[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Shane krztusił się ze śmiechu  Taaa, to jest teraz najważniejsze.
- Lepsze to niż myślenie o tym co mogło się zdarzyć. Gdyby Michael z nami był...
Claire przypomniała sobie co mówił Richard o śmierci wampirów i zrobiło jej się niedobrze: - Oni
chcą go dopaść.
Michael miał rację co do ojca Shane'a, ale w to Claire nigdy nie wątpiła. Nawet jeśli Shane tak, to
teraz wszystkie wątpliwości zostały już rozwiane. Na dodatek byli przemoczeni do suchej nitki.
- Po prostu dostańmy się wreszcie do Ratusza  powiedział Shane ocierając twarz ramieniem 
Nie zostało nam już zbyt wiele czasu na znalezienie Richarda.
Tyle, że nie było to takie proste. Nawet jeśli poruszali się teraz o wiele szybciej. Podziemny
parking był tak zatłoczony, że nie wcisnął by nawet igły, a już zaparkowanie samochodu graniczyło z
cudem. Eve pokręciła głową.
- Nawet jeśli przekonamy ludzi do opuszczenia budynku, nie dadzą rady się stąd wydostać
samochodami. Wszystkie są zablokowane  powiedziała  to jakieś szaleństwo. Spróbuję zatrzymać
się pod ścianą.
Winda była zablokowana. Drzwi na klatkę schodową były na szczęście otwarte, ale nie było
światła. Zaczęli biec na górę. Drzwi na pierwszym piętrze wyglądały na zablokowane, Shane szarpał
się z nimi przez chwilę, a gdy w końcu udało mu się je otworzyć usłyszeli falę protestów. Na podłodze
siedziało mnóstwo ludzi. Ratusz Morganville nie był wcale taki wielki, w każdym razie nie wskazywał
na to hol. Były tu olbrzymie schody pokryte marmurem i drewnem, a szklane boksy zajmowały część
ściany, recepcja znajdowała się po prawej stronie: sześć okienek przypominających bankowe było
teraz zamkniętych. Za każdym okienkiem znajdowała się mosiężna tabliczka z napisem: REJESTRACJA
SAMOCHODW, PODATKI, WPAATY I WYPAATY, itd. w tej chwili jednak hol wypełniony był ludzmi, w
większości rodzinami: ojcowie i matki z dziećmi, nawet niemowlętami. Claire nie zauważyła w tym
tłumie ani jednego wampira, nawet Michaela. Jakiś policjant cały czas wrzeszczał przez megafon,
próbując zapanować nad tłumem, w którym ludzie wciąż krzyczeli na siebie i przepychali się:
- Budynek jest przepełniony, dlatego proszę wszystkich o zachowanie spokoju!
- Nie jest dobrze  powiedział Shane. Nigdzie nie było Richarda  Idziemy wyżej?
- Ruszajmy  przytaknęła Eve i zaczęli przeciskać się przez tłum o drabiny przeciwpożarowej.
Po pokonaniu kolejnych stopni natrafili na drzwi, na których wisiała tabliczka z informacją, że tu
znajduje się biuro burmistrza, szeryfa, sala konferencyjna oraz coś w stylu archiwum. Shane próbował
je otworzyć, ale nie udało się.
- Lepiej chodzmy dalej  powiedział.
Trzecie piętro nie było oznaczone, ale na drzwiach widniał symbol Założycielki, identyczny z tym
na bransoletce Claire. Shane pociągnął za gałkę od drzwi, ale tak jak poprzednie, nie chciały się
otworzyć.
- Oni chyba nie wiedzą, do czego służą schody przeciwpożarowe  powiedziała Eve.
- Taa, wezwij gliny  odparował Shane i spojrzał w górę  Jeszcze jedno piętro i dach. I nie
sądzę, żeby wdrapywanie się tam było najlepszym pomysłem.
- Zaczekaj  powiedział Claire o zaczęła przyglądać symbolowi Założycielki znajdujący się na
drzwiach. Po kilku sekundach przyłożyła do niego swoją bransoletkę i pociągnęła za gałkę. Po chwili
coś kliknęło i... drzwi się otworzyły.
- Jak Ty...? -
Claire pokazała im przegub: - To było przeczucie.
- Jesteś genialna! Dalej, wchodzimy. - powiedział Shane.
Drzwi zamknęły się tuż za nimi z cichym kliknięciem. Korytarz był ciemny i tylko słabe,
fluorescencyjne światło migotało nad schodami. Claire pamiętała to miejsce. Ostatni raz była tu z
Myrninem, ale teraz większość drzwi była pozamykana. Shane próbował oczywiście je otworzyć, ale
udało mu się tylko z tymi, za którymi mieściły się nic nie znaczące biura. I nagle zobaczyli drzwi z
mosiężną gałką, które miały wygrawerowany symbol Założycielki. Shane spróbował je otworzyć, ale
szybko poddał się, potrząsnął głową i skinął na Claire. Pod jej dotykiem ustąpiły. Stali w olbrzymim
apartamencie, a przed nimi rozpościerał się niesamowity widok. To był zupełnie inny świat, tu było
pięknie. Pomieszczenie wyglądało jak pokój wróżki. Zciany obwieszone były satyną i lustrami,
wszędzie leżały perskie dywaniki, a wymuskane meble były białe lub złote.
- Michael? Richard? Burmistrzu?
To był pokój królowej, ale ktoś go kompletnie zdemolował. Wszędzie walały się kawałki tkaniny,
resztki połamanych mebli, a lustra rozbite. Claire zamarła. Na długiej sofie leżał Francois, sługus
Bishopa, który niedawno przybył z nim i Ysandre do miasta. Wampir czuł się tu swobodnie, nogi miał
wyciągnięte i skrzyżowane w kostkach, a głowę położył na satynowych poduszkach. Na jego piersi
leżał kryształowy kieliszek z resztką czegoś ciemnoczerwonego. Uśmiechnął się:
- Witajcie przyjaciele!  powiedział  Wcale na Was nie czekaliśmy, a tu proszę, taka
niespodzianka. Zwieże przekąski.
- Wynosimy się  krzyknął Shane wskazując Eve drzwi.
Nie mogli jednak do nich dotrzeć. Stał tam Bishop, wciąż ubrany długa purpurową sutannę z balu,
rozciętą w miejscu, w które ranił go Myrnin. Był przerażający.
- Gdzie ona jest? - powiedział  Wiem, że widziałaś się z moją córką. Czuję jej zapach na Tobie.
- Uhm  powiedziała Eve słabo  Kolejna ciekawostka.
- Bądz cicho albo zostaniesz uciszona. Jeśli będę potrzebował Twojej opinii sam ją z ciebie
wydobędę. - powiedział do Eve, wciąż nie spuszczając wzroku z Claire.
Eve zamilkła. Tymczasem Francois przerzucił nogi nad oparciem sofy i niedbale, ale z niesamowita
gracją wstał. Zrzucił kielich, których upadł na dywan rozsiewając na nim purpurowe krople krwi. Kilka
kropli zostało mu na palcach. Zlizał część, a resztę rozsmarował na pokrytej satyna ścianie.
- Proszę  powiedział do Eve przybierając swobodną pozę  powiedz coś jeszcze. Uwielbiam
słuchać bzdur.
Eve stała odwrócona plecami do ścian. Nawet Shane wyglądał na opanowanego, jakby chciał jej
przekazać, że zrobi wszystko by je ochronić.  Nawet nie próbuj mi pomóc pomyślała Claire  I tak nie
dasz rady .
- Więc nie wiesz gdzie jest Amelie? - zapytała Bishopa  Więc jak zamierzasz zrealizować swój
plan?
- O to się nie martw. Wszystko idzie po mojej myśli. - odpowiedział  Oliver do tej pory już
powinien być martwy, a Myrnin, cóż... Oboje wiemy, że jest szalony. Mam nadzieję, że jeśli wpadnie
mu do głowy pomysł, by Cie ratować, szybko zapomni kim w ogóle jesteś. To może być nawet
zabawne i niestety typowe dla niego. Więc... gdzie jest Amelie?
- Nigdy się nie dowiesz.
- Dobrze. W takim razie zaczekamy aż głód zniszczy ją lub ludzi. Wiesz, że nie musi być żadnej
bitwy. To może być bardzo łatwe zwycięstwo  powiedział wskazując na zniszczone symbole
Założycielki niedbałym ruchem  Poza tym mam tu wszystkich, których potrzebuję.
Nie usłyszała, gdy się poruszył, ale nagle poczuła na swojej szyi zimne palce Francois zaciskające
się coraz mocniej.
- Więc  powiedział Bishop  Wszystko czego potrzebuję  skinął w stronę Francois  Jeśli
chcesz, możesz ją sobie wziąć. Nie interesują mnie zwierzątka Amelie. Pozostałą dwójkę również.
Chyba, że wolisz zostawić ich sobie na pózniej.
Claire usłyszała pełen rozpaczy szept Shane'a: - Nie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]