[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Ten starszy mężczyzna to kuzyn kapitana
MacSorleya, reszty nie znam.
 Spotkałem MacSorleya na wrzosowiskach, je-
chali większą grupą.
 To najgorsi szubrawcy, od nich wszystkich
trzeba trzymać się z daleka. Ale nie ma sensu tkwić
w tej wnęce całą noc. Ja wychodzę.
Jenny ponownie zamierzała wysforować się do
przodu. Niestety, Simon jej nie puścił.
 Zostań  syknął, chwytając ją mocno za ramię.
 Wolnego, mój panie! Zrobię, co mi się podoba.
Ty masz swoje sprawy, ja swoje i nie będziesz mnie
powstrzymywał!
Próbowała się przepchnąć, uzyskała tyle, że Si-
mon całym swoim wielkim ciałem naparł na nią,
uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
 A powiedzże mi, Jenny, jakież to są te twoje
sprawy?
 Ojciec mnie tu przysłał  rzuciła, o dziwo, bez
żadnego ociągania.  Mam coś odszukać. Więcej
niczego ci powiedzieć nie mogę. Teraz ty mów.
Dlaczego tu jesteś?
Simon wzruszył ramionami.
 Ja też mam swoje sekrety.
Srebrny ogień 63
 Ty zawsze miałeś za dużo sekretów, Simonie
Lockhart!  wyszeptała ze złością.  Dlatego ja ci też
niczego więcej nie powiem. Ja też mam swój sekret
i tobie nic do tego.
 Nie sądzę. Czuję, że to sprawa, która powinna
zainteresować akcyznika.
 Do diabła z akcyznikiem...  mruknęła Jenny.
 O, tak, do diabła z nim  zawtórował cicho
Simon.
Twarz Jenny była bliziutko, bliziusieńko. Jakżeż
pragnął ją pocałować! Teraz, tutaj... To pragnienie
było silniejsze niż fale wszystkich mórz świata.
Oddech Jenny muskał jego twarz, słodkie usta
oddalone były zaledwie o kilka centymetrów. Za-
pragnął pocałować ją gorąco, namiętnie, jak przed
laty, w tym dniu, w którym musieli się rozstać...
Wzrok Simona był jednak spokojny, choć w środ-
ku toczył zaciętą walkę. Rozsądek wziął górę. Nie,
tego zrobić mu nie wolno. Wrócił tu, by starać się
o nią, zdobyć ją na nowo, a nie przerazić nagłym,
namiętnym pocałunkiem, w którym zawarłaby się
cała desperacja i samotność Simona Lockharta.
Dlatego tylko szepnął:
 Bardzo... bardzo mi ciebie brakowało.
 Przez cztery lata nie odezwałeś się ani słowem.
 Pisałem. Mówiłem ci już. Napisałem zaraz po
moim wyjezdzie.
 A ja nigdy żadnego listu od ciebie nie otrzyma-
łam. I mówisz o jednym tylko liście, tylko o jednym,
a minęło tyle lat...
 Ja... ja byłem zajęty.
64 Susan King
 A teraz ja jestem zajęta.
Podniosła lampę z ziemi, uchyliła drzwiczki
w blaszanej obudowie.
 Nie wolno świecić  burknął Simon i szybko
zamknął drzwiczki.  Ci ludzie już raz zauważyli
światło twojej lampy i słyszeli gołębie skalne.
 Co?
 Spłoszyłaś je, słyszałem, jak wylatywały z jas-
kini, kiedy podjechałem na brzeg. Te gołębie to mali
strażnicy, zawsze podniosą alarm, gdy ktoś wchodzi
do jaskiń od strony morza. Myślę, że to jeden
z powodów, dla którego MacSorley upodobał sobie
to miejsce.
 Na pewno. Ale przede wszystkim dlatego, że
ludzie stronią od tych jaskiń, boją się, że pokaże im
się Beauty albo jakiś inny zły duch. Simonie, ja
jednego nie pojmuję. Te gołębie siedziały sobie na
półce, czyli nikt ich przedtem nie spłoszył. A wy-
gląda na to, że ty wszedłeś do jaskiń przede mną.
Jakże więc....
 Ja nie wszedłem od strony morza.
 Przecież tu nie ma innego wejścia.
 Też tak myślałem. Dopóki nie wpadłem do
zamaskowanej dziury na wrzosowisku. Ocknąłem
się w skalnym korytarzu. Zdążyłem podejść kawa-
łek, gdy usłyszałem głosy. Wsunąłem się więc
szybko do najbliższej wnęki skalnej, a tam, po
chwili, zjawiła się, ni mniej nie więcej, sama Jenny
Colvin!
 Niepodobna.... Simonie, czyli do jaskiń można
wejść od strony lądu, z wrzosowiska?
Srebrny ogień 65
 Tak. Jest ukryte wejście, niedaleko kępy gło-
gów, koło tej polanki, gdzie zostawiłem swego
konia. Ty zresztą też, widziałem tam Sweetheart
i twój wóz.
 Myślisz, że MacSorley zna to wejście?
 O, jestem prawie pewien, że jego ludzie wyko-
pali je własnymi rękami! Zrobili to bardzo chytrze.
Wybrali miejsce wśród zarośli i starannie zamas-
kowali darnią. Nikt nie zauważy, dopóki nie stanie
na nim nieopatrznie, co też mnie właśnie się przyda-
rzyło. Wpadłem do dziury, poleciałem kawałek
w dół i rąbnąłem o kamień, którym zastawione jest
wejście już do samych jaskiń. Kamień łaskawie sam
się odsunął, to i poleciałem dalej, do środka. Myślę,
że banda MacSorleya korzysta z tego wejścia pod-
czas przypływu.
 A co będzie, jeśli oni po wyjściu z jaskini znajdą
nasze konie? Domyślą się przecież, że jesteśmy tu,
w środku.
 Na pewno... Jenny, na tej polance stoi również
twój wóz ze skrzynkami na towar. Masz zamiar coś
przewiezć?
 Jeszcze nie wiem... A jeśli tak, to na pewno nic,
co mogłoby zaniepokoić akcyznika. Nie bądz taki
dociekliwy, Simonie. Lepiej powiedz, jak trafić do
tego wyjścia na ląd. Odpływ będzie dopiero za parę
godzin, a ja, kiedy odnajdę to, czego szukam, będę
chciała wyjść stąd jak najszybciej, z chęcią więc
z tego wyjścia skorzystam.
 Przemytnikowi zawsze pilno  mruknął zjad-
liwie Simon, przyciskając prawą dłoń do zranionego
66 Susan King
miejsca. Niestety, krew dalej się sączyła. I bolało jak
diabli.
 Mówiłam ci już, że spełniam prośbę ojca! Nie
mogłam mu odmówić.
 Jock nie powinien przysyłać cię tu nocą, kiedy
dookoła aż roi się od przemytników!
 O, na pewno się nie spodziewał, że ty tu
właśnie będziesz. Daj pokój, Simonie, pokaż mi
lepiej to wyjście na ląd i więcej nie zawracaj sobie [ Pobierz całość w formacie PDF ]