[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Muszę z tym skończyć, pomyślał nagle, muszę z tym skończyć.
Kiedy Holly zamykała za sobą drzwi sali gimnastycznej, z ulgą stwierdziła, że
dzień jej pracy dobiegł końca i wreszcie będzie mogła wrócić do domu. Przebywanie z
Jake'em było ponad jej siły. Wielokrotnie w ciągu dnia marzyła, aby uciec od niego jak
najdalej, choć wątpiła, czy to pozwoliłoby jej wyzwolić się spod jego wpływu.
Szli w milczeniu korytarzem, każde pogrążone w swoich myślach.
- Ja jeszcze zostanę w pracy - zaczął Jake. - Poczekam, aż wsiądziesz do windy, i
wrócę do swojego biura.
- Jest bardzo późno, prawie nikogo już nie ma w firmie - zdziwiła się Holly.
- Dla mnie jest jeszcze wcześnie.
Holly uśmiechnęła się, ale milczała.
- Widzę, że chciałabyś coś powiedzieć.
- Czy ty nigdy nie zwalniasz? Nie bierzesz urlopu?
Wzruszył ramionami.
- Za wiele mam do zrobienia.
- Jaki jest sens zarabiania milionów, skoro nie można korzystać z uroków życia?
- To, co osiągnąłem, nie czyni mnie nieszczęśliwym. W moim przypadku stwier-
dzenie „pieniądze szczęścia nie dają" jest fikcją.
W tym momencie drzwi windy otworzyły się, co dla Holly znaczyło tyle, że ich
konwersacja dobiegła końca, ale ku jej zaskoczeniu Jake wszedł za nią do środka, po-
czekał, aż drzwi się zamknęły, i nacisnął przycisk „stop".
- I, dla twojej informacji, potrafię korzystać z „uroków życia".
Holly zaniemówiła, jej oddech gwałtownie przyspieszył, a serce biło tak mocno,
jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi. Jak przez mgłę widziała jego przymrużone oczy,
które nie wyrażały gniewu, ale coś innego, walkę z samym sobą.
Chwilę potem przywarł wargami do jej warg. Cofnęła się przestraszona, ale on nie
przestawał, całując ją namiętnie. Jego ręce zagłębiły się w jej włosach, łaskocząc szyję.
Pocałunek, jego delikatność, a jednocześnie zaborcza siła, sprawiły, że pozwoliła, aby
ich języki złączyły się, wyzwalając w obojgu silniejsze doznania.
Holly nie była w stanie złapać tchu, oszołomiona i zachwycona, więc kiedy prze-
sunął dłonie i objął nimi jej twarz, oddała pocałunek.
Jake jęknął przepełniony pożądaniem. Nagle pragnienie, by mieć ją nagą, by po-
czuć na swojej skórze jej jedwabiste ciało, pozbawiło go resztek rozsądku. Wsunął ręce
pod jej bluzkę, odnajdując to, czego szukał. Dotyk przez materiał nie wystarczał mu jed-
nak, potrzebował więcej i więcej. Krew wrzała mu w żyłach, kiedy pod palcami poczuł
jej krągłe piersi.
Holly głośno westchnęła i to nagle przypomniało mu, gdzie się znajduje i z kim.
Co ty, do diabła, wyprawiasz? - zaklął w myślach. Wypuścił Holly z objęć i cofnął
się gwałtownie, unikając jej zdziwionego spojrzenia. Pożądanie wciąż w nim pulsowało,
mącąc umysł, nie na tyle jednak, by nie wiedział, że zachował się niedopuszczalnie. Zu-
pełnie stracił nad sobą panowanie. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat. Chciał wyciągnąć
do Holly rękę, przeprosić, ale jej skrzyżowane ramiona i stalowy wzrok nie zachęcały do
jakiejkolwiek formy kontaktu.
Jake nacisnął guzik i winda ruszyła do góry.
- Odwiozę cię do domu - zaproponował cicho.
- Nie musisz się czuć zobowiązany do czegokolwiek. Zadzwonię po taksówkę.
- Posłuchaj - zaczął powoli, zwracając się w jej stronę. - My...
- Jake, wszystko rozumiem - przerwała mu, odwracając głowę w drugą stronę, żeby
tylko uniknąć jego spojrzenia. - To nic takiego.
Nic takiego? To dlaczego tak nagle stracił nad sobą kontrolę? Dlaczego w jednej
chwili zapragnął, aby jej szczupłe nogi owinęły go w pasie? Do diabła, znów ogarnęło go
podniecenie. Kiedy winda się zatrzymała, natychmiast wyszedł, by nie popełnić kolej-
nego głupstwa.
Następnego ranka, kiedy słońce pierwszymi promieniami zaglądało do sypialni, [ Pobierz całość w formacie PDF ]