[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Nie musisz się powstrzymywać ze względu na mnie.
Domenic potrząsnął głową.
- Od jakiegoś czasu nie jestem miłośnikiem alkoholu.
A już dziś z pewnością musi pilnować się, by zachować trzezwość
umysłu.
Spojrzała na niego tak, jakby chciała mu zadać jakieś pytanie, ale
zrezygnowała. Był jej za to wdzięczny. Co by pomyślała, gdyby
powiedział jej, że na początku chwytał się wszystkiego, co choć trochę
łagodziło ból?
Spojrzała na ciemniejące kontury miasta, a potem znów na niego.
- Ale czasami muszę złamać zasady - powiedziała z uśmiechem. -
Mój kuzyn Max jest gorącym zwolennikiem naszego Porto Castellante
Blanco. Nie wybaczyłby mi, gdybym odmówiła wypicia kieliszka,
zwłaszcza gdy nadarza się okazja do reklamy.
- Mamy tu pewien zapas tego wina. Jeżeli miałabyś ochotę, to
chętnie...
Znów się uśmiechnęła. Miała doskonałe białe zęby.
- Naprawdę macie to wino?
- Tak, jest wyśmienite. Wytrawne, znakomite do ryby.
Jej uśmiech był niemal figlarny. Poczuł kolejny ucisk w żołądku.
- To może zabrzmi jak świętokradztwo, ale nigdy mi nie
smakowało. - Odgarnęła dłonią kosmyk z policzka. - Podobnie jak
barwena, która jest naszym koronnym daniem. Chociaż nie wątpię, że
może być pyszna. - Domenic roześmiał się głośno, słysząc tak
nieoczekiwaną uwagę. - A kałamarnica jest raczej okropna.
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
Uśmiechał się, czując, jak jego ciało powoli się rozluznia. Choć do
całkowitego odprężenia jest daleko. Wiedział z absolutną pewnością, że
już nigdy nie będzie się czuł całkiem swobodnie w towarzystwie
księżniczki Isabelli.
- Chyba mamy dziś kotlety jagnięce, a do nich caponatinę. Ale
jeżeli wolisz coś innego...
- Och, nie, to doskonałe danie - powiedziała szybko. - Przepraszam,
nie powinnam była mówić, czego nie lubię, zanim nie dowiedziałam się,
co przygotował dla mnie twój kucharz.
Domenic wygładził niewidoczne zagięcie na wykrochmalonym
obrusie. Jej maniery są tak samo zachwycające jak uroda.
- Płacisz wysoką cenę za swoje królewskie pochodzenie?
- Kiedy zawarłam ten pakt z diabłem, byłam za młoda, żeby
wiedzieć, co on oznacza. - Wyprostowała się. Patrzył na jej nieśmiały
uśmiech, myśląc o kryjącej się za nim wrażliwości. - A teraz już nie mogę
narzekać, że nie mam żadnej prywatności i że ludzie gotowi są zrobić i
powiedzieć wszystko, byle tylko wywrzeć na mnie wrażenie.
- A ty nie chcesz ich rozczarować.
- To by im sprawiło przykrość. Więc dlaczego miałabym to robić?
Zabrzmiało to jak stwierdzenie, a nie jak pytanie. Domenic oparł się
wygodniej.
- Nie masz czasem ochoty odrzucić tych ograniczeń? - spytał. -
Zbuntować się? Zrobić czegoś tylko dla siebie, dla własnej przyjemności?
- Mam, i to często. I może spróbuję, gdy nadejdzie kryzys wieku
średniego. - To był żart, ale mimo to pobrzmiewała w nim nuta
szczerości. %7łycie Isabelli Fierezzy składało się z samych obowiązków.
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
A teraz wyraznie jej to doskwierało. Nieustannie musi prezentować
światu idealną postać szczęśliwej księżniczki z bajki. Ale on wiedział
doskonale, co to znaczy musieć ciągle coś ukrywać.
Domenic Vincini był bardzo przyjemnym rozmówcą. Od pierwszej
chwili większość jej podejrzeń się nie sprawdziła.
Starała się robić wszystko, by poczuł się dobrze w jej towarzystwie i
była niemal pewna, że jej się to udało. Ze zdziwieniem zauważyła, że
sama też jest spokojna i rozluzniona. Wbiła łyżeczkę w czekoladowe
ciastko i patrzyła, jak gęste ciemne nadzienie wypływa powoli na biały
talerz.
Luca twierdził, że w interesach Domenicowi można ufać.
Powiedział jej o tym już na samym początku, kiedy musiała pokonywać
opór dziadka wobec kontaktów z Grupą Vincini. I miał rację. Była pewna,
że cokolwiek tutaj powie, Domenic zatrzyma to dla siebie.
Niewielu osobom mogła tak zaufać. Kilkakrotnie przekonała się
boleśnie, że nawet najbardziej sympatyczni ludzie są podatni na [ Pobierz całość w formacie PDF ]