[ Pobierz całość w formacie PDF ]

szoruje pokład, zwija liny, jest zmuszany do ciężkiej pracy. Poczuła niespokojne bicie serca i ucisk
w żołądku. Wypierając się męża, ani przez chwilę nie pomyślała o niebezpieczeństwach służby
wojskowej, grożących niezdyscyplinowanym dezerterom. - Czy oni naprawdę mogą mu nakazać
służbę w marynarce?
- Na.czas pobytu na "Majesticu" jest marynarzem floty królewskiej ... czy tego chce, czy nie -
odparł kapitan.
- Ale on jest lordem. Nie mogą go zmusić do służby, prawda?
- Jest lordem, powiada pani? - zainteresował się kapitan. - Ramsay MacLean jest szlachcicem? -
Spoglądał to na Arla, to znów na Eden.
- Jest dziedzicem hrabiego ze Skyelt. Ich posiadłość leży nad rzeką Tay, w Szkocji - skwapliwie
poinformował go zatroskany Ario. Eden skinęła głową, potwierdzając jego słowa.
- To całkowicie zmienia stan rzeczy. Gdy tylko "Majestic" dopłynie do portu w Anglii, MacLean
może się wymknąć do magistratu albo nawet do ministerstwa i oskarżyć ich o bezprawne
zmuszenie do służby. - Twarz kapitana pojaśniała. - Rany boskie, co ja bym dał, żeby tam być, gdy
się okaże, że potraktowali tak para i muszą za to zapłacić stopniem!
- Dzięki Bogu - powiedział ArIo, kryjąc obolałą twarz w dłoniach i opierając łokcie na kolanach.
Lecz zaraz uniósł głowę i spytał: - Ile czasu minie, nim dopłyną do portu?
Kapitan zastanawiał się przez dłuższą chwilę.
- Trzy, może cztery tygodnie na morzu, przy złej pogodzie trochę dłużej. Rozpatrywanie sprawy w
sądzie lub przed trybunałem też potrwa jakiś czas. Za dwa lub trzy miesiące, jak sądzę, odzyska
pani męża, panien ... milady.
Eden zdobyła się na blady uśmiech, mając nadzieję, że zostanie on uznany za oznakę ulgi. ArIo
poweselał i poklepał ją po ręce. - Proszę się nie zamartwiać, milady. Ani się pani obejrzy, a Ram
będzie z powrotem. Jestem pewien, że w tych ciężkich chwilach wspomnienia o pani będą go
podtrzymywały na duchu.
Tego wieczoru Eden znowu spotkała na pokładzie Aria. Stał pogrążony w myślach, wyobrażając
sobie, co dzieje się z jego panem. Eden uszanowała jego potrzebę samotności i milcząc, przysiadła
na pobliskiej skrzyni.
- Martwi się pani - przerwał ciszę ArIo z zatroskanym wyrazem twarzy. - Dopilnuję, by szczęśliwie
dotarła pani do Skyelt. Tak jak uczyniłby to lord Ram.
Eden nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Gdy pozbywała się dokuczliwej obecności męża, jej
myśli nie wybiegały aż tak daleko. Po dobiciu do portu wyśle do rodziców wiadomość, że jest
bezpieczna ... a co potem? Wróci do Bostonu, by schronić się pod skrzydłami rodziny? Zadrżała na
myśl o ich smutku i zdenerwowaniu. Sprowadzi na nich hańbę i stanie się przedmiotem wzgardy i
litości.
Westchnęła. A jeśli pozwoli, by ArIo zabrał ją do Skyelt? Ile czasu minie, zanim jego lordowska
mość wróci do domu, zarzuci jej zdradę i wypędzi? Nie miała złudzeń co do jego egoizmu i
brutalności. Pozostał twardy i nieustępliwy, nawet wtedy, gdy obdarzyła go czułością i
serdecznością. Po cierpieniach i upokorzeniu, na jakie go naraziła, będzie pałał żądzą zemsty.
Lecz dokądkolwiek się uda, cokolwiek przedsięwezmie, zawsze istniała grozba, że Ramsay
MacLean ją odnajdzie i ona będzie musiała zapłacić mu za poniesione krzywdy. Może jednak
najlepszym wyjściem będzie udanie się do Skyelt. Nawet jeśli ją stamtąd wyrzuci, sprawa zostanie
raz na zawsze zamknięta. Na tę myśl poczuła ucisk w gardle.
- Opowiedz mi o Skyelt, ArIo - poprosiła, podejmując ostateczną decyzję.
Zakłopotany jej długim milczeniem ArIo teraz wyraznie się rozchmurzył, zadowolony, że może jej
opowiedzieć o domu.
- To piękne miejsce, milady. Rozległe, faliste wzgórza i zielone doliny. Część starego zamku stoi
nadal, a wokół niej zbudowano dom. Kamień pochodzi z okolicznych kamieniołomów. Połowa
ludności Skyelt mieszka w domu lub w jego pobliżu ... i tak się należy, ponieważ jej połowa jest w
jakiś sposób spokrewniona z lordem.
- A rodzina ... opowiedz mi o rodzinie.
ArIo przełknął ślinę. Uśmiech zamarł mu na wargach.
- Nie ma o czym opowiadać. Matka lorda Rama umarła, gdy był chłopcem, a stary Haskell nigdy
się powtórnie nie ożenił. Dom prowadzi pani MacKay, ochmistrzyni. Ona także należy do rodziny.
Ijest Terrance, zarządca, porządny człowiek ... uczciwy i pracowity.
- A bracia i siostry Ramsaya? - spytała Eden, usadawiając się wygodniej na twardej skrzyni.
- On nie ma rodzeństwa - odparł ArIo, odwracając wzrok. Przynajmniej takiego, o którym warto
by wspominać.
Eden westchnęła. [ Pobierz całość w formacie PDF ]