[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wała  kopniak w dupę i za drzwi. Kiedyś wydawało mu się, że jest w niej zakochany.
To był tylko dowód na to, że jeśli dziewczyna jest dobra w łóżku, on staje się ślepy na
wszystko inne. Zadrżał, poczuł furię, którą musiał na kimś wyładować.
Nagle przypomniał sobie, że przecież miał szukać ciała. Nie widział go. A musia-
ło być  dzieciak wjechał motocyklem prosto w wodę. Motor pewnie opadł na dno,
przygniatając trupa.  Dosyć tego  stwierdził.
91
Ruszył w górę, czując jednocześnie, że tlen mu się kończy. Butla musiała być nie-
szczelna, bo przebywał pod wodą najwyżej dwadzieścia minut. Ogarnęła go ulga, kiedy
czerń nad jego głową nabrała zielonkawego odcienia i wypłynął na powierzchnię, kie-
rując się do brzegu. Nie miał prawie sił, by dowlec się do lądu. Serce waliło mu tak, że
przez moment obawiał się, by nie dostać zawału. Potem uczucie to minęło, zaciągnął
się świeżym powietrzem, patrząc w górę na pochylone nad nim niespokojne twarze.
 Gdzie do diabła, byłeś, Bradburn?  twarz inspektora była napięta, a głos ostry.
 Chcieliśmy wzywać kolejnego nurka, by zszedł i cię poszukał. Myśleliśmy, że w coś
się zaplątałeś.
 Nie.  Reg Bradburn pomyślał jak dziwnie brzmi jego własny głos.  Tam nie
ma żadnej roślinności. Ani śladu życia. To martwe miejsce.
 Nie było cię prawie godzinę. Takie nurkowanie nie powinno trwać dłużej, niż
dwadzieścia minut.
 Godzinę!  niedowierzanie odmalowało się na twarzy Bradburna.  Nie wie-
rzę!
92
 Pięćdziesiąt pięć minut, by być precyzyjnym.  Umundurowany sierżant spraw-
dził zegarek.  Tlen musiał ci się kończyć.
 Znalazłeś ciało?  inspektor ukląkł na jedno kolano, minę miał oskarżycielską.
Stracili już dosyć czasu.
 Nie.  Bradburn opuścił wzrok.  Nie znalazłem. Nie ma go tam.
 Oczywiście, że jest na dnie  oficer policji nie mógł ukryć irytacji.  Dzieciak
wjechał prosto w wodę. Nawet jeśli ciała tam nie ma, musi być motor. Nic nie znika bez
śladu.
 Nic tam nie ma, ani motoru, ani ciała. Jeśli nie jesteś zadowolony, znajdz innego
nurka. Nie jestem cholernym gliną, dzięki Bogu.
 Ale jeśli nie ma tam roślinności, nie powinno być trudności ze znalezieniem ciała
i motoru.  Oczy detektywa zwęziły się.  Jesteś pewien, że zszedłeś na samo dno?
 Nie jestem!
 Nie jesteś?
 Nie, bo tam nie ma dna, czy wierzysz mi, czy nie. Ssący Dół jest bezdenny, jak
to wszyscy wiedzą.
93
 To absurd.  Policjant wyprostował się.  %7ładen zbiornik nie może być bezden-
ny, to niemożliwe. Ale, jeśli nie chcesz nurkować na samo dno Bradburn, nie możemy
cię zmuszać. Lepiej się ubierz.  Zwrócił się do umundurowanego mężczyzny u swego
boku.  Jutro wybagrujemy to miejsce, sierżancie. Dopilnujcie, by dostarczono nam
pogłębiarkę. Obalimy wszystkie lokalne przesądy. Pózniej ponownie je zasypiemy, tym
razem na zawsze!
Reg Bradburn miał dziwne uczucie, jakby rozdzielił się na dwie osoby, z których
jedna obserwowała ruchy drugiej. Zdawało mu się, że przygląda się sobie jak komuś
obcemu. Może to początek grypy. Może nie mógł wyzwolić się z podwodnych halucy-
nacji. Kiedy dojeżdżał swym wozem do centrum, poczuł ponowną erekcję. Przeklinał
Judy, powtarzał wszystkie grozby, które przyszły mu do głowy w głębiach Ssącego Do-
łu.
Zaparkował samochód przy krawężniku, wysiadł zatrzaskując drzwi. Erekcja trwała
nadal, członek napierał twardo, jakby chciał przebić sztruksowe spodnie. Reg prawie
biegł krótką, betonową ścieżką, otworzył tylne drzwi.  Gdzie, do diabła jest ta suka!
 szeptał.
94
Judy siedziała na sofie, we frontowym pokoju, patrząc na migające telewizyjne ob-
razki, przy wyłączonym dzwięku. Spojrzała na niego  oczy miała zaczerwienione,
jakby płakała. Nagie ciało owinęła ręcznikiem, wilgotne włosy spadały jej na ramiona.
Zachwiał się z wrażenia.  Chryste litościwy, ona jednak była tam na dole!  pomyślał.
Gdzie byłaś?  warknął, purpurowa mgła wydawała się zasłaniać pokój, wydziela-
jąc wstrętny odór, aż nazbyt kojarząc się z Ssącym Dołem. Ona cuchnęła ohydną wonią
rozkładu i śmierci.
 Wyszłam właśnie z wanny  powiedziała ze złością, głosem nabrzmiałym szlo-
chem.  Jeśli to, w ogóle jest twój interes, Reg. A przedtem byłam w klinice. Mam dla
ciebie nowiny.
 Co?  skoncentrował się z trudem. Zamierzała wymyślić jakieś wykręty, uda-
wać, że nie była pod wodą. Ale była. Jednak najpierw jej posłucha  myślał Reg.
 Jestem. . . w ciąży  powiedziała z trudem hamując łzy.
Minęło kilka sekund, zanim znaczenie jej słów dotarło do jego szalonego umysłu.
Kiedy zrozumiał, żyły na czole mu nabrzmiały, twarz nabiegła krwią.
95
 Ty mała, wszawa kurwo  szepnął chrapliwie.  Ludzie mieli rację, mówiąc,
że prowadzisz grę. Prawda? No, nie grasz? Odpowiedz mi, do cholery, ty suko!
Zerwała się na równe nogi, twarz jej pobladła, wargi drżały z gniewu.
 Jak śmiesz, jak śmiesz do cholery! Puszczałam się w przeszłości, Reg, ale nigdy
nie byłam ci niewierna. Ani razu. Będę miała dziecko, bo ty mi je zrobiłeś.
 Brałaś pigułki  warknął, ledwie widząc ją przez purpurową mgłę zasłaniają-
cą wszystko.  Nie możesz być w ciąży. Kłamiesz, tak samo jak łżesz, że wyszłaś
z wanny. Pływałaś w Ssącym Dole, prawda? [ Pobierz całość w formacie PDF ]