[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Chciał kłótliwej, rudowłosej Shaine  zbyt chudej,
twardej jak klify i dwakroć bardziej niebezpiecznej.
Gdyby zaangażował się w wychowanie syna, miałby
okazję ją widywać co najmniej przez najbliższych
sześć lat.
Gdyby się zaangażował? A jaki niby miał wybór?
Czy decyzja nie została podjęta wtedy na lodowisku,
kiedy patrzyli na siebie, zdawałoby się, przez dziesięć
minut? Nie potrafiłby zapomnieć o Danielu. Nie po-
trafiłby sobie tego wybaczyć.
Krew rzeczywiście jest gęstsza od wody, myślał
ponuro. Chciałby nauczyć Daniela nurkowania, ale nie
wiedział nawet, czy chłopak potrafi pływać...
 Co się stało, skarbie?  spytała Anna, kładąc mu
rękę na ramieniu.  Wydajesz się nieswój.
Jake zerknął na matkę.
 W zeszłym tygodniu pojechałem do Cranberry
Cove  zaczął napiętym głosem.  Pierwszy raz od
twojego wyjazdu do Australii.
52 SANDRA FIELD
Drgnęła.
 Widziałem się z Shaine.
 Dalej tam mieszka? Dziwne.
 Ja też się zdziwiłem  odparł sucho.
 Zawsze ją lubiłam... Cieszyłam się, że się przyjaz-
nicie.
 Zakochałem się w niej... dawno, po śmierci taty.
Obiecywała, że ze mną wyjedzie, ale potem zmieniła
zdanie.  Upił łyk piwa.  Prawie złamała mi serce.
 Nigdy o tym nie mówiłeś.
 Jest jeszcze coś. Dzień przed moim wyjazdem
kochaliśmy się, jeden jedyny raz. Tydzień temu od-
kryłem, że mam syna. Ma na imię Daniel, skończył
dwanaście lat.
 Shaine ma syna?
 Twojego wnuka, mamo.
Anna wyprostowała się jak struna. Po jej pulchnej,
sympatycznej twarzy rozlał się szczęśliwy uśmiech,
oczy błyszczały.
 Zawsze chciałam mieć wnuki, Jake, a ty wciąż nie
zamierzałeś się ustatkować. A teraz się okazuje, że mam
wnuka! Kiedy go będę mogła zobaczyć?
 Jeszcze nie wiem. Przyjechałem tutaj, by zdecydo-
wać, co dalej.
 Oczywiście wrócisz. Jesteś jego ojcem!  zawoła-
ła z oburzeniem.
 Owszem. Chcę, żeby spędzał ze mną trochę czasu
na Manhattanie i w Hamptons...
 Ożenisz się z Shaine?
Skrzywił się.
 Tego nie planowałem.
 Ale nadal ją kochasz. Musisz ją kochać, skoro
CZAOWIEK SUKCESU 53
potrafisz ignorować tę blondynę  dodała energicznie.
 Kochasz Shaine?
 Nie! To znaczy... nie.
Anna ukryła smiech.
 Masz zdjęcie Daniela?
 Nie, jeszcze nie.  Z wiele mówiącym zapałem
opowiedział wszystko, co wiedział o synu.  Zdaje się,
że Shaine spędza na lodowisku tyle czasu, co ty kiedyś.
 Jest dobrą matką. Nie straciłbyś, gdybyś się z nią
ożenił.
 Jej to powiedz  rzucił lekko.
 To twoje zadanie  odparła.  Mogę powiedzieć
Henry emu?
 Jasne... i dzięki, że mnie wysłuchałaś.
 Dzięki, że mi powiedziałeś.  Poklepała go po
ręce.  Wiem, że postąpisz właściwie.
Czy chodziło jej o poślubienie Shaine? Na pewno
nie. Poza tym z pewnością by się nie zgodziła. Jake
wstał, przeciągnął się i poszedł szukać obiadu.
O blondynce nie myślał nawet przez chwilę.
Gdy wolno zjeżdżał Breakheart Hill, Cranberry Cove
kryło się we mgle. Zadzwonił do Shaine zgodnie z umo-
wą, by powiedzieć, że zamierza się zaangażować, ale
jeszcze nie wie, jak o tym zawiadomić Daniela.
 Na razie nie mów mu o mnie  poprosił.
 Nie ufasz mi?  spytała cierpko.
Dobre pytanie.
 Nie ma sensu robić planów na przyszłość, jeśli on
nie będzie zainteresowany  odparł wymijająco.  Ma
własny rozum. Może się z nim spotkam na lodowisku.
 Myślę, że powinnam go ostrzec.
54 SANDRA FIELD
 Nie zamierzam go porwać, Shaine. Zlituj się.
 Przywykłam sama decydować!
 Słyszałem to nieraz  odparł sucho.  Cholera,
chcę coś dać Danielowi, a nie zrobić mu krzywdę. Tak
bardzo mi nie ufasz?
Zapadła długa cisza.
 Co mam niby odpowiedzieć?  burknęła z irytacją.
 Zastanów się. Będziemy w kontakcie  odparł
i odłożył słuchawkę, nim zdążyła odpowiedzieć.
Shaine nie wiedziała, że Jake przyjedzie właśnie
dzisiaj. Co znaczyło, że jej nie ufał. Albo raczej nie
chciał, by się wmieszała w pierwsze spotkanie z synem.
Nie było prostego sposobu zawiadomienia Daniela, że
ojciec, który przed jego urodzeniem zniknął na wiele lat,
teraz nagle się objawił. I to on, Jake, musiał to zrobić.
Wszystko to brzmiało dobrze, kiedy leciał prywat-
nym odrzutowcem z Vancouver do Deer Lake. Teraz,
kiedy z mgły wynurzały się pierwsze domy wioski, nie
był już tego taki pewien. Zatrzymał się przy krawężniku
i oparł ręce o kierownicę. Obawiał się tego dwunastolat-
ka tak bardzo, jak prezesa pierwszej korporacji, z którą
nawiązał kontakt. Cholera, kogo próbuje oszukać? Ni-
gdy w życiu tak się nie bał.
Gdyby tylko nie ten sen. Spędził noc w Toronto
w hotelu na lotnisku. Zniła mu się Shaine na Ghost
Island, w niebieskiej sukience... a może to nie był sen?
Może to było po prostu wspomnienie?
Zacumowali łódkę do starego pomostu. Wspięli się
na łąkę po drugiej stronie wyspy, gdzie stała latarnia
morska, a dzikie kwiaty otwierały barwne korony w tra-
wie. To wtedy widzieli humbaki.
CZAOWIEK SUKCESU 55
 Przyniosłam nam coś do jedzenia  powiedziała
Shaine.
Jej błękitna sukienka sięgała do pół łydki; trudno ją
było nazwać szczególnie seksowną. AleJake owi wszyst-
ko, co nosiła Shaine, wydawało się seksowne. Myślał
o niej bez przerwy, za dnia i w nocy; to dlatego nie tknął
jej nawet palcem. Skończyła osiemnaście lat ledwie
miesiąc wcześniej, on miał dwadzieścia dwa.
 Kanapki z kurczakiem?  spytał z nadzieją.
Od powrotu po śmierci ojca pracował w lesie; ciężka
fizyczna praca sprawiała, że wciąż miał wilczy apetyt.
 Oczywiście. Przecież to twoje ulubione.
Wydawała się spięta, choć nie miał pojęcia dlaczego.
Rozłożył koc na trawie, usiadł na najdalszym skraju
i zabrał się do jedzenia.
 Nie jestem zapowietrzona, Jake  rzuciła cierpko.
Uniósł brew.
 W ten sposób mogę cię widzieć.
 Zawsze tylko patrzysz!
Przestał jeść.
 Co chcesz przez to powiedzieć?
Odłożyła kanapkę i zsunęła wstążkę zwłosów, tak że [ Pobierz całość w formacie PDF ]