna obserwowała uważnie całą trójkę.
- Mirrim? Mirrim? - To był głos Sanry, dochodzący z jaskini
mieszkalnej. - Mirrim, nie skończyłaś jeszcze ze stopami Menolly?
Potrzebujemy was obu! Już!
Kiedy Menolly posłusznie podniosła się ze swojego miejsca, Mirrim
złapała jej dłoń i uścisnęła ją mocno. Potem i ona wstała, wygładziła
spódnicę i dziarskim krokiem wyszła z pokoju. Menolly, choć nieco wolniej,
podreptała za nią.
Mirrim wcale nie przesadzała, opowiadając o niesamowitej pracy, jaka
czekała ich wszystkich. Dopiero co zaczął się świt, ale wszystkie kucharki
najwyrazniej. były już na nogach od kilku godzin, sądząc po ilości
wypieczonego chleba - słodkiego, kwaśnego i ostrego - ułożonego do
schłodzenia na długim stole. Dwóch mężczyzn oprawiało potężnego kozła,
który miał być opiekany na największym rożnie, a kilka wherów, już teraz
oczyszczanych i wypychanych, miało smażyć się na mniejszych paleniskach.
Aby zapobiec jakiemuś nieszczęśliwemu wypadkowi, ktoś przewidujący
postawił nad jej koszem z jajami jaszczurek ognistych ciężki stół. Piasek
w koszyku był odpowiednio ciepły i suchy. Felena, gdy tylko ją dostrzegła,
kazała dziewczynce szybko coś przegryzć i spytała czy przypadkiem wie, co
dobrego można by dodać do suszonych ryb? A może woli pomagać przy
obieraniu warzyw?
Menolly wolała oczywiście gotować ryby, więc Felena zapytała, jakich
składników będzie potrzebować. Dziewczyna była nieco przerażona, gdy
dowiedziała się, jakie ogromne ilości jedzenia musi przygotować. Nie miała
zielonego pojęcia o tym, ilu ludzi przybędzie na Wyląg do Weyru; miało ich
być więcej niż wszystkich mieszkańców Półkola.
Najważniejszym elementem przygotowania smakowitego gulaszu z ryb, było
długie duszenie. Menolly zabrała się więc jak najszybciej do ustawienia
ogromnych garnków na ogniu, tak by za moment sos zaczął się już gotować i
gęstnieć. Robiła to tak szybko, że gdy skończyła wszystko ustawiać,
mnóstwo potrzebnych warzyw nie było jeszcze nawet obranych.
W jaskini kuchennej wszyscy pracowali w pocie czoła. Ogromna góra
jarzyn ułożona przed Menolly topniała całkiem szybko, kiedy słuchała
pogaduszek innych dziewcząt i kobiet. Wiele rozmów dotyczyło tego, kto
spośród młodzieży Naznaczy tego dnia nowe smoki.
- Nikt nie Naznaczał jeszcze smoka po raz drugi - powiedziała jedna z
kobiet ze smutkiem. - Myślicie, że Brekke się uda?
- Nikt jeszcze nie próbował tego robić.
- A czy w ogóle powinniśmy tak ryzykować? - spytał ktoś inny.
- Nas o to nie pytano - powiedziała Sanra, spoglądając groznie na
autorkę ostatnich słów. - To pomysł Lessy, a nie F'nora czy Manory.
- Coś musi jej pomóc - powiedziała pierwsza kobieta. - Serce mi
krwawi, kiedy widzę, jak ona tak leży, po prostu leży, jakby była martwa.
Przypomina się to, co stało się z D'namalem. On, po prostu... hmm... jakby
znikał po trochu.
- Jeśli szybko skończysz z tymi warzywami, to będziemy mogły postawić
czajnik - powiedziała Sanra gwałtownie się podnosząc. - Czy naprawdę
zjedzą to wszystko? - spytała Menolly siedzącej obok kobiety.
- Jasne, i na pewno znajdą się tacy, co będą chcieli jeszcze odparła
kobieta z uśmiechem. - Dni Wylęgu to bardzo dobre dni. Mój wychowanek i
jeden syn z krwi stają dzisiaj na piasku Wylęgarni! - dodała ze zrozumiałą
dumą. - Sanra! - Odwróciła głowę, krzycząc przez ramię. - Będzie nam
potrzebny jeszcze jeden większy garnek i to chyba wszystko.
Potem pokrojono biele warzywa w zgrabne plasterki, ułożono je w [ Pobierz całość w formacie PDF ]