[ Pobierz całość w formacie PDF ]

jego lewego ramienia przypominała krwawą masę, naznaczoną pierwszymi śladami infekcji.
Dorden sięgnął po swój przybornik.
- Rana jest zakażona, powinieneś był zgłosić się do mnie wcześniej. Co to właściwie jest,
trafienie szrapnelem ?
- Nie do końca  pokręcił głową żołnierz, krzywiąc się nieznacznie pod wpływem
zwilżającego ranę alkoholu, którym nasączona była trzymana przez Dordena szmatka.
Zmywając zakrzepłą krew lekarz spostrzegł jakieś zielone linie i ślady po rozcięciach
dokonane ostrym narzędziem. Zrozumiał, co takiego widzi, kiedy oczyścił resztę rany.
- Czy komisarz nie wydał oficjalnego oświadczenia w sprawie tatuaży ?
- Powiedział, że możemy je sobie robić, jeśli wiemy jak.
- Ty raczej tego nie wiesz. Jest pewien człowiek w jedenastym plutonie, jeden z waszych,
nazywa się... szeregowiec Cuu ? Ludzie mówią, że jest w tym dobry.
- Cuu ma zryty beret, to psychol. W życiu nie dałbym mu się tknąć.
- Więc sam sobie zrobiłeś tatuaż ?
- Mm.
Dorden oczyścił ranę najdokładniej jak tylko umiał, potem dał żołnierzowi zastrzyk.
Wszyscy służący w regimencie Tanithijczycy byli wytatuowani. Większość z nich nosiła na
ciele symbole rodzinne  był to nierozerwalny element tanithijskiej kultury. Sam Dorden też
taki znak posiadał. Lecz wśród verghastyckich ochotników tatuaże nosili tylko gangsterzy i
robotnicy z najniższych poziomów społecznych. Całą reszta nowego naboru desperacko
chciała nosić na skórze jakiś charakterystyczny znak  oskard, emblemat Duchów, symbol
Imperialnego Orła.
Jeśli nie masz tatuażu, głosiła popularna plotka, nie możesz się uważać za
pełnowartościowego Ducha.
To była siedemnasta infekcja spowodowana tatuowaniem domową metodą i Dorden uznał,
że czas najwyższy porozmawiać na ten temat z Gauntem.
Na zewnątrz łazni ktoś zaczął głośno krzyczeć. Szeregowiec Gutes wpadł ponownie za
próg.
- Doktorze ! Doktorze !
Odpoczywający na placu żołnierze zerwali się na równe nogi. Grupa tanithijskich Duchów
biegła od strony ogarniętego ulicznymi walkami dystryktu handlowego, niosąc na
prowizorycznych noszach szeregowca Leyra. Gol Kolea pędził tuż obok rannego.
Zewsząd dobiegały zmieszane okrzyki i grad pytań. Zachowując spokój na twarzy Dorden
przecisnął się przez tłum ludzkich ciał i gestem dłoni nakazał opuścić nosze na ziemię.
Pochylił się nad Leyrem.
- Co się stało ?  zapytał Koleę zaczynając jednocześnie zakładać opatrunek na przypalone
wiązką lasera udo Leyra. Mężczyzna był poobijany, posiniaczony, jego skórę znaczyły
dziesiątki pomniejszych rozcięć i zadrapań, ale aaa
żadna z odniesionych ran nie była śmiertelna.
- Straciliśmy pułkownika  odpowiedział krótko Kolea.
31
Ręce Dordena zastygły w bezruchu, lekarz podniósł wzrok spoglądając w twarz wielkiego
Verghastyty. Tłoczący się wokół ludzie umilkli w ułamku chwili.
- Co zrobiliście ?
- Corbec zabrał mnie, Yaela i Leyra do podziemi handlowej gildii. Przedostaliśmy się do
środka, ale tamtych było zbyt wielu. Ja i Leyr wydostaliśmy się z powrotem na zewnątrz, ale
pułkownik i Yael... Dorwali ich. %7ływych. Kiedy wybijaliśmy sobie drogę odwrotu, Leyr
zauważył, że te sukinsyny ciągnęły ich w stronę przeciwnego wyjścia.
Przez tłum żołnierzy przetoczył się zduszony pomruk.
- Musiałem zabrać Leyra do punktu medycznego. Zrobiłem to. Teraz zamierzam wrócić po
Corbeca. Corbeca i Yaela. Potrzebuję ochotników.
- Nigdy ich nie znajdziemy !  krzyknął z rozpaczą szeregowiec Domor.
- Dranie powlekli ich na północ. Do górnej części Starego Miasta, pod Cytadelę. Tam się
zapewne okopali. Myślę, że będą chcieli naszych przesłuchać. A to znaczy, że ciągle jeszcze
są żywi.
Dorden pokręcił przecząco głową. Nie mógł zaakceptować oświadczenia walecznego
Verghastyty, miał dużo bogatsze doświadczenie w wojnach ze sługami Chaosu.
- Ochotnicy ! Zgłaszać się !  warknął Kolea. W powietrzu pojawił się las ludzkich rąk.
Sierżant wyznaczył błyskawicznie ośmiu żołnierzy i odwrócił się w stronę starówki.
- Zaczekaj !  zawołał Dorden. Lekarz podbiegł do sierżanta, przesunął palcami po
skaleczeniach na jego twarzy i klatce piersiowej  Będziesz żył. Ruszajmy.
- Pan z nami, doktorze ?!
Corbec był szczerze kochany przez wszystkich żołnierzy, ale ze starym lekarzem łączyła [ Pobierz całość w formacie PDF ]