[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zmierzyłam średnicę, poprawiłam, dodałam cyfrę do mojej listy. Osiem milimetrów.
Spojrzałam na fiolkę.
Miniaturowa połowa szczęki, z torebkami, w których nigdy nie wyrosną zęby. Dwadzieścia
pięć milimetrów.
Kość obojczyka. Dwadzieścia jeden milimetrów.
Przeglądałam tabele w książce dotyczącej osteologii płodu, sprawdzałam każdy pomiar. Kość
klinowa  większe skrzydło. Kość klinowa  mniejsze skrzydło. Kość skroniowa łuskowata.
Bębenek. Dolna szczęka. Obojczyk.
Według Fazekas i Kósa dziewczyna wyłowiona z szamba była w piątym miesiącu ciąży.
Zamknęłam oczy. Dziecko miało od piętnastu do dwudziestu dwóch centymetrów długości i
ważyło około dwustu dwudziestu gramów, gdy zabito jego matkę. Mogło mrugać oczami,
wzdychać, wykonywać ruchy ssące. Miało rzęsy i linie papilarne, mogło słyszeć i rozpoznawać
głos matki. Jeśli to była dziewczynka, miała już sześć milionów jajeczek w swoich jajnikach.
Ze smutku, jaki mnie przepełniał, kiedy o tym myślałam, wyrwał mnie krzyk Eleny
dobiegający od drzwi.
 Telefon do ciebie.
Nie chciałam z nikim rozmawiać.
 Detektyw Galiano. Możesz odebrać w biurze Mateo.
Podziękowałam Elenie, ponownie zamykając dowód w fiolce i wdrapałam się na drugie
piętro.
 Pięć miesięcy  powiedziałam, pomijając wstępy. Nie potrzebował wyjaśnień.
 Zbliżał się czas, kiedy śmiało mogła skonfrontować się z ojcem.
 Jej własnym lub szczęśliwym dawcą nasienia.
 Albo nie dawcą.
 Zazdrosny chłopak?  rzuciłam.
 Wściekły alfons?
 Psychopata? Możliwości jest bez liku. Oto, dlaczego świat potrzebuje detektywów.
 Dzisiaj rano zrobiłem mały wywiad.
Czekałam.
 Eduardowie są dumnymi właścicielami dwóch bokserów i jednego kota. Rodzina Lucy
Gerardi ma kota i sznaucera. Rodzina de la Alda nie lubuje się w zwierzętach. Ambasador i jego
klan również.
 Chłopak Patricii Eduardo?
 Fretka o imieniu Julio.
 Claudia de la Alda?
 Alergie.
 Kiedy twoi chłopcy skończą przeglądać próbki?
 W poniedziałek.
 Co miał do powiedzenia Prokurator Okręgowy?
Usłyszałam, jak Galiano wciągnął nosem więcej powietrza.
 Jego biuro nie wyda nam szkieletu.
 A czy możemy mieć dostęp do kostnicy?
 Nie.
 Dlaczego nie?
 Ten facet naprawdę chciał być moim najlepszym przyjacielem, był zdruzgotany, ale nie
mógł dyskutować o sprawie.
 To normalne?
 Nigdy nie byłem przygwożdżony do ściany przez Prokuratora Okręgowego, ale też nigdy
mu nie podpadłem.
Przez chwilę skupiłam się na tym, co powiedział.
 Jak myślisz, co tu się dzieje?
 Albo gość twardo trzyma się protokołu, albo ktoś chce położyć na tym łapę.
 Kto?
Galiano nie odpowiedział.
 Ambasada?  zapytałam.
 Co teraz robisz?  powiedział troskliwie.
 Teraz? Pracuję nad dzieckiem.
Przypuszczam, że wiem, dlaczego drogi Ryana i Galiano rozeszły się.
Spojrzałam na zegarek. Za dwadzieścia szósta. W laboratorium zadomowił się spokojny,
sobotni wieczór.
 Jest za pózno, żeby cokolwiek zaczynać. Pójdę do hotelu.
 Podjadę po ciebie za godzinę.
 Dokąd?
 Na caldos.
Zaczęłam się sprzeciwiać, próbując sobie wyobrazić caldos nagromadzone w moim pokoju.
Co, do diabła.
 Mam niebieską sukienkę.
 OK  powiedział zaskoczony.
 Wolę, gdy ma poprzypinane ozdoby z kwiatów.
 Ofiarowane przez obywateli z zamiłowaniem do ogrodnictwa  Galiano zaproponował
dwa fiołki przymocowane do gumowej niebieskiej bransoletki.
 Ofiarowane?
 Bransoletki sprzedaje się osobno.
 Brokuły?
 Asparagus.
 Są prześliczne.
Kiedy szliśmy spacerkiem w kierunku restauracji Gucumatz, trąbiły samochody. Wczesny
wieczorny deszczyk pojawił się i minął, a powietrze zapachniało mokrym betonem, olejem
napędowym, ziemią i kwiatami. Od czasu do czasu, kiedy mijaliśmy wózki obwoznych
sprzedawców, czuliśmy zapach zmokniętej kukurydzy, która pachniała jak tamal albo chuchito.
Na chodniku było dość tłoczno. Spacerowicze, pary udające się na kolację lub drinka,
kupujący, ludzie wracający z pracy. Powiew wiatru wywiewał krawaty na ramiona, modelował
sukienki na nogach i biodrach. Nad naszymi głowami liście palm unosiły się i opadały,
delikatnie trzeszcząc.
Gucumatz była urządzona w stylu techno-Majów, z ciemnymi, drewnianymi belkami,
plastikowymi kwiatami i sztucznym stawem z mostem w kształcie łuku. Wszystkie ściany
pokrywały freski, a większość z nich przedstawiała XV-wiecznego króla Quich, którego
imieniem nazwano to miejsce. Zastanawiałam się, co Pierzasty Wąż mógł czuć, widząc taki
wyraz uwielbienia.
Wejście do kawiarni przypominało zejście do grobowca Majów. Do jego oświetlenia użyto
jedynie pochodni i świec. Na powitanie papuga wykrzykiwała pozdrowienia po hiszpańsku i
angielsku. Podszedł do nas mężczyzna w białej koszuli, czarnych spodenkach i fartuchu.
 Hola, Detective Galiano. Witam. Cómo est?* [Cómo est?  Jak leci? Co słychać? (przyp. red. )]
 Muy bien, Seor Velsquez* [Muy bien, Seor Velsquez.  Dziękuję, wszystko w porządku Panie
Velsquez (przyp. red. )].
 Dawno się nie widzieliśmy.
Olbrzymie wąsy okalały usta Velsqueza, rozchodziły się na boki i zakręcały, jakby chciały
wejść do jego nozdrzy. Pomyślałam o tamarynie cesarskiej* [Saguinus imperator  gatunek małpy
(przyp. tłum. )]
 Nadrabiam zaległości, Seor. Velsquez pokiwał ze zrozumieniem głową.
 Przestępczość wyłazi z każdego kąta, czai się za każdym rogiem. Jest wszędzie. Wszędzie.
Mieszkańcy tego miasta czują się uprzywilejowani, wiedząc, że ktoś taki jak ty ją zwalcza.
Znowu smutno pokiwał głową, a potem ujął moją dłoń i przycisnął do swoich ust. Jego
zarost kłuł niemiłosiernie.
 Bienvenido, Seorita. Przyjaciółka detektywa Galiano jest również przyjaciółką
Velsqueza.
Uwolnił moją dłoń, spojrzał na Galiano i zamrugał teatralnie.
 Por favor. Mój najlepszy stolik. Chodzcie. Chodzcie.
Velsquez zaprowadził nas do stolika znajdującego się obok stawu, odwrócił się i radośnie
uśmiechnął do Galiano. Wystarczyło jedno spojrzenie detektywa w kierunku wnętrza
restauracji.
 Si, Seor. Oczywiście.
Velsquez przeprowadził nas usłużnie w kierunku altany zbudowanej w rogu kawiarni, po
czym rzucił w kierunku Galiano pytające spojrzenie. Mój towarzysz kiwnął głową. Weszliśmy do [ Pobierz całość w formacie PDF ]