[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Wyprowadzi ją z równowagi, uwiedzie, a potem wyciągnie z niej wszystkie informacje.
Oczywiście, o to mu chodzi!
- Mówiąc szczerze, tak - przyznała. - Mój pasek. - Nie patrzyła na Bretta, nie mogła więc z
całą pewnością stwierdzić, jaką ma w tej chwili minę.
- Pasek? - powtórzył jak echo.
- Pasek od sukienki - wyjaśniła, jakby ten fakt zmieniał sytuację. - Prałam sukienkę i
musiał się wysunąć ze szlufki. Kiedy chciałam ją powiesić, okazało się, że pasek gdzieś
zniknął. Nie miałam pojęcia, gdzie się podział. Dopiero kiedy wrzuciłam do młynka skórki
od cytryny - bezradnie machnęła ręką w stronę zlewu.
- Naprawię ci to przy okazji - obiecał Brett.
- Nie. I tak muszę wezwać hydraulika. - O, nie. Nie uda mu się znalezć nowego pretekstu do
złożenia mi jeszcze jednej wizyty, pomyślała.
-Ja się nie przejmuję. Ojciec zawsze mnie uczył, że należy pomagać stróżom prawa.
Koniec pierwszej rundy! Na razie on zdobył wszystkie punkty. Ale wieczór należy do mnie, a
nie do niego, obiecała sobie Lissa. Postanowiła, że zaraz po obiedzie wyrzuci za drzwi tego
przemądrzałego faceta.
Człowiek z pełnym żołądkiem traci stanowczość, pomyślała, kiedy obiad wreszcie dobiegał
końca. Jej złość gdzieś się ulotniła. Lissa przyglądała się uważnie widelcowi zanurzonemu w
ogromnej górze śmietanki, jaką Brett udekorował jej ciastko, i wyraznie czuła wypełniające
ją z wolna uczucie błogości. Była pewna, że Brett zechce to wykorzystać, ale nie potrafiła
wykrzesać z siebie nawet iskry oburzenia. W końcu jest dorosła i potrafi się przed nim obro-
nić. Nie ma zamiaru dać mu tego, po co tu przyszedł.
- Smakował ci obiad? - zapytał Brett.
- Bardzo.
- To dobrze. - Mężczyzna wstał. - Zjedz deser, a ja pozmywam naczynia.
- Trochę przesadzasz - powiedziała Lissa słysząc, jak odkręca kran. - Dość się natrudziłeś,
przygotowując obiad. - Podeszła do zlewu i zakręciła wodę. - Czy przypadkiem nie
powinieneś już iść do domu?
- Nigdy nie opuszczam domu, w którym goszczę, w czasie trwania posiłku - Brett położył
rękę na jej dłoni i znów odkręcił kurek. - Byłby to szczyt nieuprzejmości, a siostry zawsze mi
powtarzały, że powinienem dbać o dobre maniery.
- Ojciec cię uczył, siostry cię uczyły. Czy ty sam nigdy niczego się nie nauczyłeś? - zapytała.
Zbyt pózno zrozumiała, jakim wspaniałym otwarciem dyskusji może być takie pytanie.
- Mam nadzieję, że we właściwym czasie pozwolisz mi zademonstrować to, czego sam się
nauczyłem. - Brett uśmiechnął się i wymownie spojrzał jej w oczy.
Lissa zacisnęła usta i wróciła do stołu. Energicznie dłubała widelcem w ciastku i myślała, że
teraz już naprawdę nie ma dla niej ratunku.
- Jesz to ciastko zbyt szybko - zwrócił jej uwagę Brett. - Wszystko, co dobre, powinno się
smakować powoli. Inaczej traci się całą przyjemność.
Nie posłuchała rady Bretta i zjadła ciastko trzema szybkimi kęsami, chociaż w skrytości
ducha dziwiła się, że w ogóle udało jej się z nim uporać.
- Jeśli już musisz zmywać, to przynajmniej ci pomogę - oświadczyła i wzięła do ręki
ściereczkę do wycierania naczyń.
- Możesz robić wszystko, na co tylko przyjdzie ci ochota - powiedział Brett, a Lissie wydało
się, że jego uwaga dotyczy nie tylko zmywania naczyń.
- No i po krzyku - odezwała się, nie odrywając oczu od wycieranego właśnie talerza.
- Co? - Tym razem ona go zaskoczyła. -Powiedziałam:  no i po krzyku". Poddaję się albo
raczej wybaczam ci. Niniejszym otrzymujesz rozgrzeszenie za to, że zrobiłeś ze mnie idiotkę
w obecności Hansona. Jestem pewna, że dzięki temu zaskarbiłeś sobie jego sympatię. Ten
facet mnie nie znosi. - Zrezygnowana odłożyła do kredensu wycierany od trzech minut
talerz.
- To znaczy, że ten facet nie ma ani gustu, ani rozumu - pocieszył ją Brett.
Lissa nie wiedziała, czy powiedział to dlatego, żeby jej sprawić przyjemność, czy też może
naprawdę tak myśli. Wzięła od niego następny talerz. Wycierała go i zagłębiła się we
własnych myślach.
- Dlaczego tak bardzo chciałaś jechać do komisariatu? - Brett wyciągnął zatyczkę ze zlewu.
Bulgotanie wody wyrwało Lissę z zamyślenia na chwilę przed tym, zanim uczyniły to jego
słowa. -I po co zaaranżowałaś scenę zbiorową? - Tym razem Brett nie żartował. Po prostu
pytał.
- Nie wiem, o czym mówisz - Lissa odwróciła się do kredensu i postawiła suchy talerz na
poprzednim. Ku jej zaskoczeniu, zamiast odpowiedzi Brett wziął ścierkę w obie dłonie,
owinął wokół jej talii, potem przyciągnął dziewczynę do siebie. Zanim zacieśnił uścisk,
Lissie udało się odwrócić. Znów zbyt pózno pomyślała, że nie był to najmądrzejszy manewr.
Nagle znalazła się w ramionach Bretta.
- Boisz się być ze mną sam na sam? - zapytał szeptem.
- Wcale się nie boję - skłamała.
- To dobrze. Lubię odważne kobiety - ucieszył się i powoli zbliżył usta do warg Lissy.
Pocałunek był tak gorący, że Lissie zabrakło tchu. Brett McKenna potrafi wspaniale
gotować, ale całuje jeszcze lepiej. To grozi całkowitą zgubą. Więc dlaczego mu się poddaję?
pomyślała.
ROZDZIAA SIDMY
ROZDZIAA SIDMY
ROZDZIAA SIDMY
ROZDZIAA SIDMY
- Mokro - mruknęła Lissa, prawie nie odrywając ust od warg Bretta.
- Co? - spytał zaskoczony.
- Zcierka.
- Och! - Brett rzucił na podłogę ścierkę do wycierania naczyń. Otulił Lissę ramionami i
jeszcze mociej przytulił. - Teraz lepiej?
- Bardzo sucho.
- Postaramy się, żeby było wspaniale - obiecał. Nachylił się. Najwyrazniej chciał ją jeszcze
raz pocałować.
- Nie będziemy się o nic starać. - Odwróciła głowę.
Brett wziął w usta kosmyk jasnych włosów. Koniuszkiem języka leciutko musnął ucho
Lissy. Zadrżała. Popatrzyła na niego ukradkiem. Miała nadzieję, że nie dostrzegł jej reakcji.
Gdzie tam! Musiałby chyba być ślepy. Uśmiechał się domyślnie, a twardy wzgórek poniżej
paska jego spodni dobitnie świadczył o tym, że Brett na pewno nie jest z kamienia. Ten
drobiazg nieoczekiwanie obudził w niej gwałtowną żądzę. Lissa stanęła na palcach i objęła
Bretta za szyję. To, że jej postępowanie zaprzecza wypowiedzianym przed chwilą słowom,
nie miało już żadnego znaczenia. Sprawił to pocałunek. Im mocniej Brett ją całował, tym
bardziej nie potrafiła się bronić. Jakby wpadała w trans. Wciąż chciała więcej. Więcej
pocałunków, więcej Bretta.
Podczas obiadu Lissa usilnie starała się nie reagować na zaloty Bretta. Wmawiała sobie, że
on po to ją tylko uwodzi, żeby wyciągnąć z niej informacje dotyczące śledztwa. Jednak w [ Pobierz całość w formacie PDF ]