[ Pobierz całość w formacie PDF ]

tak orzekło, to tak było. I jeśli Japończyk czuł się Brazylijczykiem, to nim był. Tak samo
może stać się teraz. Mogę się stać naturalizowanym człowiekiem w ten sam sposób, jak
kiedyś ludzie stawali się naturalizowanymi obywatelami kraju, z którego nie pochodzi-
li.
 Dużo o tym myślałeś, prawda, Andrew?
 Owszem, dużo.
155
 Znakomite. Naprawdę, znakomity pomysł. Naturalizowany człowiek. W takim ra-
zie co z Trzema Prawami?
 A co ma być?
 Są integralną częścią twojego pozytronowego mózgu. Przecież nie muszę ci przy-
pominać, że stawiają cię pod przymusem wykonywania każdego polecenia, które wyda
ci człowiek. %7ładen sąd na świecie nie ma takiej władzy, by je zneutralizować. Trzech
Praw nie można usunąć z twojego mózgu, prawda?
 Absolutna prawda  odpowiedział Andrew.
 A więc muszą pozostać  mówił dalej Simon DeLong.  I będziesz musiał nadal
być posłuszny poleceniom istot ludzkich. I nie możesz im wyrządzić żadnej krzywdy.
A więc będziesz pod wpływem czegoś, czemu nie podlega żadna istota ludzka.
 Tak.  Andrew skinął głową.  Tak samo jak Japończyk ciągle miał skośne oczy,
gdy był już Brazylijczykiem. Ale w świetle brazylijskiego prawa był Brazylijczykiem.
I w świetle ludzkiego prawa będę człowiekiem mimo moich Trzech Praw.
 Ale sama ich obecność w twoim mózgu może już zdyskwalifikować cię jako...
 Nie, Simon. Dlaczego miałaby mnie zdyskwalifikować? Pierwsze Prawo mówi po
prostu, że nie mogę skrzywdzić człowieka lub poprzez wstrzymanie się od działania po-
zwolić, by stała mu się krzywda. Czy ciebie nie obowiązują takie same zasady? Nie je-
steś cywilizowaną osobą? Jedyną różnicą jest to, że ja nie mam wyboru. Muszę być po-
słuszny tej zasadzie, podczas gdy człowiek może się zachować w niecywilizowany spo-
sób, jeśli chce mieć do czynienia z policją. A potem Drugie Prawo: wymaga, abym był
posłuszny człowiekowi. Ale nie nakazuje innym wydawać mi poleceń. A nawet jeśli ktoś
wydałby mi polecenie, które byłoby sprzeczne z Prawem Pierwszym, to bym go nie
wykonał. Poza tym gdyby przyznano mi status pełnoprawnego członka ludzkiej spo-
łeczności, to przecież nikt i tak nie wydawałby mi poleceń, o których wiedziałby, że są
mi niemiłe. A więc okazałoby się to nawet zaletą tej mojej wady. Zresztą, pełno jest na
świecie ludzi z różnymi wadami, a nikt nie twierdzi, że są przez to mniej ludzcy. A jeśli
chodzi o Trzecie Prawo, które powstrzymuje mnie przed samozniszczeniem, to śmiem
twierdzić, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie tego traktował jako przeszkody.
A więc widzisz, Simon...
 Tak, Andrew, tak... Widzę.  DeLong śmiał się teraz szczerze.  Pokonałeś mnie,
pobiłeś na łeb. Poddaję się. Jesteś wystarczająco ludzki, by oficjalnie na to zasługiwać.
 A więc, jeśli Feingold i Charney poprowadzą...
 Nie tak prędko, Andrew, proszę. Właśnie obarczyłeś mnie ciężkim zadaniem.
Ludzkie uprzedzenia nie znikną w ciągu jednej nocy. Będziesz miał potężnych przeciw-
ników.
 Liczę się z tym. Ale już kiedyś pokonaliśmy potężnych przeciwników.
 Tak, wiem. Problem w tym, że tym razem będziemy mieli do czynienia z Legisla-
156
turą Zwiatową, a nie Regionalną. Mamy doprowadzić do tego, by ogłoszono cię człowie-
kiem. Szczerze mówiąc, nie jestem zbytnim optymistą, jeśli o to chodzi.
 Płacę ci za to, byś był optymistą.
 Tak, oczywiście, Andrew.
 Dobrze więc. Postanowiliśmy, że to osiągniemy. Teraz tylko trzeba się zastanowić,
jak to osiągnąć. Od czego zaczniemy, twoim zdaniem?
DeLong milczał tylko przez parę sekund. Potem powiedział:
 Dobrym początkiem byłoby, gdybyś porozmawiał z jakimś wpływowym człon-
kiem Legislatury.
 Masz kogoś szczególnego na myśli?
 Być może przewodniczący Komitetu Nauki i Techniki byłby odpowiedni.
 Znakomity pomysł. Czy możesz mi zorganizować takie spotkanie, Simon?
 Jeśli chcesz. Ale nie potrzebujesz mnie w takiej sprawie. Ktoś tak szeroko znany
i szanowany jak ty, Andrew, łatwo...
 Nie, ty to zorganizuj.  Andrew nawet nie zwrócił uwagi, że właśnie wydał pole-
cenie istocie ludzkiej. Przywykł do tego na Księżycu.  Chcę, abyś mu dał do zrozumie-
nia, że kancelaria Feingold i Charney jest całkowicie po mojej stronie.
 Dobrze więc...
 Całkowicie, Simon. W ciągu stu siedemdziesięciu trzech lat wnosiłem, w taki czy
inny sposób, wkład w rozwój tej firmy. Mógłbym nawet rzec, że gdyby nie moja pra-
ca i wkład, firma nie istniałaby dziś, a przynajmniej nie w tej kondycji. Kiedyś ludzie
z tej firmy bardzo mi pomogli i dlatego zdecydowałem, że i ja im pomogę. Stąd, a tak-
że przez pewien sentyment, mój wkład w tę firmę. Ale teraz nie mam już wobec Fein-
golda i Charneya żadnego długu. Raczej jest odwrotnie, a ja zamierzam teraz ściągnąć
te należności.
 Zrobię, co w mojej mocy  powiedział Simon DeLong.
ROZDZIAA 19
Przewodniczący Komitetu Nauki i Techniki przy Zwiatowej Legislaturze pochodził
z Regionu Wschodnioazjatyckiego. Była to kobieta: mała, filigranowa, prawie elf, ale za-
pewne o charakterze nie tak kruchym jak wygląd zewnętrzny. Nazywała się Chee Li-
hsing. Jej przezroczyste szaty (które zakrywały tylko to, co zakryte być musiało) nada-
wały jej wygląd spowitej w celofan błyskotki. Jej biuro znajdowało się na osiemdziesią-
tym czwartym piętrze gigantycznego wieżowca z zielonego szkła. Była to główna sie- [ Pobierz całość w formacie PDF ]