[ Pobierz całość w formacie PDF ]

się ze mną za jakieś trzy miesiące. Jeżeli nie dasz rady, a wszystko pójdzie tak, jak
zaplanowałem, dotrę do ciebie wkrótce po przejęciu władzy. Powinnaś otrzymać
możliwość spróbowania Wzorca przed upływem roku.
 A jeśli przegrasz?
 Wtedy będziesz musiała poczekać dłużej. Dopóki Eryk nie zabezpieczy
swej pozycji i póki Benedykt nie uzna go za króla. Widzisz, Benedykt wcale nie
ma na to ochoty. Przez długi czas trzymał się z dala od Amberu i, zdaniem Eryka,
nie ma go już wśród żywych. Gdyby pojawił się teraz, musiałby się opowiedzieć
albo za, albo przeciw Erykowi. Jeżeli zrobi to pierwsze, to władza Eryka będzie
zapewniona, a za to Benedykt nie chce być odpowiedzialny. Jeśli to drugie, to
wybuchną walki, a tego także nie chce mieć na sumieniu. Nie chce korony dla
siebie. Jedynie pozostając całkowicie poza sceną może zapewnić spokój. Gdyby
się zjawił i odmówił zajęcia jakiegokolwiek stanowiska, byłoby tu równoważ-
ne z zanegowaniem prawa Eryka do tronu, więc także spowodowałoby kłopoty.
A gdyby przybył tam razem z tobą, to musiałby zrezygnować z własnego zdania,
gdyż Eryk wywierałby na niego nacisk przez ciebie.
 Więc jeżeli przegrasz, mogę nigdy nie zobaczyć Amberu?
 Przedstawiam ci tylko sytuację tak, jak ją widzę. Na pewno istnieje wie-
le czynników, o których nie mam pojęcia. Przez dłuższy czas byłem wyłączony
z obiegu.
 Musisz wygrać!  oświadczyła.  Czy dziadek cię poprze?  dodała po
chwili.
 Wątpię. Sytuacja jednak będzie inna. Wiem o nim i o tobie. Nie będę go
prosił o pomoc. Jak długo nie występuje przeciwko mnie, jestem zadowolony.
A nie wystąpi, jeżeli będę szybki, skuteczny i zwycięski. Nie będzie zachwycony,
że dowiedziałem się o tobie, ale kiedy się przekona, że nie chcę ci zrobić krzywdy,
wszystko ułoży się dobrze.
 Dlaczego mnie nie wykorzystasz? To wydawałoby się logiczne.
 Zgadza się. Ale odkryłem, że cię lubię  wyjaśniłem.  To załatwia spra-
wę.
Roześmiała się.
 Oczarowałam cię!  stwierdziła.
Parsknąłem.
 Tak, na swój własny, delikatny sposób: ostrzem miecza.
Spoważniała nagle.
 Dziadek wraca jutro  powiedziała.  Czy ten twój człowiek, Ganelon,
mówił ci o tym?
99
 Tak.
 I jak to wpływa na twoje plany?
 Zanim wróci, mam zamiar być już piekielnie daleko stąd.
 A co on zrobi?
 Przede wszystkim rozgniewa się na ciebie za to, że jesteś tutaj. Potem bę-
dzie chciał wiedzieć, jak udało ci się wrócić i ile mi o sobie powiedziałaś.
 I co mam mu powiedzie?
 Prawdę o swoim powrocie. To mu da do myślenia. Co do twojego statusu,
to kobieca intuicja ostrzegła cię przede mną i obrałaś wobec mnie tę samą linię
postępowania, co wobec Juliana i Gerarda. 0 mnie powiedz, że pożyczyłem wóz
i pojechałem z Ganelonem do miasta, i że wrócimy pózno.
 A gdzie pojedziecie naprawdę?
 Do miasta, ale na krótko. I nie wrócimy. Potrzebuję możliwie dużej prze-
wagi, gdyż Benedykt potrafi tropić mnie poprzez Cień. Do pewnego czasu.
 Zatrzymam go dla ciebie najlepiej, jak potrafię. Czy nie miałeś zamiaru
zobaczyć się ze mną przed wyjazdem?
 Chciałem przeprowadzić tę rozmowę rano. Załatwiłaś ją przed czasem, bo
byłaś niespokojna.
 Więc cieszę się, że byłam. . . niespokojna. Jak chcesz zdobyć Amber?
Pokręciłem głową.
 Nie powiem ci, drogi Daro. Każdy spiskujący książę musi zachować dla
siebie kilka drobnych sekretów. To właśnie jeden z nich.
 Dziwie się, że w Amberze jest tyle nieufności i intryg.
 Dlaczego? Wszędzie masz takie same konflikty. Są wokół ciebie zawsze,
gdyż wszystkie Cienie biorą swą formę z Amberu.
 Trudno to zrozumieć.
 Zrozumiesz to pewnego dnia. I na razie na tym poprzestańmy.
 Więc wytłumacz mi co innego. Ponieważ radzę już sobie trochę z Cieniami,
nawet bez Wzorca, powiedz mi dokładniej, jak to robisz. Chcę być w tym lepsza.
 Nie!  powiedziałem stanowczo.  Nie chcę, byś bawiła się z Cieniem,
dopóki nie będziesz gotowa  To niebezpieczne, nawet po przejściu Wzorca.
Robienie tego wcześniej jest szaleństwem. Wtedy miałaś szczęście, ale nie próbuj
po raz drugi. Pomogę ci w tym nie mówiąc więcej na ten temat.
 Dobrze  zgodziła się.  Chyba mogę zaczekać.
 Chyba możesz. Nie gniewasz się?
 Nie. Zresztą. . .  zaśmiała się.  Nic by mi to nie dało. Na pewno wiesz,
co mówisz. Cieszę się, że troszczysz się o mnie.
Mruknąłem coś, a ona wyciągnęła rękę i dotknęła mojego policzka. Spojrza-
łem na nią. Jej twarz wolno zbliżała się do mojej, bez uśmiechu, z lekko rozchy-
lonymi wargami i przymkniętymi oczyma. Pocałowaliśmy się. Poczułem, jak jej
100
ręce obejmują moją szyję i ramiona, a moje czynią to samo. Zaskoczenie prze-
mieniło się w słodycz, a potem w uczucie ciepła i ekscytacji.
Jeśli Benedykt dowie się o tym kiedykolwiek, będzie na mnie bardziej niż
trochę rozgniewany.
Rozdział 7
Wóz skrzypiał monotonnie, a słońce, choć już niskie nad zachodnim horyzon-
tem, wciąż zalewało nas gorącymi potokami światła. Z tyłu między skrzyniami
chrapał Ganelon. Zazdrościłem mu tego hałaśliwego zajęcia  spał już od kilku
godzin, a dla mnie był to trzeci dzień bez odpoczynku.
Byliśmy piętnaście mil od miasta i zmierzaliśmy na północny wschód. Doyle
nie załatwił mojego zamówienia do końca, ale przekonaliśmy go z Ganelonem,
żeby zamknął sklep i przyspieszył produkcję. Spowodowało to przeklęte kilkugo-
dzinne spóznienie. Byłem zbyt spięty, by wtedy zasnąć. Teraz także nie mogłem
sobie na to pozwolić, jadąc na skróty przez Cienie.
Zepchnąłem na bok zmęczenie i wieczór; znalazłem kilka chmur dających
cień. Jechaliśmy suchą gliniastą drogą, z głębokimi koleinami. Glina miała pa-
skudny żółty odcień; trzeszczała i sypała się pod kołami. Na obu poboczach zwi-
sały bezsilnie brunatne zdzbła trawy, niskie i poskręcane drzewa wystawiały sę-
kate konary. Często mijaliśmy łupkowe wychodnie.
Dobrze zapłaciłem Doyle owi za jego mieszankę. Kupiłem też niebrzydką
bransoletę, którą poleciłem następnego dnia dostarczyć Darze. Sakiewkę z dia- [ Pobierz całość w formacie PDF ]