[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wszystko o dwoistości uczuć dziecka wobec rodziców. Przeżyła długie
okresy rozżalenia i buntu. Wydawało jej się, że nienawidzi matki, a
jednocześnie bardzo ją kochała.
- Nate... Z dzieciństwa pamiętam matkę głównie jako męczącą
pijaczkę. Rzadko kiedy znajdowała dla mnie czas, ale mimo to nie
przestałam jej kochać i pragnąć jej aprobaty.
Dalej patrzył tępo w filiżankę.
- Moi rodzice chyba w ogóle nie powinni zdecydować się na
potomstwo. Mieli swoją pracę na uczelni, książki, publikacje, badania
naukowe. To było ich życie. Psychicznie nie byli przygotowani do tego, by
radzić sobie z potrzebami i światem dziecka.
Kat nakryła ręką jego dłoń, chłodną, prawie martwą. W ciągu
czterech miesięcy, kiedy byli ze sobą, Nate nigdy nie otworzył się przed
nią tak jak w tym momencie. Był całkowicie bezbronny.
- Coś ci opowiem - powiedziała gorąco. - Raz przyszłam do domu i
zobaczyłam matkę na podwórzu. Chodziła nago i okładała krzaki linijką,
żeby wypędzić z nich węże. Zrób coś podobnego. Panie Leeman, walnij
pan to wszystko, i koniec.
Nate podniósł wzrok i pokręcił głową.
- Ja tak nie umiem, Kat. - Uśmiechnął się markotnie. - Różnimy się
diametralnie. Nawet doświadczenia z dzieciństwa mamy kompletnie
odmienne.
- Opowiedz mi więcej o swoim. - Zcisnęła go za rękę.
- Nie przeżyłem żadnych okropności... - Odsunął rękę, podniósł
filiżankę do ust, upił łyk kawy i zaczerpnął powietrza. - Moje dzieciństwo
87
RS
oddają najlepiej dwa słowa: cisza i izolacja. Nie mogłem zapraszać
kolegów, bo dzieci robią bałagan i hałasują, a to przeszkadzało rodzicom
w skupieniu. Nie pozwalali mi też bywać w domach innych dzieci, ponie-
waż byłem ponoć zbyt zdolny, by stykać się z przeciętnością... - Nagle
tama pękła. Słowa wybiegały z ust Nate'a, jakby nosił je cale lata na końcu
języka, czekając, aż ktoś wreszcie je z niego wyciągnie. - Moi rówieśnicy
rozmawiali o sprawach rodzinnych, o wycieczkach do zoo, wspólnych
wypadach do kina czy cukierni. Słuchałem o ojcach bawiących się z
synami, o matkach piekących urodzinowe ciasto, pomagających odrabiać
lekcje. Wszystko to brzmiało tak cudownie, ale nie miało nic wspólnego
ze mną, z moją codziennością.
- Znam to uczucie - powiedziała miękko. - Ale, Nate, przez
wszystkie te lata zrozumiałam jedno: że taki los zgotowała mi matka, jej
słabość i niedostosowanie. Nie było w tym mojej winy.
Ujęła znów jego dłoń, zastanawiając się, czy wiedział, że dzieląc się
z nią swoimi przeżyciami, wyjaśniał jednocześnie bardzo wiele cech, jakie
miał jako człowiek dorosły i że lepiej go teraz rozumiała.
Skinął głową.
- A we mnie utrwaliło się przekonanie, że jeśli będę się świetnie
uczył, to zdobędę ich aprobatę i miłość i że nasze życie stanie się
normalne.
Pojaśniały mu oczy. Wyglądał tak, jakby dzięki temu, że opowiadał
o rodzicach, o przeszłości, nagle choć w części uwolnił się od balastu i
wyzbył udręki.
88
RS
- Wiesz, jak to mówią - powiedziała Kat. - Co człowieka nie zabije,
to go wzmacnia. Pomyśl, jak daleko oboje zaszliśmy. Bądz z siebie
dumny. Ja jestem z siebie dumna.
- Chciałbym jedynie mieć już spokój z "Utopią". Ostatnie dwa
tygodnie były ogromnie wyczerpujące. - Uśmiechnął się blado. - Gdybym
nie żył w takim napięciu, to prawdopodobnie nigdy bym się przed tobą tak
nie odkrył.
Odpowiedziała uśmiechem.
- Odkrycie się, jak to byłeś uprzejmy nazwać, jest bardzo zdrowe, a
jeśli chodzi o twój program, na pewno wyjdziemy na prostą. Rano
zrobimy wykaz wszystkich loginów. Byłoby dobrze mieć go przy sobie
podczas rozmowy z Wintersami.
Zcisnął ją za rękę i dopił kawę.
- Skoro postanowiliśmy pracować od wczesnego ranka, to
powinniśmy już się pożegnać. Musisz się przecież trochę przespać.
Nie poruszył się jednak. Kat wiedziała, że Nate czeka, że chciałby
pójść z nią na górę. Och, jakże ją to kusiło, zwłaszcza teraz, gdy był taki
szczery, taki bezbronny. Pochyliła się, niemal kładąc głowę na jego
ramieniu. Pragnęła go z całych sił.
- Nate... posłuchaj. Ja wszystko rozumiem, czuję, co się dzieje, ale
nie możemy wrócić do tego, co bezpowrotnie minęło. Gdybyśmy poszli
teraz do łóżka, pózniej byłoby nam obojgu tylko trudniej. Podniósł się
niechętnie.
- Masz rację, wiem. Powinienem jechać do domu. Jutro czeka nas
ciężki dzień. Idziesz już do siebie?
89
RS
- Nie. Posiedzę jeszcze chwilę, dokończę kawę. Idz, Na-te. Jedz do
domu i dobrze się wyśpij. - Zawahał się, najwyrazniej nie chcąc zostawiać
jej samej. - Poradzę sobie. No, idz.
- Przyjdziesz z samego rana?
Kiwnęła głową i odprowadziła go wzrokiem do wyjścia. Dopiła
kawę i gestem przywołała barmana, by zamówić jeszcze jedną. Wiedziała,
że nie zaśnie prędko, a przerażała ją myśl o położeniu się do łóżka tylko po
to, by przez wiele godzin przewracać się z boku na bok i myśleć o Nacie, o
tym, co powiedział i czego nie powiedział. Nie dziwiło jej już, że był
samotnikiem. Wychowała go para intelektualistów, od dziecka izolujących
go i odstraszających od kontaktów z ludzmi. Dzieciństwo tłumaczyło jego
ogromną potrzebę sukcesu. Tłumaczyło również jego wizerunek kobiety -
żony i matki. Kat miała absolutną pewność, że nie odpowiada temu
wyobrażeniu.
90
RS
ROZDZIAA SMY
Kiedy we dwoje weszli do gabinetu Wintersa, okazało się, że w
spotkaniu wezmie udział jeszcze kilka osób. Przed masywnym
mahoniowym biurkiem prezesa firmy stały cztery skórzane fotele. Dwa z
nich zajmowali już Emily i Jack Devon, którego Nate nie znał zbyt dobrze.
Devon pełnił funkcję szefa działu planowania i widywali się rzadko. [ Pobierz całość w formacie PDF ]